Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

BezPlaneros

BezPlaneros
130K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżevanlife

BezPlaneros: opowieść o przypadkowej podróży, której nikt nie planował

Gdzieś pomiędzy kolejnym zrzutem z drona nad plażą a rozmową z przypadkowym przechodniem na ulicy Manili, życie Igny i Bartka przestawiło się na tryb „na żywioł”. Ich historia nie zaczęła się od wielkich marzeń o globotourystyce, ale raczej od przypadku — jak to często bywa z najlepszymi przygodami. To opowieść o tym, jak wyjechać z Polski na kilka miesięcy, a zostać dwa i pół roku, jak zacząć filmować podróż, żeby jej nie zapomnieć, a potem odkryć, że świat stał się sceną, a codzienność — materiałem do filmu.

Początkowo wszystko wyglądało jak zwykła eskapada. Marzec 2021, Filipiny — tropiki, spokój, odrobina adrenaliny. Pierwsze filmy z serii „Lato na Filipinach” miały charakter dziennika podróży, lekki, nieco nieśmiały, z nutą niepewności, czy komuś w ogóle będzie to interesujące. Ale już wtedy było widać, że coś się zmienia: Ignacy — bo to on stał za kamerą — nie tylko pokazywał piękno wysp, ale i zaglądał do wnętrza, pytał ludzi, próbował zrozumieć, co się dzieje za uśmiechem sprzedawcy kokosa czy właściciela małego fast foodu. W tle, nieco na marginesie, pojawiał się Bartek — osoba odpowiedzialna za inny kanał, główny, ten „na poważnie”, zwanego BezPlanu. Tu, na BezPlaneros, wszystko było luźniejsze, bardziej spontaniczne, jakby nagrania z telefonu, które przypadkiem trafiły do internetu.

Z czasem, w miarę jak pojawiały się łódki, tajfuny, skradzione drony i kursy nurkowe, kanał zyskiwał charakter. Nie był już tylko odrzutem głównego projektu, ale stawał się czymś samodzielnym — przestrzenią, gdzie można było się pomylić, zatrzymać, porozmawiać z widzami o tym, co nie pasuje do gotowej narracji. Tu nie ukrywano, że montaż trwa trzy dni, że telefon utonął w morzu, a motocykl miał awarię w Batarazie. Tu właśnie można było zgubić się na tydzień, a potem wrócić z uśmiechem i z telefonem, który cudem odzyskano dzięki przypadkowemu Franciskowi z numerem +63 9078985614.

Filmy z Filipin były jak powoli rozwijająca się mapa — krok po kroku, od El Nido, przez Port Barton, po najdalsze zakątki Palawanu. Ignacy i Bartek przemieszczali się jak ludzie, którzy nie mają pośpiechu, ale też nie mogą stać w miejscu. Każdy przeprowadzka w Manili — a było ich kilka — wydawała się absurdalną przygodą, jakby przenosili się z jednej dzielnicy gigantycznej metropolii do drugiej, tylko po to, by zobaczyć, jak inaczej wygląda życie za kolejnym rogiem. I rzeczywiście, wyglądało inaczej: raz bardziej luksusowo, raz bardziej chaotycznie, raz z psem Corazonem, który bez pytania wskakiwał do kadru i domagał się uwagi.

Ale najważniejsza była zmiana tonu. Z czasem kanał przestał być tylko o miejscach — zaczął być o ludziach. O Bartku, który opowiadał, jak pracował w Irlandii, o Ignie, której nikt nie pytał, a i tak odpowiadała na wszystkie pytania. O Tomeku Surdelu, przyjacielu z czasów Wenezueli, którego zaproszono do pałacu pod polską granicą, gdzie latem 2022 roku filmowano nie o turystyce, ale o przyjaźni, która przetrwała kontynenty. Wtedy właśnie, wśród mazurskich jezior, podczas spływu Krutynią, było widać, że coś się ułożyło — nie chodziło już tylko o to, gdzie są, ale z kim.

A potem nagle — przeryw. Wrócić do Polski. Lato 2022, lot z Manili, pierwsze dni w Legionowie, emocje, spotkania. Wydawało się, że to koniec etapu. Ale nie było. Zamiast tego — nowa seria: spotkania z widzami, wyprawy komunikacją miejską do Warszawy, rowerowe przejażdżki, loty motoparalotnią nad polskim niebem. Wszystko to wyglądało jak próba przypomnienia sobie, kim byli przed Filipinami. I może dlatego tak wiele filmów z tego okresu to jazda i narzekanie — bo czasem tylko to potrafi oddać stan ducha po dwóch latach tropików.

Przez cały ten czas kanał zmieniał się cicho, bez wielkich ogłoszeń. Zniknęły długie rozważania o przyszłości podróżniczego YouTube’a, które pojawiały się na początku. Zmalała ilość Q&A, jakby pytania widzów przestawały być ważniejsze niż własne obserwacje. Zamiast tego — podróż do Chorwacji, pierwszy śnieg, powrót na Filipiny, ale już na motocyklu, już z nowym stylem. A potem — Liban, Grecja, Turcja. Wszystko to wyglądało jak ciągły eksperyment: gdzie się teraz zmieścimy, co nas zaskoczy, co pójdzie nie tak.

W Turcji ukradziono mu kartę. W Polsce — czasem miał wrażenie, że wszyscy już wiedzą, kim jest. Ale to nie zmieniało faktu, że nadal chodził po lesie i mówił do kamery jak do przyjaciela. I to właśnie było sednem: BezPlaneros to nie kanał o podróżach, ale o człowieku, który nie potrafi przestać obserwować świata, nawet kiedy nikt nie każe mu tego robić.

Z czasem pojawiły się nowe twarze — Ada płynąca kajakiem Wisłą, Dawid Fazowski w Warszawie, Lidia i Finn na Mazurach. Ale też zniknęły stare — Corazon, choć wciąż był wspominany, przestał się pojawiać regularnie. I nie było to komentowane. Po prostu czasem życie się zmienia, a kamery milczą.

Największe sukcesy? Trudno powiedzieć, czy to film o najdroższym resorcie świata, czy ten, w którym lecieli do Polski — nagrany tak, jakby wciąż nie wierzyli, że to możliwe. A największe niepowodzenia? Chyba te przeprowadzki w Manili, które wyglądały jak nieskończona gra w węża i drabinę. Ale nawet one były pokazane z humorem — z nutą „no cóż, tak już bywa”.

Filmy o największej oglądalności — jak „Lecimy do Polski” (#63) czy „Pierwsze dni w Polsce” (#64) — miały wspólny mianownik: emocje graniczące z ulgą. To były chwile, gdy wreszcie można było odetchnąć. A ostatnie filmy, z 2025 roku, gdy po 11 miesiącach przerwy wrócili z lotniska, gdzie jakby przypadkiem zamieszkali w wieży kontrolnej — to było jak nowe otwarcie przedstawienia, którego nikt nie planował, ale które wciąż się rozgrywa.

Bo to właśnie jest sedno: nic nie jest planowane, a jednak wszystko się układa.