Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

AFRICA-POINT, Dominik Skurzak

AFRICA-POINT, Dominik Skurzak
Obserwuj
przygodapodróżekultura

Dominik Skurzak i Africa-Point: podróżnik, który szukał Afryki — i znalazł ją w sobie

Dominik Skurzak to człowiek, którego życie zdaje się układać w rytm, jaki diktują nie tyle plany, ile wewnętrzne przyciąganie — ku horyzontom, ku cichościom, ku ludziom, których nie da się opisać jednym zdaniem. Jego historia nie zaczyna się w szkole ani w redakcji, ale w głębi, tam, gdzie ciekawość przestaje być ciekawością i staje się przymusem — nie chorobowym, ale żywotnym. Tym, który każe wstać, spakować plecak i ruszyć w stronę, gdzie mapa kończy się, a prawda dopiero zaczyna.

Przez lata mieszkał w Polsce, w Warszawie, gdzie jeszcze w 2016 roku organizował pikniki afrykańskie na Bielanach — „Kolację na dwanaście tadżinów”, jak nazwał ją jeden z jego wczesnych filmików. Było to coś więcej niż promocja wyjazdów: to był gest gościnności, próba przyniesienia kawałka Afryki do stolicy, nie w formie eksotyki, ale autentyczności. Wtedy jeszcze nie wiedział, że to on sam stanie się mostem — nie między kontynentami, tylko między spojrzeniami, między myśleniem o Afryce a doświadczeniem jej. Nie jako turysta. Nie jako obserwator. Ale jako ktoś, kto powoli przestaje być gościem.

Jego kariera jako autora National Geographic — o czym wspomina niejednokrotnie, choć bez aksamitnej aury celebrytyzmu — to nie tylko tytuł, ale dowód na to, że potrafi patrzeć. Nie fotografować, tylko patrzeć. W 2014 roku jego ilustrowany przewodnik po Gambii zdobył pierwszą nagrodę, a sam pracował tam przez rok, by zrozumieć, nie tylko opisać. Ten kraj, nazwany „Uśmiechniętym Wybrzeżem”, stał się dla niego nie tylko miejscem wyjazdów, ale początkiem nowej logiki życia: im dłużej przebywał wśród Gambijczyków, tym mniej potrzebował słów, by zrozumieć, co znaczy „być”.

W 2016 roku, gdy opisywał plany zamieszkania w odciętej od świata wiosce Malinke w Gwinei, nie brzmiało to jak zapowiedź kolejnej ekspedycji. Brzmiało jak obietnica sobie samemu. „Tam, gdzie Afryki nie da się tylko zobaczyć. Staniemy się jej częścią” — napisał, a potem milczał przez miesiące. Ale jego milczenie było pełne obrazów. Film za filmem, począwszy od Gambii, przez Kenię, Uganda, Rwanda, aż po Maroko, Madagaskar i Tanzanię, układał opowieść, która stopniowo zmieniała ton. Zaczynała się od „zobaczcie, gdzie byłem”, by przejść do „zastanówcie się, kim jesteście”.

W 2018 roku pojawiła się seria „Zagadki Afryki” — nie tyle odpowiedzi, ile zaproszenia do zadawania pytań. Pytań o język, o ceny, o sposób spędzania czasu, o to, jak żyć poza turystycznym bełkotem. W tych filmach Dominik Skurzak przestaje być tylko organizatorem wypraw i staje się prowodyrem po myślach, które rodzą się, gdy człowiek długo patrzy w ogień i słucha, zamiast mówić. W jednym z filmów gra AC/DC „Live Wire” na gitarze w Gambii — i choć goście nie znają utworu, taniec zaczyna się natychmiast. To był moment, w którym humorystyczna ironia jego opowieści zabłysnęła najjaśniej: nie potrzeba wspólnego języka, by mieć wspólną energię.

Wokół niego zaczęli się pojawiać ludzie. Jego córka, Maria Skurzak, wróciła z samotnego pobytu w Kenii i weszła w przestrzeń jego projektu, nie jako asystentka, ale jako głos młodego pokolenia, które chce doświadczyć, nie tylko odwiedzić. Marcin Rakowski, współpracownik z Bantaba Creative Arts Centre w Brikamie, stał się partnerem w głębszych rozmowach — nie tylko o kulturze, ale o życiu w innym wymiarze czasu. A Sergiusz Pinkwart, współtwórca programów od 2020 roku, wprowadził do Africa-Point intelektualną ciekawość i kontrast — europejskie pytania zadawane afrykańskim realiom. Razem tworzyli coś, co przestało być kanałem podróżniczym i stało się studiem refleksji — „Studio Africa-Point”, gdzie dyskutowano o demokracji, rasizmie, stereotypach, duchach, pieniądzach i muzyce.

To właśnie w 2020 roku nastąpił przełom. Africa-Point przestał być tylko zaproszeniem do wyjazdu i stał się zaproszeniem do zmiany. Seria „Report” z Tanzanii — z cmentarza polskich wygnańców, z plantacji kawy, z muzycznej uczelni w Bagamoyo — pokazała, że Skurzak nie tylko patrzy na Afrykę, ale szuka w niej odbicia swojego świata. Czy to możliwe, że szukając Afryki, znalazł Europę — w jej stratach, zapomnieniu, przecenionych wartościach?

Jego wyprawy stały się coraz bardziej wybiórcze, coraz bardziej ekskluzywne — grupy po siedmioro, wyższy standard, ale nie luksus, tylko przestrzeń na doświadczenie. Kiedy w 2024 roku opublikował materiał z Samburu w Kenii, nazywając to „VIP”, było to nie tyle chwalenie się, ile sygnał: to już nie wycieczka, to inicjacja. A gdy zapowiedział wyprawę do Botswany i Zimbabwe w 2025 roku, brzmiało to jak ostatnie słowo — nie końca, ale etapu. Jakby mówił: „jeszcze raz, ale naprawdę”.

Nie wszystko się powiedzie. Nie wszystkie filmy trafiają w sedno. Niektóre, jak „Szkolenie Walki” czy „Vintage Trapper”, wydają się odskakiwać od głównego wątku — próbą dotarcia do innej grupy odbiorców, której jednak nie udało się zatrzymać. Ale nawet te potknięcia są spójne z jego filozofią: błądzić, by dojść. Nie ukrywać. Nie udawać perfekcji.

Największym sukcesem nie jest żaden film, ale seria „Zagadki Afryki” i „Studio Africa-Point” — szczególnie odcinek „Kim jesteś, Mzungu?”, gdzie zamiast pokazywać Afrykę, zadał pytanie Europie. Film, który nie ma akcji, tylko intensywność. Gdzie nie ma afrykańskich tancerzy, tylko cisza i wymóg spojrzenia w lustro. To tam, w tym milczeniu, osiągnął szczyt swojej twórczości: nie uczy, nie ocenia, tylko wskazuje, że coś się kończy — iluzja dominacji, wyższości, przejściowego doświadczenia.

Z czasem zniknęły z kanału wątki turystyczne, promocje, proste opisy tras. Zniknęły też osoby, które nie weszły głębiej — niektóre twarze z początków, które pojawiały się przy okazji wywiadów w TVN, już nie wróciły. Pozostali ci, którzy potrafili iść do końca — ci, którzy nie chcieli tylko zobaczyć, ale zrozumieć.

A oglądalność? Nie rośnie w tryumfalny sposób. Jeden film ma 70 wyświetleń, inny — ponad 13 tysięcy. Ale nie o to chodzi. Dominik Skurzak nie robi kanału dla mas, ale dla tych, którzy potrafią słuchać ciszy między słowami.

Jego życie, jego twórczość, jego Africa-Point — to nie podróż do Afryki, ale podróż do siebie, której punktem zwrotnym była Afryka.