Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Bohan

Bohan
5K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturapodróżejęzyk

Bohan: Chiński z pierwszej ręki

Gdzieś pomiędzy pierwszymi lekcjami tonów chińskich i spacerem po pekińskich osiedlach, pomiędzy gestykulującymi palcami w pokazie cyfr a obiadami u chińskich teściów, narodził się Bohan — nie jako jedna osoba, ale jako świat, w którym język, kultura i codzienność splatają się w płynną opowieść o życiu w Chinach. Początkowo kanał rzucił się w wir nauki języka: tu gesty na 1–10, tam wyrażenia grzecznościowe, potem egzaminy HSK i klasyfikatory, które potrafią przyprawić o ból głowy nawet najbardziej wytrwałych. Wszystko bardzo systematycznie, bardzo po polsku, bardzo po ludzku. Wyglądało to jak typowy projekt dla początkujących — porządny, choć może nieco sztywny, jak pierwsze kroki po lodzie.

Ale szybko się okazało, że lód pęka. Zamiast mierzyć się tylko z gramatyką, Bohan zaczął jeździć. Pierwszy raz na Wielki Mur w Mutianyu, potem do Suzhou po ogrody, do Qingdao po piwo i Muzeum Piwa, a później — bez wahania — wprost do głębi codzienności: metro w Pekinie, smog, handel bursztynem, a nawet meldunek na policji. Kamera, która początkowo trwała nieruchomo przed karteczką z znakami, zaczęła chodzić ulicami, wjeżdżać do szybkich pociągów, wchodzić do restauracji z kociołkami i na chińskie święta. I nagle, bez specjalnego zapowiedzenia, z lekcjora zrobił się wideoblog — nie turystyczny, nie afiszowy, ale ciepły, czasem z humorem, czasem z irytacją, ale zawsze autentyczny.

W tle zawsze słychać było echo Pekinu: hałas ulic, szum metra, dźwięk dzwonków na rowerach, a później — zupełnie nieoczekiwanie — ciche stłuczki skorupki jajka w herbacie. Bohan pokazywał nie tylko, jak się mówi „dziękuję” czy „ile to kosztuje”, ale też jak się mieszka, jak się mieszka w 94 metrach na północy miasta, jak wygląda typowe mieszkanie, a potem — jak wygląda niedzielny obiad u koleżanki z pracy. Pokazywał też, jak pożegnać się z życiem, kupując air purifier w czasie „airpokalipsy”, albo jak przeżyć kultur shock, słysząc w radiu T-Love. Było to życie jak z filmu, ale nie hollywoodzkiego — raczej dogimowego, z dobrym dźwiękiem i brakiem scenorysu.

Kluczowym momentem okazał się październik 2015. Gdzieś wtedy, wśród filmów o smogu i T-Love, pojawiła się piosenka „Dozwolone od lat 18” w wykonaniu studentów polonistyki z Pekińskiego Uniwersytetu Języków Obcych. Film, który zdobył ponad pół miliona odsłuchań, nie dlatego, że był najlepszy technicznie, ale dlatego, że był sercem kanału — sercem wyjętym z klatki i położonym na tacy. To był moment, w którym Bohan przestał być tylko kursantem języka i stał się mostem. Mostem między kulturami, między uczelniami, między prezydentami a studentami, którzy śpiewają Czerwone Gitary z taką pasją, że aż trudno w to uwierzyć. Chwilę później prezydent Duda, a potem Komorowski, a nawet Janusz Korwin-Mikke — wszystko to nie miało sensu bez tych studentów, bez tej energii, bez tego, że ktoś w Pekinie potrafi zaśpiewać „Piechotę” tak, że komuś w Polsce szczyptnie się w oczach.

Tyle że Bohan nie zatrzymywał się na szczytach. Pojawiły się też tematy, które dziś wydają się dalekie: bursztyngate, lokalizacja produktów eksportowych, branża kurierska w Chinach — wszystko to prowadziło osobny kanał, BohanBiz, gdzie język był narzędziem, a nie celem. Tam mówiono o pieniądzach, o logistyce, o tym, jak Niemcy sprzedają mleko drożej niż Polacy. Tam Bohan był biznesmenem. Ale nie długo — bo w 2016 roku kamera przemieściła się. Najpierw do Kalifornii. Najpierw przypadkiem, potem na stałe. I zaczęło się inne życie — z Haidilao w Cupertino, z wietnamską kuchnią w San Jose, z Apple Park i jego iPadowym unboxingiem. Zniknęły pekińskie osiedla, zamiast tego — spacer po Oakland, wizyta w kościele w Santa Clara, a potem — chrzest dorosłej „Chinki poganeczki”. Kanał, który zaczynał się od tonów, zakończył się modlitwami. Albo raczej nie zakończył — przekształcił.

Zniknęły też osoby. Studenci z polonistyki, którzy przez chwilę byli gwiazdami, przestali się pojawiać. Nie ma już wspomnień o przedstawieniach „Dziadów”, nie ma już relacji z konferencji tłumaczeniowych. Nie ma nawet guzhenga, którego kiedyś kupiono z takim zapałem, a potem strojono, grało, uczyło. Zniknął też klimat początków: ten, gdzie każdy film był jak kawałek układanki, gdzie wszystko miało sens, jeśli oglądało się chronologicznie. Teraz układanka się rozsypała. Ale może nie o to chodziło.

Bohan nie był nigdy jedynym twórcą, ale raczej zespołem — czasem jednoosobowym, czasem z partnerką, czasem z przyjaciółmi, czasem z całym oddziałem polonistyki. Ale z biegiem lat twarze się zmieniały, konteksty też. Zaczęło się od nauki, potem była podróż, potem wyjazd, a na końcu — tęsknota. Ostatni film mówi to wprost: „Tęsknię za Chinami, ale boję się, że takich jak pamiętam już nie ma”. To nie jest stwierdzenie nostalgii, tylko konstatacja zmiany. Że to, co było, nie wróci. Że most, który zbudowano, prowadzi teraz w dwie strony: do przeszłości i do teraźniejszości, ale nie do tego samego miejsca.

Największe sukcesy? „Dozwolone od lat 18” z ponad pół miliona odsłuchań, „Chinka vs Japonka” z ponad 75 tysiącami, „Typowe mieszkanie” i „Uczta u Nasis” — wszystko to były chwile, gdy kanał trafił w sedno. Największe niepowodzenia? Trudno powiedzieć — nic nie kończy się katastrofą, wszystko po prostu przestaje się pojawiać: guzheng, bursztyngate, egzaminy HSK. Tematy uciekają, jak ulotne zapachy z ulic Wangfujing. A zniknęły też tematy, których już nie porusza: żadnego komentarza o polityce, żadnej krytyki rządu, żadnego głębszego wnikania w to, co się dzieje w Chinach po 2016 roku. Wszystko to zostało po drugiej stronie oceanu.

Ale najważniejsze było to, że przez siedem lat kanał żył. Żył w językach, w podróżach, w uczuciach. Przez te lata pokazywał nie tylko Chinę, ale też Polaka w Chinach, Polaka, który uczy się, śmieje, gubi się, wraca, wyjeżdża i w końcu — pamięta. Pomimo zmian, pomimo przerw, pomimo cichego zaniku aktywności, Bohan pozostał kimś, kto mówił o rzeczach tak, jak się je odczuwa — nie poprzez kamerę, ale przez doświadczenie.

To historia o tym, jak język może stać się życiem, a życie — językiem.