Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Adam el Viajero

Adam el Viajero
500+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakultura

Adam el Viajero: podróżnik między chmurami i ziemią

Kiedyś, dawno temu, nad Krakowem unosił się balon, a w jego koszu stał mężczyzna z kamerą, który jeszcze nie wiedział, że jego życie stanie się serią krótkich lotów — nie tylko nad Małopolską, ale przez całe kontynenty. Adam el Viajero, tak się przedstawił światu, choć imię może być symboliczne, a przezwisko — obietnicą. Jego kanał zaczął się od cichego, niemal prywatnego gestu: filmiku z balonu, datowanego błędnie w opisie, jakby już wtedy czas uciekał mu z rąk. Początki były skromne, pełne przypadkowości — Keralę pokazywał obok Mauritanijskiego pociągu, Kathakali obok Derwiszy, a wszystko to jak lista marzeń wyrywanych z dziennika podróżnika, który nie wie jeszcze, dokąd jedzie, ale wie, że musi jechać.

Pierwsze kroki poza Polską były raczej eksploracyjne niż celowe. Pojawiały się Tajlandia, Malediwy, Nepal — miejsca, które oglądał nie jako turysta, ale jako ktoś, kto chce dotknąć rzeczywistości. Pływał wśród rekinów w Karaibach, chodził po cmentarzach meksykańskich Zipolite, gdzie śmierć miała tępość letniego południa, i śpiewał (a raczej nie śpiewał) „El Cóndor Pasa” w Peru. Jego film o koncercie Davida Garretta w Tauron Arenie zdobył przypadkiem największą dotąd popularność — jakby świat miał ochotę na muzykę, a nie na relacje z dalekich krajów. To był żart losu, który pokazał, że czasem największe sukcesy przypadają nie tam, gdzie się ich szuka.

W 2021 roku coś się zmieniło. Adam — jeśli to rzeczywiście jeden człowiek — wyjechał do Kolumbii. Albo raczej: zamieszkał. To nie była już tylko podróż, to był wybór. Jego kamera zaczęła mówić o czymś innym: nie o widokach, ale o życiu. O tym, jak się mieszka, jak się je, jak się jeździ, jak się robi prawo jazdy. Zniknęły ciche medytacje nad Katmandu, pojawiły się porównania cen w Biedronce i Ara, jakby przeszedł z filozofii do codzienności. Humor pozostał, ale był już inny — niezgrabny, autentyczny, czasem niepoprawny, jak w filmie o uratowaniu przez Lewandowskiego, gdzie spotkanie z kolumbijską policją kończy się anegdotą o potędze polskiej sławy. To była ironia, ale i prawda: czasem wystarczy nazwisko, by przejść przez slums.

Z czasem zaczął się przedstawiać nie tylko jako widz, ale jako uczestnik. Poznajemy Jaimego, który po raz pierwszy w życiu je rambutana, i Beata Pawlikowska, której ulubiona góra to Monserrate. Imiona pojawiają się i znikaют — jakby życie w Kolumbii miało swoją sezonowość. Comuna 13, niegdyś dzielnica przestępcza, staje się atrakcją turystyczną, a on opowiada o niej jak o miejscu przemiany — jakby szukał nadziei w ruinach. Wjeżdża kolejką gondolową do Medellín, jakby dźwigał się ponad przeszłość miasta, i śledzi śladami Escobara, ale nie jako fan, tylko jako ktoś, kto pyta: co z tego zostało?

Jego największe potknięcie? Może to, że świat go nie zna. Film o Ayahuasca, w którym szuka środka wszechświata, ma mniej odsłon niż przegląd czekolady. Jego rozważania o uzależnieniu od smartfonów, pomimo angielskich napisów, nie stały się viralowe. A najpopularniejszy film — o życiu w Kolumbii — to sucha analiza kosztów mieszkania, jakby ludzie chcieli wiedzieć nie o duszy kraju, ale o cenie benzyny.

Nagle, w grudniu 2025, pojawia się coś, co nie pasuje: Kung Fu Panda w Szanghaju. Snowboard na krytym stoku. Potem — pandy w Chengdu. To jak powrót do dzieciństwa, albo zapowiedź nowej trasy. Czy to początek Azji? Czy może upadek pomysłu? Trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne — Adam el Viajero nadal podróżuje, nawet jeśli nie zawsze wie, dokąd zmierza.

To historia człowieka, który zaczął od lotu balonem i skończył wśród pand, ale wciąż nie wie, czy jest turystą, emigrantem, czy tylko kimś, kto chciał uciec od motywacyjnych filmów parodią motywacyjnych filmów.