Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Edyta Preisner

Edyta Preisner
500+ subskrybentów
Obserwuj
kulturaprzygodaprzyroda

Edyta Preisner — Polka w Fatimie

Nie każdy, kto wyrusza do obcego kraju, zostaje tam na dobre, a jeszcze mniej jest tych, którzy z tego wyjazdu tworzą opowieść o dwóch kulturach, wytrwania i cichej codzienności. Edyta Preisner nie zaczynała swojej przygody z Portugalii jako podróżniczka z misją. Raczej wydawało się, że to los, a może przypadek, postawił ją w Fatimie — miejscu, które dla jednych to sanktuarium, dla innych początek nowego życia. Tam, gdzie dobiegają tłumy pielgrzymów, ona została — najpierw na chwilę, potem na dłużej, aż w końcu jej głos, spokojny i refleksyjny, zaczął rozbrzmiewać w filmach, które mówiły nie tylko o wierze, ale o tym, jak się żyje, gdy świat się zatrzymuje.

W 2020 roku, kiedy koronawirus zmienił rytm świata, Edyta zaczęła dzielić się obrazem Portugalii, jaką znała — pustych ulic, zamkniętych świątyń, cichego lęku i delikatnej nadziei. Jej pierwsze filmy, powstające w marcu i kwietniu, były jak dziennik z obostrzeń: rozmowy z sąsiadką Marią, która po raz pierwszy od lat nie wychodzi z domu; rozważania o polskich palmach i portugalskich gałązkach oliwnych; próby połączenia tradycji, gdy nie ma możliwości ich obchodzenia. W tych nagraniach nie ma efektów specjalnych, tylko zwykły ekran telefonu, cicha muzyka w tle i głos, który mówi, jak się żyje, gdy nie ma dokąd iść. Było w tym coś intymnego, jak list od kogoś, kogo znamy, ale nie wiemy dobrze kto — znajomego z sąsiedztwa, który nagle zaczyna pisać poezję.

Coraz wyraźniej, w miarę jak seria Polka w Fatimie się rozwijała, widać było, że Edyta nie tylko opowiada o miejscu, ale buduje most — między kuchnią polską a portugalską, między wiarą a ciekawością, między samotnością a wspólnym przeżyciem. Jej film o Wielkanocy, w którym zastanawia się, czy pieczołkować makowiec, czy spróbować cozida, był niczym mała komedia sytuacyjna z udziałem jedzenia. A potem, kiedy opowiadała o Świętach Wolności 25 kwietnia — Dniu Goździków, kiedy Portugalia obchodzi pokojowy upadek dyktatury — robiło się jasne, że nie jest tylko Polką w Portugalii, ale osobą, która zaczyna rozumieć jej historię, nie przez podręczniki, ale przez ludzi, których spotyka.

Największy przełom nastąpił w maju 2020 roku, gdy nagrała film z okazji 103. rocznicy objawień fatimskich. Tytuł: Polka w Fatimie cz. 12 — i nagle liczba odsłon skoczyła do ponad tysiąca. To było pierwsze i jedynie prawdziwe zainteresowanie rzeszą widzów. Reszta serii poruszała się w granicach kilkuset odsłon, ale ten jeden film stał się jak echo — przyniósł więcej uwagi niż wszystkie poprzednie razem. Może dlatego, że padł w chwili, gdy świat szukał znaków, a ona mówiła o cudzie z 13 października 1917 roku — o słońcu, które skakało po niebie, o deszczu, który przestał, o ludziach, którzy uwierzyli. Było w tym coś, co dziś brzmi niemal jak przypadek idealny dla narracji: pandemia, izolacja, wątpliwości — i opowieść o tym, jak w czasie chaosu ktoś zobaczył niebo inaczej.

W kolejnych miesiącach jej kamera wędrowała po krajobrazie: do Batalhy, gdzie klasztor stoi jak wypowiedziane dzięki za starożytną bitwę; do Belver, gdzie rzeka Tag wijąca się wśród ruin zdaje się szepczeć historie; do Alentejo, gdzie granitowe buły przypominają, że ta ziemia ma swoje tajemnice sprzed tysięcy lat. Były też filmy o jedzeniu — cozida, kawa z Marią, figi dojrzewające w sierpniowym upale. Wszystko to wyglądało jak spokojna eksploracja nowego świata — nie przez turystę, ale przez osobę, która się wprowadziła i nie spieszy się z opowiadaniem, co zobaczyła, tylko pokazuje, jak to się czuje.

Z czasem jednak coś się zmieniło. Po 2020 roku przerwa między filmami się wydłużyła. Kolejne nagrania pojawiały się nieregularnie, a gdy w końcu Edyta wróciła w grudniu 2022 roku, zimą w Portugalii, jej ton był inny — bardziej opowieściowy, mniej dziennikarski. Mówiła o jaskiniach, o wietrze, o tym, jak czasami warto się oddalić. A potem, w listopadzie 2023 roku, film o produkcji oliwy — już nie z perspektywy obserwatora, ale przewodnika. To był moment, gdy zrozumiała się jako kimś, kto nie tylko pokazuje, ale zaprasza. "Przyjedź do Portugalii, opowiem Ci i pokażę" — to nie był już dziennik samotnej emigrantki, ale propozycja współpracy, spotkania.

Maria, sąsiadka z pierwszych filmów, przestała się pojawiać po 2020 roku. Nie ma jej w późniejszych opowieściach, jakby jej obecność była możliwa tylko w czasie największej izolacji. Podobnie temat pandemii stopniowo zaniknął, choć nigdy nie został oficjalnie pożegnany — po prostu świat ruszył dalej, a ona z nim. Zniknęły też szczegółowe rozważania o różnicy między polską a portugalską codziennością. Zamiast tego pojawiły się głębsze tematy — historia, geologia, produkcja żywności. Wydaje się, że gdy przestała być tylko Polką w czasie zarazy, zaczęła być kimś więcej.

Jej największym sukcesem był ten jeden film o objawieniach fatimskich, który przyciągnął uwagę i udowodnił, że jej głos ma wartość. Największym potknięciem — być może — nie byłe nic dramatycznego, ale ciche zanikanie tempa, gdy świat się otworzył, a ona została w cieniu. Nie było głośnych porażek, tylko cisza, która czasem pada po wysiłku.

Wszystkie jej filmy krążą wokół jednej myśli: jak żyć, gdy nie ma ludzi, a potem — jak żyć, gdy ludzie wracają. Jak znaleźć piękno w eukaliptusie, w granicie, w oliwie. Jak być Polką, ale nie tylko Polką. Jak być osobą, która nie ma miliona subskrybentów, ale ma coś, co trudno nazwać — autentyczność, spokój, cierpliwość.

Edyta Preisner nie zmieniła świata, ale zmieniła sposób, w jaki patrzy na swoje miejsce w nim — i pozwoliła kilkuset osobom spojrzeć razem z nią.