Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Bartek Zwiefka

Bartek Zwiefka
5K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekultura

Bartek Zwiefka

Z początku wydawać się mogło, że Bartek Zwiefka to ktoś, kto po prostu upaja się podróżami i chce o nich opowiadać. Ale za tym prostym gestem kamerą, za kolejnymi materiałami z krańców świata, kryje się nieco bardziej złożona historia – o przemianie, o szukaniu siebie między kontynentami i o nieustannym przekraczaniu granic, nie tylko geograficznych.

Zanim stał się człowiekiem z plecakiem i mikrofonem, przemierzającym slumsy Mumbaju czy spacerującym po równiku w Ekwadorze, Bartek Zwiefka był kimś, kto zaczął od marzenia o Ameryce – nie jako imigrancie, lecz jako opowiadacz. Jego kanał powstał w 2014 roku pod znakiem projektu „Jestem w stanie”, co brzmiało jak gra słów, ale też jak zaproszenie do innego świata. Wtedy jeszcze nie było vlogów w sensie dzisiejszym – były raczej dokumenty, przemyślane odcinki, w których Bartek badał różnice kulturowe, od Amiszów w Pensylwanii po fanów futbolu amerykańskiego, od kamperów-romantyków po miłośników diamentów w Arkansas. W jednym z pierwszych filmów, „Dom na kółkach”, pokazał ludzi, którzy od lat mieszkają w przyczepach, podróżując z wiatrem, a jego ton był pełen respektu, ale też ciekawości – jakby sam nie był pewien, czy kiedyś nie zdecyduje się na coś podobnego.

Jego wczesne lata twórczości to epoka eksploracji, ale też próby znalezienia głosu. Filmik po filmiku, od Teksasu z jego kulturą broni po Nowy Orlean z jazzem i Mardi Gras, Bartek zbierał kawałki Ameryki, jakby układając z nich puzzle własnej tożsamości. W tle czuć było nie tylko pasję do kultury, ale też pewien dystans – Polak w kraju, o którym wiele się mówi, ale mało rozumie. Wtedy jeszcze mówił o sobie w trzeciej osobie, cytował rozmówców, był narratorzem, nie protagonistą.

Potem nagle, jakby ktoś wyłączył światło, kanał zamilkł. Trzy lata przerwy. Nic. Ani jednego filmu. Aż w 2017 roku w powietrzu znów zabrzęczał znajomy dźwięk. „Po trzech latach przerwy w nadawaniu wracam na jutjubowe salony” – oznajmił, tym razem z zupełnie innym podejściem. Projekt „Jestem w stanie” przestał być tylko o Stanach. Stał się „Jestem tu”. Bartek Zwiefka rozpoczął dziewięciomiesięczną podróż dookoła świata – z Północnej Karoliny, przez Chiny, Sri Lankę, Indie, przez Tajlandię, Laos, Wietnam, Kambodżę, Malezję, aż po Borneo i Bangkoku. Jego kamery zaczęły pokazywać nie tylko widoki, ale ludzi – tych, którzy żyją na ulicy, którzy nie mają wyboru, którzy wstają o piątej rano, by wyprać czyjeś ubrania albo przepchnąć rydwan z ogniem po dżungli. Jego styl stał się bardziej osobisty, bardziej bezpośredni. Już nie tylko był obserwatorem – wchodził do świata, który filmował. Mył słonie, śpiewał z mnichami, jadł nieznane potrawy, a nawet – jak przyznał – został zaatakowany przez Chińczyka przy Murze Chińskim.

To właśnie podróż zmieniła wszystko. Zrobiła z niego nie tylko podróżnika, ale świadka. Jego najpopularniejszy film – „Jak wygląda życie w największych slumsach w Indiach?” – zebrał ponad 300 tysięcy wyświetleń, ale nie dlatego, że był spektakularny, lecz dlatego, że był szczerze opowiedziany. Pokazał Dharavi bez patosu, bez uproszczeń. Pokazał ludzi, którzy żyją w ciasnych chatkach, ale mają więcej godności niż wielu z nas za grubymi szybami apartamentowców. W tym odcinku Bartek przestał być tylko twórcą – stał się łącznikiem.

W trakcie tej długiej podróży zniknęły z jego materiałów elementy, które towarzyszyły mu na początku: czołówki zrealizowane przez innych, oficjalne nagłówki, narracja jak z dokumentu Discovery. Zamiast tego pojawiły się krótkie wprowadzenia, muzyka z SoundCloud, spontaniczne ujęcia, a nawet wpisane angielskie napisy, gdy język nie pozwalał na zrozumienie. Zmienił się nie tylko format – zmienił się on sam. W vlogach z Wietnamu mówił o psach, które tam jedzą, w Laosie pokazywał dzieci uczące się w szkołach mnichów, w Malezji badał graffiti – tematy były teraz bardziej ostre, ale też bardziej autentyczne.

W tych materiałach pojawia się kilka osób, choć nie zawsze po imieniu. Czasem to kolega z podróży, który śmiej się z jego próby porozumienia się po chińsku, innym razem to przypadkowy rozmówca na targu wodnym. Ale to nie są regularni goście. Bartek raczej wybrał ścieżkę samotnika – kamera jako jedyny towarzysz, który zna wszystkie chwile, dobre i złe.

Największym sukcesem był nie tylko film o slumsach, ale sama podróż – fakt, że ją odbył i podzielił się nią. Było też kilka potknięć: filmy z bardzo niską oglądalnością, jak „Hoi An | Perła Wietnamu”, który ledwo przekroczył sześćset wyświetleń, czy „To już jest koniec” – tytuł, który brzmi jak pożegnanie, choć nikt nie wie, czy był to żart, czy przeczucie. Ale Bartek nie zrezygnował. Wrócił do Polski w 2018 roku, a swój powrót nakręcił jako reaction video – z ukrytą kamerą, z uśmiechem, z emocjami rodzinnych spotkań. To był jedyny film, w którym nie pokazywał kraju, lecz ludzi, którzy go kochali.

Po powrocie do kraju zaczął pokazywać rzeczy, które wcześniej pomijał – ulice Poznania, gdzie mieszka, życie w Polsce. „Streets of Poznań” to nie tylko spacer, to powrót do rzeczywistości, do codzienności, do ziemi. Ale widać, że coś się zmieniło. Nawet gdy stoi na znanej ulicy, patrzy na nią jak turysta – z dystansem, z ciekawością.

Kanał, który zaczął się od snu o Ameryce, zakończył się refleksją o domu. Bartek Zwiefka nie został gwiazdą YouTuba, ale zrobił coś, co często bywa ważniejsze – znalazł swój głos.

To historia o tym, jak ktoś pojechał na drugi koniec świata, by wrócić i zobaczyć swój własny kraj zupełnie inaczej.