Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Budżetowy Luksus - kanał podróżniczy

Budżetowy Luksus - kanał podróżniczy
3K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakultura

Budżetowy Luksus – opowieść o podróżnikach

Gdyby ktoś miał szukać definicji słowa „niekonsekwencja” w słowniku życia, mógłby z powodzeniem wskazać na początki ich przygody z podróżowaniem. Ich pierwszy film, nagrany w czerwcu 2016 roku, zatytułowany Szkocja, Włochy i wylot do Azji – Dzień 0., był wstępem do serii, której główną bohaterką miała być Azja. Tyle że Szkocji i Włoch w filmie nie było. Była za to Malezja. I tak – od razu – od Dnia 0 – ruszyli prosto w wir kulturowego pożerania smaków, dźwięków i kolorów Azji, jakby zawsze wiedzieli, że ten świat, choć obcy, jest ich domem. Początkowo filmował dwojga, choć nazwa „Budżetowy Luksus” brzmiała jak pseudonim jednej osoby. Pojawiali się razem, gadali, śmiali się, pokazywali się w dżungli Kualy Lumpur i na schodach świątyni w Penangu. Potem jednak jeden z nich zaczął dominować. Kamera ostała się w rękach mężczyzny, który z czasem stał się twarzą projektu, pozostawiając swoją partnerkę w cieniu – najpierw jako sporadycznie pojawiającą się postać, potem jako wspomnienie w tytule filmu, wreszcie całkiem znikała z kadrów. Ich wspólna podróż stała się jego podróżą.

To, co zaczęło się jako spontaniczne wypady z kamerą, przerodziło się w systematyczny dziennik wyjazdów. Z dżungli Malezji przeskoczyli na plażę w Tajlandii, z Bangli do Phi Phi, z Khao San Road do Mayi Bay – i choć klimat się zmieniał, ich zapał nie. Z każdym tygodniem film był coraz bardziej niemalże rytuałem: dzień, miejsce, cena, uśmiech. Ale potem coś się przesunęło. Nie tyle geograficznie, co mentalnie. Ich kanał, który miał pokazywać świat „tanio”, zaczął stopniowo odkrywać, że budżetowy nie znaczy nudny, a luksus nie musi być drogi – może być tylko widokiem z wieży Petronas o zachodzie słońca. Gdy w 2017 roku pojawili się na Malediwach, ich ton zmienił się subtelnie: z entuzjazmu turysty przechodzili w ton dyplocie. Film z Dhiffushi zatytułowany One day on Dhiffushi, Maldives był już pozbawiony komentarzy – tylko obraz i muzyka. Jakby powiedzieli: „patrzcie, nie muszę nic tłumaczyć. To wystarczy”.

Ich geografia była chaotyczna, jakby los wybierał im miejsca. Po Azji – Londyn, po Londynie – Madryt, potem Chiny, Hongkong, Makau. Potem znowu Langkawi, Bath, Cardiff, Paryż. Jakby mieli zestaw kart podróżniczych i losowo je tasowali. Ale 2018 rok postawił kropkę nad i. Po Dominikanie, gdzie nagrali serię filmów o plażach, rumie i karnewalach, zaczęli mówić po raz pierwszy o czymś, co nie było atrakcją: o pieniądzach. Film DOMINIKANA - Jak nie ZBANKRUTOWAĆ zdobył ponad 50 tysięcy odsłon – więcej niż wszystkie ich poprzednie filmy razem wzięte. Wtedy zrozumieli, że ludzie nie tylko chcą oglądać raje – chcą wiedzieć, jak do nich dotrzeć bez bankructwa. I to był moment przełomu. Ich kanał przerodził się z vloga w przewodnik. Zaczęli tworzyć poradniki: co zabrać do Indii, jak nie przepłacić za bilet, gdzie spać za mniej niż 20 złotych.

Ich przeszłość, o ile można ją rekonstruować, wydaje się osadzona w Anglii – tam nagrali pierwsze filmy poza wyjazdami, wspominali Colchester, Bristol, Ipswich, Londyn. Tam też wydaje się, że mieszkali. Byli Polakami za granicą, którzy odkryli, że świat nie kończy się na Polsce, ale zaczyna się tam, gdzie kończy się paszport. Ich filmy z Anglii – o Halloweenie, Vlogmasie w szkole, lumpeksach – wydają się pulsować lokalnym klimatem, jakby byli częścią tej społeczności, ale zawsze z dystansem. Jak obserwatorzy, którzy nie całkiem się wtopili, ale i nie odstąpili.

Ich sukcesy były niemalże przypadkowe. Film o Dominikanie, gdzie doradzali, jak nie zbankrutować, stał się przebojem – ale ich najbardziej pamiętnym filmem był ten, którego najmniej chcieli robić: ten z pekinem, nagrany w 2019 roku. Nazwali go najbardziej nieudanym vlogiem na kanale, bo zimowe warunki, Chiński Nowy Rok i brak czasu skrzyżowały im plany. Ale właśnie ta porażka była prawdziwa – bez filtrowania, bez przygotowania. To był moment, gdy ich autentyczność przebiła przez stylistykę.

Z czasem zaczęli unikać tematów, które ich początkowo definiowały. Nie było już „mini serii turystycznej po Azji”, nie było wspólnych zabaw, nie było wspomnień o kimś, kto kiedyś tu był. Zniknęli ludzie – Anita, o której wspominał w Langkawi, gdzie chciał zaszokować tatuażem, nie pojawiała się później. Zniknęli też inni – komicy, którzy przewodzili po Londynie, koleżanki, które pokazywały Kijów. Został tylko on. I kamera. I świat.

Ich największym niepowodzeniem było bycie zbyt systematycznymi. Gdy filmowali Londyn po raz dziesiąty – raz z jednym komikiem, potem z drugim – zaczęło to brzmieć jak powtarzanie się. Ludzie chcieli więcej niż „London Eye dla ubogich” – chcieli nowych horyzontów. I oni je dawali: Iran, Ukraina, Gibraltar, Irlandia, Wietnam. W Iranie pokazali, jak złamali prawo uczestnicząc w nielegalnym koncercie – i zrobili to z humorem, jakby mówiąc: „tak, jesteśmy głupi, ale ciekawsi niż zdrowy rozsądek”. A potem, gdy byli w Gibraltarze, nagrali film dokumentalny o małpach – z lektorem, jak w BBC – i to był szczyt ich ironicznej powagi.

Ich filmy o największej oglądalności to te, które łączyły porady z emocjami: Słupsk Moje Miasto, DOMINIKANA - Jak nie ZBANKRUTOWAĆ, Chorwacja: Rovinj, Dublin: Najpiękniejsze Miejsce w Irlandii. To były filmy, w których nie tylko pokazywali, ale też mówili: jak żyć, jak oszczędzać, jak patrzeć. A ich najcichsze, najmniej oglądane filmy – o lumpeksach, o Halloweenie, o Bellagio – były jak prywatne notatki, które przypadkiem trafiły do publiczności.

Z czasem zaczęli eksperymentować z formą: serię o Podróżach, gdzie rozmawiali z innymi podróżnikami – Polakiem w Kolumbii, parą na Malcie, blogerem z Iranem. To były filmy, w których ich głos był tylko przewodnikiem, nie bohaterem. Jakby chcieli powiedzieć: „nie ja jestem ważny, ale to, co widzimy razem”.

Ich podróż trwała – nie tylko geograficznie, ale i narracyjnie. Przyszłość pozostaje otwarta, ale widać, że ich kierunek się nie zmieni: pokazywać świat, który nie wymaga bogactwa, ale ciekawości. Mają teraz kanał, który byłby niemożliwy bez błędów, bez znikających osób, bez pierwszego filmu, który nie miał prawa działać, a jednak zadziałał.

To historia o tym, jak przypadkowy początek stał się świadomym stylem.