Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Dziki Korsyki

Dziki Korsyki
1K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodaprzyrodapodróżerower

Dziki Korsyki: opowieść o człowieku, który Korsykę przemierzył krok po kroku

Nie zawsze trzeba wybierać między rajem a prawdziwym życiem — czasem wystarczy przeprowadzić się do raju i zacząć jeździć po nim rowerem, wspinać się na szczyty, chodzić po plażach o świcie i przekonywać świat, że Korsyka to nie tylko słońce i morze, ale także trudne szlaki, zapomniane wioski i wiatr, który może cię zdmuchnąć z klifu. Taką drogę wybrał twórca kanału Dziki Korsyki, człowiek, który zamiast odpoczywać przy basenie, woli zbierać ślady dawnych cywilizacji w czerwonym granicie i pokazywać je dronem, jakby odkrywał tajemnice świata.

Z Portu Vecchio, miasta położonego jakby специально dla turystów, ale i dla tych, którzy chcą być daleko od tłumów, wyrusza codziennie nowa ekspedycja. Początkowo kamera nagrywała tylko plaże — Santa Giulia, Bonifacio, Palombaggia — miejsca, które każdy może znaleźć w przewodniku. Ale szybko widać, że ten człowiek nie zamierza się ograniczać do tras turystycznych. Już po kilku filmach zaczyna wchodzić w góry, potem w las, aż wreszcie znika w mgłę nad jeziorem Ospedale, by wrócić z opowieścią o opuszczonej wiosce z panoramą jak z obrazu. To był początek czegoś większego — przejście z dokumentowania piękna do odkrywania ducha wyspy.

Jego pierwsze lata na kanale to czas eksperymentów — filmuje rowerowe spacery, wypadki z aplikacjami, biwaki, które kończą się deszczem, i nawet jezioro w Koninie, jakby szukając, gdzie jeszcze warto pokazywać przygodę. Ale Korsyka się nie oddaje łatwo. Pojawia się motocykl — Royal Enfield Himalayan — i zaczyna się nowa era. Teraz nie tylko szlaki, ale wyprawy. Przez Igły Bavella, na Monte Renoso, do rezerwatów, gdzie natura nie wie, że są granice. Filmuje nie tylko krajobraz, ale także zniszczenia po pożarach, przestrzega, przypomina — człowiek jest winien ponad 90 procent pożarów lasów. To nie tylko podróż, to świadomość.

W pewnym momencie pojawia się kot, potem pies — Rocky, szczeniak, który rośnie w takt filmów. Wchodzi też Kasia, towarzyszka wypraw, która przesiada się z kanału na kanał, od biwaku w górach, przez pikniki w miejscach, gdzie morze styka się z chmurami, aż po wspólną wycieczkę po Bonifacio. Razem są jak para badaczy z innej epoki — tylko że z dronem, kamerą Osmo Action i aplikacją Visorando. Są też spotkania z innymi twórcami, jak Szymon z kanału tutajjestem, który wpływa na jeszcze bardziej ekstremalne podejście do trekkingu — drabinki, liny, przepaść tuż przy nodze. Ale zawsze z uwagą. Zawsze z przekonaniem, że przyroda to nie ring, tylko gość — trzeba się przed nim ukłonić.

Jego kanal ewoluuje: z prostych nagran z drona robi się przewodnikiem po Korsyce, ale nie po tej z broszur, tylko po dzikiej, trudnej, pełnej potknięć. Kiedy testuje aplikację mapy.cz, którą przyprowadza go w las poza szlak, śmieje się — ale nie przestaje. Kiedy pierwszy raz próbuje via ferraty i mimo doświadczenia, przebiega go zimny pot — opowiada o tym. Kiedy nie udaje mu się biwakowanie, bo woda sięga po pachy — pokazuje. To nie jest kanał o perfekcji. To kanał o przygodzie, która czasem zawodzi, ale zawsze uczy.

Z czasem pojawiają się nowe tematy — kajakiem wzdłuż wybrzeży, detektory metali na plażach nudystów, pikniki zimowe, wyprawy na śnieg. Nawet festiwal świateł w Bonifacio, nawet kolorowy bieg — ale zawsze z tej samej perspektywy: ja, moje nogi, moje oczy, moja Korsyka. Gdy opowiada o 2 latach bez alkoholu, mówi o tym, jak to mu pozwoliło zawalczyć z 97 kilogramami i przejść GR20 — nie dla gloryfikacji, ale dla siebie. To nie jest film o motywacji. To film o tym, jak walka z samym sobą może się odbywać na szlaku, w deszczu, w górach, w ciszy.

Największe sukcesy? To nie liczby, choć film o motocyklu czy przejście GR20 mają tysiące odtworzeń. To raczej fakt, że ludzie zaczynają pytać: A jak dojechać do tej plaży?, Gdzie jest ta owczarnia?, Czy to prawda, że na Monte Cinto jest śnieg w czerwcu? To znaczy, że działa. Że pokazał, że Korsyka to nie tylko letni raj, ale też miejsce dla tych, którzy chcą iść dalej.

Były też potknięcia. Film o magnesie neodymowym, który niczego nie znalazł, bo Korsyka jest czysta. Biwak, który się nie udał. Wypadek z aplikacją. Ale to nie porażki — to część narracji. I właśnie dlatego kanał działa. Bo to nie jest kanał o idealnym życiu. To kanał o życiu, w którym czasem wiatr wieje prosto w klatę, a trzeba i tak iść dalej.

Z perspektywy lat widać wyraźny przełom: początek 2021 roku to jeszcze obserwacja, a od 2022 — akcja. Motocykl, rowery, pies, kajaki, detektory, GR20. A potem nawet Rzym — podróż z psem i kotem, noc w starożytnym klasztorze, koloseum w deszczu. To nie ucieczka. To potwierdzenie: nawet za granicą, nawet w świecie, który go nie zna, on nadal jest sobą — ciekawym, ruchliwym, zawsze gotowym do ruchu.

Osoby, które przestały się pojawiać? Nie ma ich nazwisk, nie ma twarzy. Ale widać, że pewne filmy są tylko o nim. Inne — z Kasią. Inne — z psem. Inne — sam. To nie przypadek. To życie, które się zmienia. A on to pokazuje — nie komentując, po prostu żyjąc.

Największe filmy? To ten, w którym zdobywa Monte Cinto — dach Korsyki. To ten, w którym pokonuje GR20 z plecakiem i w namiocie. To ten, w którym na plaży nudystów znajduje coś, co najwyraźniej przestraszyło go do głębi. Film zatytułowany „Minę miałem nietęgą” ma ponad pięć tysięcy odtworzeń — więcej niż większość. Czyżby Korsyka, z jej pięknem i tajemnicami, w końcu ukazała mu coś, czego nie potrafił opisać?

Prowadził też przez chwilę tematy związane z techniką — test nowego roweru, kamery, drona. Ale to nie są filmy o sprzęcie. To filmy o tym, jak nowe narzędzia pomagają pokazywać to samo: miłość do ruchu, do natury, do wyzwania. Nawet kiedy testuje Lumix G100, robi to z myślą o tym, by lepiej oddać chwilę.

A potem — cisza. Spokojny poranek z widokiem na Palombaggię. Żółw na ścieżce. Poranny bieg z psem. I wszystko wraca do sedna: to nie chodzi o odwiedzenie wszystkich miejsc. Chodzi o to, by żyć w każdym kroku.

To historia człowieka, który nie uciekł od życia — tylko zaczął je chodzić pieszo, kilometr po kilometrze, szlak po szlaku, aż Korsyka przestała dla niego być miejscem docelowym i stała się domem.