
compaswww: opowieść o podróży, ludziach i innych klapkach w głowie
Gdzieś w warszawskim zgiełku, nieopodal Marszałkowskiej, pod awansem kawiarni, gdzie zapach kawy miesza się z podniebieniem indyjskich przypraw, narodził się kanał, który miał mówić nie tyle o miejscach, ile o ludziach — tych, co je widzieli, czuli, a czasem po prostu przeszli obok, nie zdając sobie sprawy, że są częścią większej opowieści. compaswww zaczynał jako delikatny przewodnik po miastach, ale szybko okazało się, że jego prawdziwą mapą są ludzkie doświadczenia, a kompas wskazuje nie kierunki świata, lecz kierunki serc.
Początkowo wszystko działo się w Polsce — najpierw Wrocław, gdzie padało, ale było pięknie, potem Bruksela, z jej sikającym chłopcem, który w rzeczywistości był malutki, jakby ukryty wśród turystycznych mitów. Ale już wtedwudziestym pierwszym roku nie trzeba było wielkich budżetów, by podróżować — wystarczyło wezwać ludzi do mikrofonu, by opowiedzieli o tym, co widzieli na końcu świata, albo po prostu kilka stref czasowych dalej. Tak narodziło się II Oko Podróżnika, spotkanie, które szybko stało się rytuałem: kawiarnia, mikrofon, publiczność stojąca w drzwiach i rozmowy, które zaczynały się od geografii, a kończyły na filozofii życia.
W tych pierwszych latach Warszawa była centrum świata dla kanału — nie tylko jako miasto, ale jako przestrzeń, gdzie można było usiąść w Śródmiejskiej, napić się wody po ostrej potrawie z chilli i pomyśleć, że podróż to nie tylko odległość, ale też odmiana. Tam spotkali Darek Gołębiewski, który znał wszystkie kody pocztowe w Polsce jak listę przyjaciół, a także Beata Sadowska, która mówiła, że każda podróż otwiera klapki w głowie i w duszy — sformułowanie, które jakby stało się manifestem całej działalności. Przez te same kamery przeszli Michał Piróg, który żył na wodnym szpinaku, i Witold Repetowicz, który mówił o Iranie, Kurdystanie i nieistniejącym Karabachu — miejscu, które jest, ale go nie ma.
Kanał szybko się zmieniał: z serii krótkich relacji z miast przeszedł do głębszych rozmów, a te z kolei wyrosły na cykl Compas Talk — format, który pozwalał nie tylko opowiadać o krajobrazach, ale o kulturach, systemach i ludziach, którzy w nich żyją. Był to czas, gdy kamera najchętniej zatrzymywała się na twarzach: Kasi Dmochowskiej, która mówiła o tym, jak blondynka wygląda w krajach muzułmańskich, na Agnieszkę Narewską, która wróciła z Malezji i szukała siebie w Polsce, albo na Dorotę Wasilewską, która wprost z lotniska opowiadała o świętach w Meksyku. Wszyscy byli inni, ale łączyło ich jedno — przekonanie, że świat jest duży, a doświadczenie go — obowiązek.
W 2013 roku kanał eksplodował tematycznie: jeden dzień mówił o zorzach polarnych, drugi o wegańskich podróżach, trzeci o Syberii, gdzie Marek Piekarczyk opowiadał o jedzeniu bez mięsa i o tym, jak zimno może być w miejscu, które wydaje się tylko litery na mapie. Wtedy też pojawił się tydzień wegetarianizmu — nie jako kampania, ale jako narracja: Natalia Przybysz mówiła stanowczo, że wegetarianizm to nie leszczarszczyzna, a Kuba Sienkiewicz z Elektrycznych Gitar udowadniał, że można grać hardrocka i jeść tofu. Było to dziwne połączenie: muzyka, podróż, polityka, jedzenie — wszystko mieszające się jak kolory na płótnie Patryka Martusia, artysty, który malował na żywo podczas spotkań i którego obrazy potem wisiały w kawiarniach jako pamiątka z tych wieczorów.
Największe sukcesy przychodziły niekoniecznie z oczekiwanych kierunków. Film o oscypkach, nagrany w Zakopanem i wydany w kwietniu 2013 roku, zdobył ponad sześćdziesiąt tysięcy wyświetleń — więcej niż relacje z Brukselą, Iranem czy Syberią. Ludzie chcieli smaków, ale też autentyczności. Inny hitem był wywiad z Andrzejem Boberem o Korei Północnej — ponad dziewięć tysięcy odsłon, rozmowa o kraju, który wygląda jak scenografia totalitaryzmu. Ale najbardziej niezwykłe okazały się rozmowy z ludźmi, których nie znało się wcześniej: Darek Gołębiewski, który znał kody pocztowe, Magdalena Mąka, która medytowała w intencji pokoju świata, czy basia Czyżowicz-Lorek, która opowiadała o ślubie na Jamajce — nie jako celebrytka, ale jako zwykła osoba, która zrobiła coś niezwykłego.
Były też potknięcia. Pojawiły się filmy, które nie trafiły do publiczności — takie jak seria o książce The Journey, która mimo czterech części i powtarzalnego opisu, zdobyła niewiele więcej niż kilkaset odsłon. Było też kilka filmów, które wyglądały jak zapowiedzi, a potem zniknęły — jak cykl „Wtorkowe Wieczory Podróżnika”, który miał się odbywać co tydzień, ale chyba się nie odbył. Gdzieś w połowie 2013 roku kamera zaczęła jeździć rzadziej, rozmowy były krótsze, a potem — przestały się pojawiać. W styczniu 2014 roku compaswww nagle zmienił ton — zamiast podróżników, pojawiły się rozmowy o niepłodności, klinikach in vitro, refundacjach zabiegów. Tematyka, choć ważna, wydawała się obca temu, kim kanał był wcześniej. Jakby ktoś wziął ten sam mikrofon, tę samą kamerę, ale przeniósł ją do zupełnie innego świata — nie z morskimi otchłaniami i dżunglami, ale z protokołami medycznymi i panelami dyskusyjnymi.
Osoby, które kiedyś gościły regularnie, zaczęły znikać: Kasia Dmochowska, Patryk Martuś, Witold Repetowicz, Magdalena Mąka — wszyscy przestali się pojawiać. Tylko sporadycznie wracał Tomasz Słodki, prowadząc już nie rozmowy o podróżach, ale o finansowaniu leczenia. Z czasem kanał przestał publikować. Ostatni film, z początku 2014 roku, miał tytuł o refundacji in vitro — i był jak pożegnanie, choć nikt tego nie ogłosił.
Największe filmy to te, które mówiły o kontrowersyjnych miejscach — Korea Północna, Iran, Karabach — ale także o rzeczach, które wydają się proste, a są głębokie: oscypki, wegetarianizm, muzeum Chopina. Największe niepowodzenia to te, które nie dotarły do nikogo — serie bez kontekstu, zapowiedzi bez realizacji, filmy, które powtarzały się jak echa.
Współtwórcami byli przede wszystkim ludzie, którzy się pojawiali — ale także ci, którzy stali za kamerą: Tomasz Słodki, który prowadził większość rozmów, Patryk Martuś, artysta, który był jak dusza wizualna kanału, i Kasia Dmochowska, której głos brzmiał jak zaproszenie do przygody. Wszyscy oni przeszli przez ten kanał jak przez przejście — niektórzy zostali dłużej, inni tylko na chwilę.
compaswww był jak podróż, której trasa nagle się zmieniła — zaczęło się od wędrówek po krajach, a skończyło się w sali konferencyjnej. Ale przez te czternaście miesięcy, kiedy kamera działała, powstał świat — nie idealny, nie zawsze spójny, ale żywy, pełen ludzi, którzy wierzyli, że opowiedzieć o miejscu, to opowiedzieć o sobie.
To była podróż, w której najważniejsze nie było to, gdzie się było, ale kto opowiadał.