
Borowik Na Surowo: opowieść o podróżniku, który wierzył, że Europa ma środek
Był to człowiek, którego życie zdawało się toczyć się po nierozłącznej ścieżce między namiotem a siłownią, aż pewnego dnia zdecydował się zamienić hantle na plecak i przenieść się z niemieckich siłowni do samolotowych foteli nadajacych się do wszystkiego — nawet do poznawania Iranu od strony, której nie widać w wiadomościach. Jego kanał, Borowik Na Surowo, początkowo przypominał dziennik eksperymentu życiowego: jeden Polak, kilka kontekstów kulturowych i mnóstwo pytań o to, gdzie właściwie leży środek Europy — bo przecież, jak się okazuje, może być ich kilkanaście, tak jak opinii, czy człowiek jest bardziej bakterią niż komórką.
Początki były skromne, jak to zazwyczaj bywa u tych, którzy zaczynają filmować życie bez planu montażowego. Pierwsze ujęcia z Indii — prysznic na słoniu w Kumily — brzmiały jak absurdalny sen, ale były prawdziwe: człowiek i zwierzę, woda i upał, wszystko w jednym kadrze. Następnie Gruzja, gdzie droga do Mestii była zasypana głazami, a jego buldożerowy spychacz pokazał, że najważniejsze przeszkody nie zawsze są metaforyczne. Potem Berlin — wieczorny spacer, jakby po to, by przypomnieć sobie, że cywilizacja istnieje, tylko trzeba ją trochę odszukać. W tle zawsze był link do bloga, do siłowni, do Facebooka — wszystko po to, by świat nie zapomniał, że ten podróżnik kiedyś był trenerem personalnym w Niemczech, że mięśnie nadal ma, ale teraz używa ich głównie do niesienia plecaka.
W 2017 roku zaczęła się epopeja zatytułowana Ukazirka — podróż przez cztery kraje, która trwała dłużej niż większość seriali netfliksowych, choć z mniejszą ilością dialogów. Ukraina, Azerbejdżan, Iran i Kazachstan — nazwy, które brzmiały jak zestaw wyzwań z jakiegoś programu telewizyjnego, ale dla niego były codziennością. Z każdym odcinkiem rosła nie tylko liczba filmów, ale i dziwność „ciekawostek” w opisach: fakty o zastępowaniu komórek, śmierci tysięcy osób w irańskiej zamieci i starożytnym piwie, które miało więcej lat niż większość państw. Nikt nie wiedział, czy to celowy humor, czy efekt przypadkowego kopiuj-wklej, ale stało się to częścią stylu — jakby mówił: „oglądajcie kraje, a ja wam w międzyczasie opowiem, że co minutę ginie 150 milionów waszych krwinek”.
Iran okazał się centrum tej opowieści — aż dziesięć odcinków poświęcił jego miastom: od Qom po Shiraz, od Isfahanu po Teheran. Zdjęcia były spokojne, bez sensacji, ale pełne szacunku — jakby chciał pokazać, że Iran to nie tylko polityka, ale też świątynie Zoroastrjan, duchowość i drogi, które prowadzą do miejsc, gdzie czas się zatrzymał. Gdy wreszcie dotarł do Kazachstanu, kamera zdawała się zmęczona, ale on nie — kontynuował, jakby wiedział, że to, co robi, jest ważne, nawet jeśli nikt nie ogląda.
Po Ukazirce nastała przerwa — nie długa, ale wyraźna. Kiedy wrócił, był w Panamie. Nowe kraje, nowe cyfry w tytule: Panama #1, #2, #3… Kamera nadal była ta sama, ale klimat zupełnie inny — tropiki, San Blas, Bocas del Toro. Zdjęcia stały się bardziej turystyczne, mniej eksploracyjne. Potem Kenia — safari, ale bez emocji w głosie. Filmiki były krótkie, liczby oglądalności spadały, jakby energia z czasów irańskich wypraw się wyczerpała. Australia — ponownie road trip, ale już bez entuzjazmu pierwszych odcinków. Singapur pojawia się w tytule, jakby przypadkiem, w ramach „a skoro już tu jesteśmy”.
Brazylia w 2020 roku była ostatnim etapem tej podróży — cztery części, z których każda miała mniej niż 40 tysięcy wyświetleń. Oglądalność nigdy nie była jego motorem, ale widać było, że kiedyś, w 2017 roku, Ukazirka cz.2: Azerbejdżan - Baku przekroczyła prawie 5 tysięcy wyświetleń — to był szczyt. Potem wszystko szło w dół. Może świat zmęczył się podróżnikami bez twarzy, może on po prostu zmęczył się filmowaniem.
Na kanałach społecznościowych stopniowo zniknęły posty. Link do siłowni — polskitrenerpersonalny.de — pozostał, choć nikt już nie wiedział, czy ona wciąż działa. Blog nadal istnieje, ale nie jest aktualizowany. Najczęściej pojawiająca się osoba w tych filmach to on sam — czasem z kimś, kto nie mówi, nie sięga do kadru, nie zostaje przedstawiony. Nikt inny nie wracał regularnie. Żony? Partnerki? Przyjaciół? Nie ma ich, albo są poza kamerą.
Z czasem zniknęły ciekawostki o śmierci komórek i środku Europy. Zniknęły też wyjazdy do krajów, które wymagają wiz. Zniknął rytm publikacji. Zostawił po sobie tylko serię filmów o Brazylii — ciche zakończenie podróży, która zaczęła się od słonia i prysznica.
Największym sukcesem był czas, gdy świat zainteresował się jego podróżą do Iranu — nie dlatego, że była spektakularna, ale dlatego, że była spokojna, uczciwa i nieprzerywana. Największym potknięciem była prawdopodobnie decyzja, by trzymać się formuły przez zbyt długi czas, aż formuła przestała działać. Filmy o największej oglądalności to te z serii Ukazirka, zwłaszcza te o Azerbejdżanie i pierwsze o Iranie — kiedy jeszcze wydawało się, że to może być coś dużego.
Nie wiadomo, czy nadal mieszka w Niemczech, czy może osiedlił się gdzieś w tropikach. Nie wiadomo, czy wciąż myśli o środku Europy. Ale na pewno jednego dnia zrozumiał, że życie to nie trening — nie ma planu, nie ma progresji, a czasem najlepsze chwile to te, gdy droga jest zawalona głazami, a ty czekasz na buldożer, który może nigdy nie przyjedzie.
To była historia człowieka, który szedł za horyzontem, a potem po prostu przestał naciskać przycisk „rekord”.