
Bo Chcieć To Móc: opowieść o parze, która postanowiła żyć inaczej
Kim są twórcy
Natalia i Dominik to para, której życie od momentu pierwszego filmu stało się nieprzerwaną próbą odpowiadania na pytanie: a co, gdybyśmy po prostu wyjechali? Ich kanał, Bo Chcieć To Móc, zaczął się od cichego eksperymentu — próby przekonania siebie nawzajem, że przeprowadka do Bristolu to dobry pomysł. Dominik, zapalony argumentów, próbował przemówić do rozsądku Natalii, która wciąż balansowała między chęcią wyjazdu a niepewnością. Spacer po angielskim mieście, rozmowa z parą emerytów, herbatka u nieznajomych — to były początki, proste i autentyczne, jakby ktoś zapomniał wyłączyć kamerę, bo właśnie się przyjemnie rozmawiało.
Z czasem Natalia i Dominik przestali tylko pokazywać miasta — zaczęli pokazywać siebie. Ich historia przestała być o miejscach i stała się o wyborach, wątpliwościach i próbach przetrwania. W tle wciąż brzmiały te same płytkie muzyki z bibliotek YouTube, ale w ich głosach pojawiały się emocje, które bibliotek nie mają: zmęczenie, euforia, strach, śmiech po upadku z ośmiometrowego wodospadu. W ich przypadku nie chodziło już tylko o to, by zobaczyć świat, ale by go zrozumieć — a przede wszystkim, by zrozumieć, czy da się żyć inaczej niż większość.
Gdzie teraz przebywają
Choć ich kamera często wskazuje na mapę najdalszych zakątków globu, Natalia i Dominik wielokrotnie wracają do Polski, jakby sprawdzali, czy nadal ją rozpoznają. Po ponad dekadzie przerwy od zwiedzania ojczyzny wybrali się do Bieszczadów — z ogromnymi oczekiwaniami i nieco złośliwym strachem przed „syndromem paryskim”, jak nazwali możliwość rozczarowania się własnym krajem. Teraz, po wyprawie do Czarnogóry, gdzie jedzie się tuk-tukiem, pije diabelsko ostrą rakiję nad jeziorem Szkodrzańskim i walczy z drogami, które nie tylko wyglądają jak trasę dla rajdowców, ale nią są, trudno powiedzieć, gdzie dokładnie się zatrzymują. Ich baza — jeśli można tak nazwać coś, co ciągle się zmienia — to raczej mobilna niż stała. Ich dom to raczej podróż niż adres.
Co robili przed wyjazdem
Zanim zaczęli podróżować, Natalia i Dominik mieszkali w Bristolu, gdzie najwyraźniej próbowali odgrywać życie dorywczych deskowiczów świata. Pierwsze filmy to przeważnie spacerowy przewodnik po miastach Anglii i Walii: most wiszący w Clifton, kopalnia węgla, jaskinie i festiwal balonów. Byli wtedy jeszcze w fazie „czy to warto?”, „czy warto płacić za ten statek?”, „czy to naprawdę atrakcja?”. To była próba znalezienia się w nowym miejscu, w nowym życiu, w nowej roli — podróżnika, a nie turysty. Nie było jeszcze żadnych plecaków, żadnych 310-dniowych wypraw. Byli tylko dwojgiem ludzi, którzy postanowili nagrywać, co się dzieje, kiedy się wyjeżdża.
Jak wszystko się zaczęło i jak się zmieniło
W 2017 roku ich kanał miał charakter lokalny — angielsko-walijsko-polski przewodnik dla tych, którzy nie mogą wyjechać sami. Ale już wiosną 2018 roku coś się przesunęło. Pierwsza wspólna wyprawa — do Włoch — stała się przełomem. Cinque Terre, Florencia, Toscana. To nie były już tylko miejsca, to były marzenia, które się spełniają. Wtedy Natalia i Dominik zrozumieli, że nie muszą tylko pokazywać miast — mogą pokazywać proces. Proces wyruszania, wątpienia, przekonywania samego siebie, że „można”.
A potem — Ameryka Południowa. Przez 310 dni z plecakami. Zaczęło się od Ekwadoru, od wspinaczki na Cotopaxi, od pierwszych doświadczeń z couchsurfingiem w chatce pod wulkanem. To był moment, w którym zniknęły wszelkie wątpliwości. Teraz byli podróżnikami — nie dlatego, że wyjechali, ale dlatego, że byli gotowi na to, by coś pójść nie tak. I szło. Mieli wypadki rowerowe, użytkowali „najgorsze miasto w Peru”, stracili oddech na wysokogórskich szlakach, jedli jelita świnki morskiej, nurkowali z rekinami, byli świadkami walk o przetrwanie w La Paz. A potem — Azja. Japonia, Chiny, Korea, Kambodża. Wszędzie byli nie tylko obserwatorami, ale uczestnikami — ucząc się języka, pracując za jedzenie, śpiąc w kurnikach, gotując zupę z frytek.
W 2019 roku, w górach Zhangjiajie — znanych z filmu Avatar — Dominik postanowił, że to będzie miejsce oświadczyn. I tak się stało. Scena, którą opisał jako „reakcja Natalii — bezcenna”, stała się jednym z kamieni milowych ich relacji. To nie był już tylko kanał podróżniczy — to była opowieść o dwojgu ludzi, którzy się wolą, kiedy są zmęczeni, zmoknięci i zagubieni.
Co było, a czego już nie ma
Pierwsze filmy to przewodniki z nutą sceptycyzmu: „czy naprawdę warto?”, „czy nie jest za drogo?”, „czy to nie jest komercjalizm?”. Teraz te pytania brzmią inaczej. Natalia i Dominik nadal krytykują, ale raczej z dystansem i autentycznym zainteresowaniem, a nie z pogardą. Zniknęły też seriale o „co oferuje miasto”, zastąpione wywiadami z ludźmi, którzy zmieniają swoje społeczności. Z czasem zaczęli robić nie tylko vlogi, ale dokumenty — o szczurach wykrywających miny w Kambodży, o szkołach pośród pól ryżowych, o reżimie Pol Pota. Ich kamera przestała być tylko odbiornikiem — zaczęła być głosem.
Zniknął też styl „wakacyjnego vloga”. Ich deklaracja, że „absolutnie unikamy, by nasze vlogi wyglądały jak filmy z wakacji”, była traktowana poważnie. Zamiast wypoczywania, byli w akcji: wspinaczkach, rozmowach, wyzyskujących treningach — nawet rocznicę świętowali skokiem z wodospadu. Kiedy Natalia wracała do domu w Japonii, to nie po to, by odpocząć, ale by pokazać, jak Japończycy zmieniają sposób konsumpcji, jak działa pamięć o Hiroshimie, jak wygląda życie studenta na instantach.
Kto ich towarzyszył
Przez ich filmy przewija się garstka ludzi, którzy zostali nie tylko gośćmi, ale współbohaterami. Kaja Rehmus — tłumaczka, podróżniczka, nieugięta negocjatorka na chińskich targach — wspierała ich nie tylko w Pekinie, ale i na festiwalach w Polsce. Adam Machaj, twórca Raportu z Państwa Środka, przyjął ich jak rodzina — z grillem, baraniną i niekończącą się opowieścią o Kantonie. Ignacy z Japonii — Japończyk kochający Polskę — stał się ikoną kultowego odcinka o języku i tożsamości. A Weronika Truszczyńska opowiedziała im o rzeczywistości obcokrajowców w Chinach, a potem została częścią szerszej narracji o multiculturalizmie.
Z czasem niektóre twarze zniknęły — nie ma już wspomnień o rodzinie Natalii poza wspomnieniem o Nakle nad Notecią. Nie ma więcej filmów z ich czasów w Bristolu. Nie ma nawet więcej wspomnień o pierwszych doświadczeniach z filmowaniem. To, co było, zostało pochłonięte przez to, kim teraz są.
Sukcesy i potknięcia
Największym sukcesem był odcinek Pola śmierci — dokument o Kambodży, który zdobył ponad 17 tysięcy odsłon, a potem film PSX Extreme The Movie — pełnometrażowy dokument o polskim magazynie gamingowym, który zebrał ponad 32 tysiące odsłon i stał się ważnym artefaktem kultury. To było coś więcej niż podróż — to była pasja przerobiona na film, to była historia, którą trzeba było opowiedzieć.
Ale byli też momenty, gdy coś nie grało. Odcinek Rowerem pod samochód Dominik nazwał „nie lubię tego odcinka”. Nudny vlog z Wyspy Chiloé był przyznaniem się do frustracji. Ten vlog miał nie powstać — tytuł mówi wszystko. Ale właśnie te potknięcia sprawiły, że ich historia stała się wiarygodna. Nie byli idealni, czasem się gubili, czasem nie wiedzieli, czy to, co robią, ma sens. I właśnie dlatego ludzie wierzyli.
Filmy, które zapadły
Poza Pola śmierci i PSX Extreme, największą popularność zdobył film Ile kosztuje Japonia?, który odpowiedział na pytania, które każdy podróżnik zadaje sobie przed wyjazdem. Czy wszyscy Japończycy są tacy sami? to nie był tylko vlog — to był eksperyment społeczny. Czarnogóra samochodem i Budva — stare miasto i 1500 lat historii stały się nieoficjalnymi poradnikami dla tych, którzy jadą po raz pierwszy. A film Życie w podróży — zmontowany z materiałów z Azji i Ameryki Południowej — stał się ich manifestem: nie chodzi o to, by zobaczyć świat, ale by w nim żyć.
Kim są teraz
Teraz Natalia i Dominik to więcej niż podróżnicy. To twórcy. Przez ich kanał przeszedł ponad 300 vlogów innych twórców — montowali, prowadzili kanały, pomagali innym znaleźć głos. Ich firma Vlogoventura to nie tylko narzędzie, ale także filozofia: montaż to nie tylko cięcie ujęć, to opowiadanie historii. A ich nowe projekty — dokumenty o ludziach, którzy zmieniają świat — to nie tylko filmy, to próba przekazania, że każdy może coś zrobić.
Ostatnie zdanie
To historia o tym, jak dwoje ludzi zaczęło od pytania „czy warto?”, a skończyło na twierdzeniu „to właśnie warto”.