
Ekspat: opowieść o dwóch, którzy przyjechali po studia, a zostali twórcami
Kasia i Michał nie wyjeżdżali do Danii, żeby zostać twórcami kanału YouTube. Wyjechali, żeby studiować. Ale jak to bywa z życiem — czasem plany rozsypują się jak domek z kart, a z ich gruzów powstaje coś zupełnie innego, choć równie ciekawego. Ich historia zaczęła się w Kopenhadze, miasteczku, które z pozoru wydaje się uporządkowane, zielone i spokojne, ale za każdym rogiem ma coś do opowiedzenia. I właśnie o tym mieli opowiadać — o tym, jak żyje się tu, za granicą, bez dużego budżetu, z sensem humoru i z kamerą w ręku.
Początkowo byli parą studentów, którzy chcieli pokazać, że życie w Danii to nie tylko eleganckie wnętrza IKEI i śnieżnobiałe muzea. To także darmowa pizza w cukierni, która się nazywa Mother, a przynosi jedzenie za nic, bo po prostu tak się robi. Ich pierwszy film, poświęcony temu cudownemu zjawisku, był lekki, spontaniczny, pełen entuzjazmu. Nie mieli wtedy profesjonalnego sprzętu, nie mieli sponsorów, nie mieli nawet jasnego planu — ale mieli siebie, mieli miasto i mieli chęć dzielenia się tym, co widzieli. Wkrótce okazało się, że nie są sami w tej potrzebie. Inni Polacy, którzy marzyli o wyjeździe, chcieli wiedzieć, jak to jest naprawdę: ile kosztuje mieszkanko, gdzie znaleźć tanie jedzenie, czy można przeżyć bez znajomości duńskiego. I właśnie wtedy „studia w Danii” przestały być tylko zabawą — stały się misją.
Ich kanał, początkowo noszący nazwę „Ekspat studencki”, szybko zyskał charakter. Kasia i Michał nie udawali ekspertów, ale raczej kolegów z pokoju, którzy mówią szczerze: o tym, jak wygląda pchli targ w Lyngby, jak wygląda kościół, który nie jest kościołem, tylko centrum kultury, i jak wygląda pierwszy raz w muzeum designu, gdzie wszystko jest ładne, ale nikt nie wie, co z tym zrobić. Ich filmy były pełne ironii, ale nigdy złośliwej — raczej tej, która rodzi się z poczucia absurdu sytuacji. „Znowu pracujemy za darmo, wciąż czekamy na sponsorów” — żartowali w jednym z odcinków, a potem pokazywali, jak gotują z przeterminowanego jedzenia kupionego w WeFood, sklepie, który sprzedaje to, co inni wyrzucają. To był początek trylogii o odpadach, jedzeniu i odpowiedzialności — temat, który nie był wtedy modny, ale który oni podejmowali z prostotą i odrobiną szaleństwa.
W pewnym momencie zaczęli zapraszać innych. Pojawia się Ola, pełna energii, która przyjeżdża do Kopenhagi z walizką i mnóstwem pytań. To ona staje się bohaterką serii „Praca w Danii”, która stopniowo wypiera „studia w Danii” jako główny wątek. Michał i Kasia przechodzą z roli narratorów życia studenckiego w rolę mentorów, pokazując, jak legalizować się w systemie, jak wyrobić CPR, jak przeżyć pierwszy dzień w pracy w Mother, a potem — jak z niej wyjechać, bo wakacje się kończą. Karolina Tworkowska, inna bohaterka, pojawia się i znika, zostawiając po sobie opowieść o krótkim, ale intensywnym pobycie. To ona mówi, ile kosztuje miesiąc życia w Kopenhadze, i robi to z taką szczerością, że jej słowa brzmią jak przestroga i zachęta zarazem.
Z czasem kanał zaczyna się zmieniać. Kasia i Michał nie są już tylko parą studentów — są twórcami, którzy wiedzą, jak zrobić dobre wideo. Zaczynają eksperymentować: pokazują, jak bawić się w IKEI, jak spróbować dania, które nikt nie chce jeść, jak znaleźć ukryte giganty z drewna, które stoją w parkach jak strażnicy zapomnianych legend. Pojawiają się nowe twarze — Alex, który pomaga im zrobić łóżko z palet, Georgina i Marco, którzy pokazują świąteczny CPH, a potem Alex i Georgina sprzedają ubrania na pchlim targu, bo tak się robi, żeby zarobić kilka koron. Ale im więcej osób się pojawia, tym rzadziej widzimy samych założycieli razem. Michał nadal prowadzi, ale Kasia zaczyna robić mniej. Jej ostatnie wideo to podróż za gigantami — metafora, ale też może przypadek. Jakby szukała czegoś, co dawno zostało ukryte.
Po drodze są sukcesy: seria o WeFood, która była nie tylko kulinarna, ale i społeczna, film o Black Diamond, gdzie opowiadają o bibliotece, która jest muzeum, restauracją i schronieniem dla studentów, czy odcinek o legalizacji, który stał się poradnikiem dla setek osób. Są też potknięcia — opóźnione odcinki, filmy, które nie trafiają, muzyka, której nie mogą używać, bo nie są partnerami YouTube. Ale najważniejsze, że nigdy nie przestają mówić, że ich filmy nie są sponsorowane. Powtarzają to jak mantrę — nie z pretensją, ale z humorem. Jakby chcieli powiedzieć: „Widzicie, robimy to dla was, a nie dla pieniędzy”.
Z czasem tematy się zmieniają. Już nie tylko studia, nie tylko darmowe jedzenie. Pojawiają się mieszkania, praca, życie poza uczelnią. Ale znikają też osoby. Ola, która była tak blisko, przestaje się pojawiać. Kardise, która smakuje tanie dania, wraca tylko na chwilę, by opowiedzieć o paczce z Polski — o schabowych, które przetrwają podróż, i o tym, jak za granicą najważniejsze stają się rzeczy, które w domu były normalne. A potem i ona znika. Zostają tylko Michał i wspomnienia.
Ich największe filmy to te, które łączą przygodę z poradą: o tym, jak przeżyć miesiąc w Kopenhadze, jak znaleźć mieszkanie, jak zacząć studia. Ale najbardziej pamiętne są te, które pokazują, że życie za granicą to nie tylko piękne zdjęcia z Nyhavn, ale też chaos, pomyłki i chwile, gdy coś leci po schodach — dos literally, bo w jednym z filmów coś poleciało, a oni się śmieją.
A potem, jakby zniknęli. Po grudniu 2018 roku już nic nie publikują. Kasia odnajduje giganty, ale nie wiadomo, czy znalazła, czego szukała. Michał nadal ma Instagrama, ale kanał milknie. Jakby sezon się skończył, a oni po prostu przeszli do innej części życia.
To historia o tym, jak studia stały się kanałem, kanał stał się społecznością, a społeczność — wspomnieniem.