
Dobry czas – opowieść o zmianie kierunku
Nie zawsze trzeba mieć plan, by trafić tam, gdzie się należy. Czasem wystarczy tylko odrobina cierpliwości, parę decyzji podjętych na skraju wątpliwości i chęć spróbowania czegoś zupełnie innego niż to, co było wcześniej. Tak właśnie wygląda podróż człowieka, który zamiast czekać na idealny moment, po prostu zaczął działać – najpierw przy działce, potem przy koparce, a w końcu przy wyjeździe na stałe w cieplejsze kraje.
Na początku było coś, co przypominało życie typowego entuzjasty ogrodu i działki – tematy, które wydawały się niszowe, ale pełne pasji. Pierwsze filmy pojawiały się jak zapiski z terenu: porady o działkach ROD, ostrzeżenia przed pułapkami zakupowymi, przestrogi przed przepisami, które nikt nie czyta, a które potrafią zepsuć nawet najszczęśliwszy początek. Były to racjonalne, spokojne głosy doświadczonego człowieka, który wie, że za każdym „tanie i szybkie” kryje się zazwyczaj „problematyczne i długie”. Ale to nie były nudne instruktaże – w tle czuć było nutę ironii, lekką złośliwość wobec biurokracji i przesadnej formalności, jakby mówił: „widzisz, jak to wygląda? Ja też miałem nadzieję, że będzie inaczej”.
Z czasem jednak kamera zaczęła się ruszać. Z ogrodu wyruszyła na Cypr – zimą, kiedy większość Polaków grzeje się przy kaloryferach, on wybrał się w podróż z dziećmi, by pokazać, że „lepsze to niż siedzenie w domu… choć momentami mam wątpliwości”. Były tam stare domy, winnice, McDonald’s po pijanej klątwie Afrodyty i gnaty, które nie darowały nikomu. Relacje z podróży były pełne energii, trochę chaotyczne, jakby nagrywane w biegu, ale autentyczne – bez retuszu, z humorem zrodzonym z zmęczenia i nieoczekiwanych przygód. To była już inna narracja: nie tylko o tym, jak coś zrobić, ale o tym, jak żyć.
A potem wszystko się przesunęło. Najpierw Bułgaria – poza sezonem, zielona, spokojna, pełna gór i smaków. Potem Hiszpania – zimą, z plażami pustymi, ale z słońcem, które robi różnicę. I nagle, w styczniu 2024 roku, nie było już „odwiedzamy”, tylko „zamieszkałem tu”. Przeprowadzka do Andaluzji nie była zapowiedziana dramatycznie – pojawiła się po prostu jako fakt, naturalny jak zmiana pory roku. Costa del Sol stała się nowym tłem, a kanał, który zaczynał od porad o działkach, przekształcił się w przewodnik po życiu w ciepłym kraju. Wszystko, co wcześniej było tematem przemijającym – pogoda, morze, podróże – stało się codziennością.
Zniknęły filmy o grzybach, minikoparkach i murarkach – jakby ogród został za nimi, w Polsce, razem z marchwią sianą w marcu i szklarniami testowanymi przez rok. Zamiast tego pojawiły się pytania o mieszkania w Hiszpanii, koszty życia, pracę, pułapki prawne, święta, które trwają cały rok, i sposób, by czuć się tam jak w domu. Zmienił się ton: z osobistego dzielenia się doświadczeniem na bardziej poradnikowy, systematyczny, ale wciąż z nutą osobistego zaangażowania – jakby prowadził znajomemu wycieczkę po swoim nowym świecie.
W tle pojawia się rodzina – dzieci, które podróżują, uczestniczą w zwiedzaniu, ale też wymagają przystosowania przestrzeni do nich. Pojawiają się motylarnie, gospodarstwa z małpami, parki i miejsca, gdzie można się nie znudzić. Ale też rosną troski – o jakość powietrza w domu, o materiały budowlane, o formaldehyd w płytach OSB, o bezpieczeństwo energetyczne. Ostatnie filmy są już nie tylko o tym, jak żyć inaczej, ale jak żyć zdrowo i niezależnie. Kocioł na zgazowanie drewna, bufor ciepła, ogrzewanie w „trudne czasy” – to już nie są marzenia o cieplejszym klimacie, ale realne rozwiązania dla człowieka, który wie, że nie ma niczego za darmo.
Nie ma już wspomnień o Polsce, nie ma porównań, nie ma nostalgi. To nie znaczy, że nie tęskni – po prostu nie mówi o tym. Jego historia to historia ucieczki nie od czegoś, ale ku czemuś: ku słońcu, spokojowi, prostocie, ale też do odpowiedzialności za nowe życie. Przez cały czas działa sam – nie ma partnerki, przyjaciół, współpracowników w kadrze. Jest tylko on, kamera i chęć dzielenia się tym, co wie. Kontakt prowadzi przez e-mail i Instagram, ale nie pokazuje twarzy innych ludzi – jakby ta podróż była jego, tylko jego.
Największym sukcesem nie jest liczba odsłon – choć film o zdrowym domie z listopada 2025 roku przekroczył ponad jedenaście tysięcy – ale spójność zmiany. Zmienił nie tylko kraj, ale sposób myślenia: od działki jako ucieczki od miasta, do domu jako przestrzeni zdrowia i niezależności. A największym potknięciem? Może to, że czasem wchodził w tematy, które nie trzymały się razem – od kleszczy po szklarnie, od ROD-ów po motylarnie – ale właśnie ta różnorodność sprawia, że wydaje się prawdziwy: ciekawski, eksperymentujący, czasem nieścisły, ale nigdy udawany.
Jego historia to nie bajka o odnalezieniu raju, ale opowieść o systematycznym budowaniu życia, które ma sens – krok po kroku, film po filmie, decyzja po decyzji. I jeśli kiedyś ktoś spyta, kim był człowiek za kanałem Dobry czas, odpowiedź będzie prosta.