Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

AliceL Travel

AliceL Travel
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekultura

AliceL Travel – opowieść o podróży, która zaczęła się w zupełnie innym miejscu

Kiedyś, dawno temu, w małym zakątku online, pojawiły się trzy niemal identyczne filmy o książkach – cichych, wycinkowych, z nadrukowanymi przewodnikami do zabawy dla dzieci. Były w języku niemieckim, polskim i angielskim, jakby od razu chciały przemawiać do świata. Ich twórczyni, której imię można było odgadnąć z nazwy kanału – AliceL – prezentowała je jak rzemieślnik, dumny z wyrobu własnych rąk. Te książki, rzeczywiście rękodzielne, produkowane w Niemczech, miały pomagać trzylatką i pięciolatką w nauce przez zabawę. Było to coś między edukacją a magią małego formatu. Ale już wtedy, jeśli ktoś przyjrzał się uważnie, mógł zauważyć, że za tą ofertą kryje się coś więcej niż sprzedaż. Była tam ciekawość, popęd do dzielenia się, do pokazywania – może jeszcze nie świata, ale przynajmniej fragmentu rzeczywistości, który wydaje się wart uwagi.

Zanim AliceL zaczęła pokazywać Afrykę, zanim jej kamera trafiła nad Morze Karaibskie, a jej głos zaczął opowiadać o busach, które tłuką się godzinami po rozpadłych drogach, zanim zaczęła mówić, że piękno nie ma wieku – zanim wszystko to się wydarzyło, zajmowała się czymś zupełnie innym. Ciszą. Małymi dłońmi dzieci. Rzemiosłem. Była twórczynią quiet booków – tych właśnie, które miały uspokajać, uczyć, angażować. Ale jak to często bywa, życie nie idzie ścieżkami, które rysujemy na papierze. Gdzieś w środku 2016 roku jej kamera, zamiast skupiać się na elementach do przycinania i szycia, zaczęła się wznosić – ku horyzontom, ku niebu nad Serengeti, ku sylwetkom żiraf i lwiątkom bawiącym się na drodze do safari parku.

Pierwsze zdjęcia z Tanzanii, opublikowane jesienią 2016 roku, były jeszcze nieco nieśmiałe, jakby kamera wciąż uczyła się nowego języka. Ale już wtedy widać było, że coś się zmieniło. AliceL nie chciała tylko dokumentować – chciała opowiadać. O niebieskich małpkach w lesie Jozani, o policji, która potrafi wydusić z turysty „łapówkę” za wyimaginowaną prędkość, o dzieciach, które proszą o dolar, ale chętnie pozują za cukierek. Jej teksty, pełne przymrużenia oka, były jak listy od przyjaciółki, która wróciła z podróży i nie może się powstrzymać, żeby nie opowiedzieć wszystkiego naraz – i o pięknie morza, i o koszmarze dojazdu do Kizimkazi, i o żółwiach, które uprawiają głośny seks. To był styl – szczery, czasem nieco chaotyczny, ale zawsze pełen życia. I pełen informacji – tych, których nie znajdziesz w przewodnikach. Jak np. że w 5-gwiazdkowych hotelach może śmierdzieć wilgocią. Albo że na Zanzibarze trzeba mieć gotówkę na „łapówki” i balony na przekupienie dzieci.

Jej podróż przez Tanzanię, Zanzibar, Egipt, Malezję i Singapur wydawała się nieskończona – albo przynajmniej takiej miała się stać. W 2017 roku opowiadała o kluczowych miejscach w Kuala Lumpur i Singapurze, jakby próbowała ułożyć świat według własnego top 10. Ale potem coś się zatrzymało. Kamera milknęła. Na prawie pięć lat.

Nie było wakacji, nie było zapowiedzi, nie było pożegnań. Tylko cisza. I nagły powrót w styczniu 2022 roku – z zupełnie innym tonem. Nie „my”, tylko „ja”. Nie „nasza podróż”, tylko „sama jedna”. AliceL wróciła z Dominikany, ale nie z wycieczki, tylko z eksperymentu – życia na własną rękę, bez organizacji, bez towarzystwa, z walizką i guagą. I z nową misją: pokazywać, jak wygląda turystyka poza all inclusive. Jak się wsiada do autobusu, który wygląda jak rozpadający się traktor, jak się negocjuje z przewodnikiem, jak się traci materiał z pamięci, bo karta się przepaliła, jak się kręci film, który trzy razy się nie zapisał, a potem się ładuje dwa dni. Było widać, że technika nie stała się jej przyjaciółką – iPhone najtańszy, stabilizator, który działa „raz tak, raz nie”, baterie, które nie trzymają. Ale była też uparta. I pełna energii.

Jej filmy z Dominikany to nie tylko piękne plaże – to przewodnik, który mówi: „Oto jak to naprawdę wygląda”. Jak dojechać do Las Terrenas, jak nie dać się oszukać w Santo Domingo, jak bez konia dotrzeć do wodospadu El Limon. Jak być kobietą po pięćdziesiątce i czuć się piękną, kiedy każdy dzień słyszy się „hola, bonita”. To była nowa AliceL – samotna, ale nie samotna w swojej komunikacji, otwarta, czasem zmęczona, ale zdecydowana dzielić się tym, co widziała.

Jej najpopularniejsze filmy – ten o Zanzibarze, ten o Saonie, ten o porównaniu Punta Cana, Las Terrenas i Bayahibe – to nie tylko liczby odsłon. To dowód, że ludzie szukają autentyczności. Że chcą wiedzieć nie tylko co zobaczyć, ale jak to przeżyć. Co nie działa, co kosztuje, gdzie nie warto tracić czasu. I że czasem to, co najważniejsze, to nie fotografia, tylko ton głosu, który mówi: „nie boisz się, ja też się bałam, ale dało się”.

Zniknęły z kanału dzieci, ciche książki, wspólne „my” z kimś, kto nie pojawia się już w opisach. Zniknęły też wyjazdy do Malajii, Singapuru, Izraela – te, które miały się pojawić „wkrótce” w 2017 roku. Zostają tylko wspomnienia w playlistach. Ale pojawiła się nowa rzeczywistość – samotna podróżniczka, która nie potrzebuje luksusu, ale potrzebuje prawdy. Którą nie interesuje tylko pokazywanie, ale pomaganie.

Jej najwyraźniejszy przełom to nie wyjazd do Afryki – to powrót po przerwie. To moment, gdy z „my” zrobiło się „ja”, gdy z edukatorki dzieci stała się podróżniczką dorosłych, którzy szukają sensu w trasie. Jej sukcesy? To tysiące odsłon filmu o Zanzibarze, o Saonie, o wodospadzie El Limon. Jej niepowodzenia? Zapewne te białe plamy w filmach, gdzie „śliczny materiał zniknął”, albo trzykrotny remont tego samego filmu. Ale też – nieudane loty zespołów na Globalticę, których nie uchwyciła, bo „gadała, jadła, piła i szukała księżyca”.

Bo tak – w 2018 roku była jeszcze na festiwalu w Gdyni, opowiadała o muzyce z Czeczenii, z Haiti, z Mauricjusza, o ludziach, którzy taniecją w deszczu i sianie. To był ostatni raz, kiedy pojawiła się w Europie jako uczestniczka, a nie turystka. Potem – znów cisza. Aż do Dominikany. I od tamtej pory – już tylko tropiki, tylko Karaiby, tylko wyjazdy „na własną rękę”.

Najważniejszą osobą w jej historii jest zapewne ta, która przestała się pojawiać – osoba z tamtych „naszych” podróży, z pierwszych filmów z Tanzanii, z Egiptu, z Zanzibaru. Nikt poza nią nie pojawia się regularnie. A najważniejszą aktualnie jest pewnie sama AliceL – narrator, reżyser, kamerzystka, montażystka, przewodnik i klientka jednocześnie.

Jej filmy o największej oglądalności – „Dookoła Zanzibaru HD”, „Wyspa Saona, perełka na Morzu Karaibskim” i „Dominikana, co wybrać, Punta Cana, Las Terrenas czy Bayahibe” – to nie przypadek. To miejsca, gdzie mówi: „nie wierz mi na słowo, sprawdź sam”. To filmy, które mają na celu nie tylko zachwycić, ale przygotować.

A ostatni film z listopadu 2022 roku – o Wielkanocy na Mazurach, o jajkach wrzucanych do jeziora – to jak ciche „na razie”. Jak przypomnienie, że kiedyś była też Polska, że kiedyś była też wioska, że kamera może wrócić. Ale raczej nie na długo.

AliceL Travel to historia o tym, jak życie może zmienić kierunek – od cichych książek dla dzieci, przez safari, aż po guagę w dżungli. To opowieść nie o ucieczce od rzeczywistości, ale o znalezieniu jej w zupełnie innym miejscu – tam, gdzie morze jest jak z Photoshopa, a ktoś szepce ci każdego dnia: „jesteś piękna”.