Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

2AngryMen TV

2AngryMen TV
40K+ subskrybentów
Obserwuj
sportkultura

2AngryMen TV: Opowieść dwóch niepokornych opowiadaczy

Kim są 2AngryMen TV

Mateusz Święcicki i Filip Kapica — tak naprawdę dwóch raczej niespokojnych niż wściekłych — stoją za kanałem, który mimo nazwy brzmi jak manifest buntu, a w rzeczywistości jest przede wszystkim miękkim, ale upartym głosem pasji do piłki, która wykracza poza linie boiska. Nie są trenerami, nie byli zawodnikami, ale potrafili stać się tym, czego świat piłkarski czasem najbardziej potrzebuje: świadkami. Ich historia zaczyna się nie na stadionie, ale w studiach, wśród kamer, scenariuszy i długich nocy montażowych, gdzie zamiast trzeciego czasu, mierzyli się z trzecią wersją tekstu, czwartym cięciem ujęcia, piątym e-mailem do niechętnego menadżera.

Początki: raporty jak listy miłosne do piłki

Pierwsze kroki stawiali w 2015 roku, gdy piłka polska jeszcze nie śniła o globalnym rozpoznaniu, a oni zdecydowali się wyjść naprzeciw najbardziej nieoczekiwanym postaciom — Danijelowi Ljuboja, bohaterowi epoki, który w polskich wspomnieniach figurował raczej jako ekscentryk niż mistrz. Ich reportaże miały charakter czegoś na styl dokumentu z tyłu koszulki: nie poważnego, ale prawdziwego. Były pełne ironii, ale też ciepła. Pierwsze filmy mówiły o gwiazdach, ale nie z pozycji oddzielenia — raczej z pozycji podręcznego towarzysza podróży. Widać było, że nie chcą idealizować, tylko pokazać ludzi. I trochę się z nimi zabawić.

Ale to Paulo Dybala, ten delikatny Argentyńczyk z Juventusu, zmienił wszystko. Ich dokument o nim, z premierą w 2015 roku, nie był tylko wywiadem — był podróżą. Z interwju z matką, bratem, z Gennaro Gattuso i Franco Baresi, z którego wynikało, że Święcicki i Kapica potrafią otworzyć drzwi tam, gdzie inni się zatrzymują. Film, dostępny w pięciu językach, eksplodował — ponad milion odsłon. To był moment, w którym zrozumieli, że nie muszą wybierać między jakością a zasięgiem. Można robić piękne rzeczy o piłce, które będą patrzeć prosto w serce, a i tak docierać do świata.

Przemiana: od gwiazd do opowieści

Z czasem stopniowo odchodzili od reportaży typu „szybkie pytania”, które pojawiały się jeszcze w 2015 roku, by wprowadzić coś głębszego. Ich kamera zaczęła szukać nie tylko twarzy, ale kontekstu. Gdy w 2017 roku rozmawiali z Gennaro Gattuso, były to nie tylko wspomnienia z Mediolanu, ale analiza charakteru, mentalności, ognia, który nie gaśnie. A potem, zupełnie niespodziewanie, zdecydowali się na portret Salvatorego Esposito — aktora z „Gomorry”. To był sygnał: ich pasja to nie tylko piłka, ale opowieści ludzi, które żyją w cieniu, a potrafią świecić własnym blaskiem.

To właśnie w tym okresie Mateusz Święcicki zaczął wychodzić zza kamer — nie tylko jako reżyser, ale jako głos narratora. Seria #SwiecickiOpowiada, zapoczątkowana w 2020 roku, była przełomem. To on teraz mówił o Siniši Mihajloviću, o Gianlucu Di Marzio, o Arpadzie Weiszu — o ludziach, których losy były tak dramatyczne, że nie dało się o nich rozmawiać zimno. W materiale o Weiszu, trenerze, który wygrał Serie A, a zginął w Auschwitz, brzmiał ton uważnej, ale nie bezbolesnej refleksji. To nie był journalism rozgłosowy — to był journalism oprawiony w szacunek.

Wyjazd, powrót, podróż bez końca

Święcicki wyjeżdżał — do Brazylii, by opowiedzieć historię Filipe Luisa Kasmirskiego, którego przodkowie wyemigrowali z Polski w XIX wieku. Wyjeżdżał do Belgradu, by obserwować narodziny Dušana Vlahovicia. Do Rzymu, by obserwować, jak miasto przyjmuje Jose Mourinho. Do Paryża, by śledzić awans reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata. Jego kamery przemieszczały się z krajem, który sam nie wiedział, kim chce być — ale który wiedział, że chce się opowiadać.

A Filip Kapica? Wychodził z cienia, choć nie tak widocznie. To on rozmawiał z Svenem-Göranem Erikssonem, o Beckhama, o Lazio, o Premier League — z kimś, kto wyglądał jak postać z powieści o piłce. Ale to Kapica, dyskretny, wyważony, potrafił wydobyć z legendarnego szwedzkiego trenera nie tylko fakty, ale emocje, wspomnienia, które brzmiały jak niepublikowane liście.

Kto przestał się pojawiać, a kto pozostał

Z czasem z kanału zniknęli niektórzy współpracownicy — ci, których imiona pojawiały się regularnie w napisach końcowych: Maciej Kajetanowicz, Eddy Weber, Artur Valverde Piedra. Ich wkład w początki był ogromny, ale ich obecność stopniowo zanikała, jakby etap się zakończył, a nowe filmy wymagały innych rąk, innych oczu. Z kolei Marcin Mosiejko, Michał Jurek czy LUCJAN LUCIMIŃSKI zaczęli się pojawiać — nowa generacja twórców, która przejmowała montaż, grafikę, dźwięk.

A osoby? Powtarzały się — nie przypadkiem. Włodzimierz Sierakowski, fotograf, którego zdjęcia pojawiały się niemal w każdej trzeciej produkcji, stał się niewidzialnym partnerem ich narracji. A wśród bohaterów — pojawiali się ci, którzy potrafili mówić o sobie bez maski: Łukasz Fabiański, Sławomir Peszko, Jakub Moder. Ci, którzy wychodzili z małych miast i nie zapomnieli, skąd się wzięli.

Sukcesy i upadki: kiedy piłka nie tylko rzuca wywiadami

Największym sukcesem był nie tylko milionowy odsłonowy dokument o Dybalę — to był początek. Prawdziwym triumfem była zdolność do przetrwania, do ciągłości, do bycia słuchanym, gdy inne kanały się wypalały. Ich film o Radzie Nainggolanie, o trudnym dzieciństwie, o rewanżu z Barceloną, pokazywał, że potrafią podejść do postaci, która nie jest ulubieńcem moralistów, ale której historia — pełna egoizmu, pasji, buntu — jest godna opowiedzenia.

Ale były też potknięcia. Nie wszystkie tematy trafiały w sedno. Kilka filmów o polskiej piłce, zwłaszcza te bardziej lokalne, nie przekroczyło granicy 20 tysięcy odsłon. Były wrażliwe, ale może zbyt intymne dla szerokiego grona. A potem, jakby na odpowiedź, pojawiały się materiały o globalnych fenomenach: Messi, Lewandowski, FIFA, Katar — tematy, które przyciągały tłumy. Widać było, że kanał wie, kiedy grać w małą ligę, a kiedy w Champions League.

Filmy, które zmieniły wszystko

Oprócz Dybaly, to właśnie dokument o Gerdzie Müllerze, o „człowieku, którego ściga Lewandowski”, i serial o Roberto Baggio — dwuczęściowy, pełen nastrojów, zdjęć, cichej adoracji — stały się kamieniami milowymi. To nie były tylko wywiady — to były poematy wideo. A film o Mino Raioli? Powrót do tematu, który znał — świata agentów, pieniędzy, potęgi. Ale zrobiony z dystansem, z trwogą, z zrozumieniem, że za każdym sukcesem stoi ludzka historia, często brzydsza niż się wydaje.

Zamknięte tematy, otwarte drzwi

Zniknęły tematy z przeszłości — jak wywiady typu „quick-fire”, które były szybkie, ale czasem płytkie. Zniknęły też reportaże wyłącznie sportowe, bez kontekstu społecznego. To, co kiedyś było gadaniem o piłce, stało się rozmową o ludziach, którzy ją tworzą. Nie robią już filmów o meczach — robią o tym, co się dzieje poza meczem.

Unikają też polityki bezpośredniej — ale nie boją się jej, gdy idzie w parze z piłką. Ich materiał o Muhammadzie bin Salmanie, o kupnie Newcastle, o sportwashingu — to był akuratny strzał w serce kontrowersji. Nie oceniali, ale pokazali. I wystarczyło.

Charakter tej historii

To historia dwóch mężczyzn, którzy zamiast grać na boisku, postanowili opowiadać o tych, którzy grają — z humorem, szacunkiem i nieustającym głodem opowieści.