
Adam P. MyTravels: poza horyzont, między korony i nad morze
Adam nie zaczął swojej przygody z podróżowaniem od spektakularnego skoku w nieznane, ale od cichego, niemal przypadkowego lotu ptaka nad Kielcami. Pierwsze ujęcia z drona, nagrane na przełomie 2021 i 2022 roku, pokazały miasto z niezwykłej perspektywy — z góry, w spokojnych kadrach przesuwających się nad dachami i lasami. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ta niewielka kamery DJI Mini 2 stanie się jego trzecim okiem, a podróż — nie tylko pasją, lecz codziennością. Początkowo zadowalał się bliskością: Świętymi Krzyżami, Klasztorem Pallotynów, rezerwatami przyrody w Tumlinie i Zalewem Cedzyną. Mówił o przyrodzie jak o sąsiadce, którą warto pozdrowić rano, a nie jako o egzotycznej bogini, której trzeba daleko szukać.
Wszystko zmieniło się w styczniu 2022 roku, gdy bez ostrzeżenia wskoczył na lot do Pekinu. Była to spontaniczna decyzja, jak sam nazwał ją w jednym z filmów, i nagle jego kamera, która jeszcze niedawno trzęsła się nad świętokrzyskimi stawami, unosiła się nad Wielkim Murem Chińskim. Tam, wśród tajemniczych widoków i pierwszych szoków kulturowych, narodził się prawdziwy kanał — nie tylko o miejscach, ale o emocjach, które w nich się rodzą. W Pekinie próbował być praktyczny: pokazywał, ile kosztuje wejście na Mur, co warto zobaczyć, jak nie dać się oszukać. Ale za tym pragmatyzmem krył się entuzjazm dziecka, które po raz pierwszy trzyma w rękach mapę świata i nie wie, gdzie zacząć. Następnie, równie niespodziewanie, znalazł się w Melbourne — lot z Pekinu do Australii był jak przewijanie globusa palcem. Tam natychmiast rzucił się na spotkania z dziką przyrodą: kangurami, kookaburrą, papugami kakadu, które najwyraźniej miały dla niego słowo. Były to chwile, gdy jego narracja zmieniała ton — z faktograficznej na niemal bajkową, jakby nie do końca wierzył, że to, co widzi, jest prawdziwe.
Po Australii świat Adama zwęził się nagle do Hiszpanii, a potem rozwidlił się w kierunku Tenerify, Tajlandii, Kataru, Egiptu i Norwegii. Jego podróże przestały być liniowymi trasami, a raczej wędrówkami bez celu — czy raczej z jednym, bardzo prostym celem: zobaczyć. W Walencji fascynowały go nie tylko muzea, ale pociągi jadące z prędkością 300 km/h, a w Madrycie — nie tylko El Prado, ale sklepy Realu i Atletico, które odwiedził z tą samą powagą, z jaką oglądał zamek w Niedzicy. Sport, choć pojawiał się przypadkowo, stał się jego tłem — jakby piłka nożna była muzyką, która grała w tle każdej podróży. W Tajlandii spędził wiele miesięcy, a jego kamera przestała być tylko obserwatorem — została uczestnikiem życia plażowego w Krabi. Jechał tam skuterem, jeździł po wodzie taksówką, obserwował konkursy na najpiękniejsze pianie koguta i imprezy na plaży. W tych chwilach jego styl się zmienił: z dokumentalisty zrobił się kronikarzem życia zwykłych dni w tropikach.
W 2023 roku Adam najwyraźniej poczuł, że podróżować można też w miejscu. Wrócił do Kielc, do Świętokrzyskich Gór, do lasów, które znał od zawsze. Tam, gdzie kiedyś latał dronem po rezerwatach, zaczął chodzić po grzyby. Jego filmy o grzybobraniu — pełne emocji, niemal mistyczne w tonie — stały się jednym z filarów kanału. „Młodziutkie prawdziwki ukryte na środku drogi” — tytuł filmu z października 2024 roku — zdobył ponad 60 tysięcy wyświetleń i został momentem przełomowym. Grzyby przestały być tylko tematem sezonowym, a stały się metaforą jego pasji: ukryte, skromne, ale niezwykłe. Wtedy też zaczął mówić o naturze z większą intymnością, jak o kimś, kogo zna od lat, z kim się zadziała. Pochwalił się orzesznicą w ogrodzie, obserwował kretów, rozmawiał z drzewami — a przynajmniej tak wyglądało na jego filmach.
W międzyczasie eksperymentował z formą: robił shortsy, live’i, zwiastuny, opowieści dźwiękowe. Gdy w 2024 roku zaczął nadawać z Egiptu, najpierw z Hurghady, potem z Luksoru, jego kanał zdobył nową warstwę — turystyczną, ale też kulturową. Pokazywał nie tylko świątynie Karnaku i Dolinę Królów, ale też targi, ceny alkoholu w Norwegii, albo czym różni się piasek na plaży w Sharm El Sheikh od tego w Marsa Alam. Jego najpopularniejsze filmy — o bazarych w Alanie, o Lotus Bay Resort, o cenie wódki w Skandynawii — były poradnikami, ale napisanymi językiem pasjonata, nie analityka. Gdy mówił o niebezpieczeństwie skrzydlicy, robił to z tą samą powagą, z jaką mówił o borowikach — jakby natura była jednolitą całością, pełną piękna i zagrożeń.
Jego życie stało się płynne, bez stałego punktu zaczepienia. Bywał w Polsce, bywał za granicą, ale najwyraźniej najszczęśliwszy był w miejscach, gdzie morze spotyka się z pustynią, a las z kamieniem. Z czasem zaczął pojawiać się też jego ogród — ten w Polsce, pełen egzotycznych roślin: palmy, bananowce, agawy. To tam, w cieniu drzew, które nie powinny rosnać w klimacie umiarkowanym, zdawał się najbardziej spokojny. Tam też zrozumiał, że podróżowanie to nie tylko przemierzanie odległości, ale pielęgnowanie marzeń — nawet tych, które trzeba okrywać na zimę folią, by przetrwały.
Niektóre tematy z czasem zniknęły: nie było już tyle o Chinach, mniej o futbolu, prawie nic o latach przed 2022. Osoby wspomniane na początku — Ania, Paulina, chłopaki z Poznania — nigdy nie pojawiły się w kadrze i z wolna zniknęły z narracji. Nie ma ich, ale nie brakuje ich — to były tylko przelotne pozdrowienia, jak kartka pocztowa wrzucona do skrzynki. Większą rolę odegrały miejsca: Krabi, Hurghada, Kielce, Luksor. A wśród ludzi — tylko on sam, jego głos, jego kamera, jego ciekawość.
Jego największe sukcesy to nie liczby, ale chwile: film o egipskim bazare w Hurghadzie z 2024 roku, który przekroczył 60 tysięcy wyświetleń; film o czerwcowych borowikach, który zdobył ponad 7 tysięcy; czy ten o pierwszym live’ie z Ogrodu Botanicznego w Powsinie, gdzie siedział z kawą i mówił o tropikach, choć dookoła był listopadowy chłód. Jego największe potknięcia? Trudno powiedzieć — bo jeśli były, to nie zostały nagrane. A jeśli były nagrane, to wyglądały jak sukcesy: skret porażony kamerą, błąd w tytule, live zakończony przed czasem. On i tak mówił dalej.
Obecnie jego kanał to mieszanka dokumentu, poradnika, medytacji i dziennika podróżnika, który nie wie, gdzie będzie jutro, ale wie, że będzie tam z dronem. Jego filmy o grzybach, egzotycznych roślinach i świątyniach starożytnych Egipskich tworzą niejednolity, ale autentyczny obraz życia człowieka, który nie wybrał między domem a światem — postanowił mieć oba. I gdy patrzy się na jego ostatnie filmy — z grzybami w Kielcach, z palmami okrywanymi na zimę, z live’em przy ognisku — robi się jasne, że jego największą podróżą nie jest lot do Sri Lanki czy nurkowanie wśród muren, ale codzienne decydowanie się na to: patrzeć.
To historia człowieka, który znalazł świat, bo najpierw nauczył się patrzeć.