Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Emigracja na obcasach

Emigracja na obcasach
5K+ subskrybentów
Obserwuj
rodzinakulturaprzygoda

Marta z Emigracją na obcasach

Zaczęła od Holandii, ale jej życie to ciągła podróż — nie tylko po mapie, lecz i przez role, które przybierała z upartym wdziękiem: matka, emigrantka, opowiadaczka codzienności, tłumaczka obyczajów, a niekiedy wręcz przewodnik po labiryncie urzędów i zakupów spożywczych. Jej kanał, Emigracja na obcasach, to nie tylko vlogi z życia na obczyźnie, ale delikatna, ciepła narracja o tym, jak budować dom tam, gdzie nie ma niebieskiej metki z napisem „wroc”, tylko gdzie za oknem widać francuskie Góry Jury, a w głowie ciągle dźwięczy polska kolęda.

Przyjechała do Holandii w 2012 roku, nie wiedząc jeszcze, że ta decyzja otworzy przed nią drzwi do nowej tożsamości. Początkowo jej świat był węższy — ograniczał się do pierwszych miesięcy adaptacji, pracy, języka, zakupów, i tych drobnych szoków kulturowych, które potem opowiadała z humorem, jak o „murzynku”, który upieczony w Holandii smakuje tak samo, a może nawet lepiej. Wkrótce jednak zaczęła opowiadać nie tylko o jedzeniu czy zakupach, ale o życiu — o strajkach szkół, o hodowli husky’ego, o trudach bycia rodowodowym właścicielem psa i jeszcze trudniejszych rozmowach z urzędami, które wymagały zwrócenia kilku tysięcy euro, bo „tak po prostu jest”.

Jej historia kanału to historia zmian — zarówno geograficznych, jak i tematycznych. Początkowo dominowały porady: jak wyjechać, gdzie szukać pracy, jak założyć paszport dla dziecka, co kupić w Lidlu. Były to filmy pełne konkretów, jak przepisy na chleb czy lody, które mogłyby uratować dzień każdej zmęczonej mamy. Ale z czasem ton się zmieniał — z instrukcji przeszła do refleksji. Z filmu o koronawirusie i zapisu z live’ów, gdzie tłumaczyła zaniepokojonych widzów, co się dzieje w Holandii, przeszła do intymniejszych rozmów o tęsknocie, strachu i samotności na emigracji. Jej głos stał się miejscem, gdzie można było usłyszeć: „tak, to trudne, ale nie jesteś sam”.

W 2020 roku przyszła duża zmiana — przeprowadzka. Z Holandii do Francji, kilka kilometrów od Genewy, z widokiem na Alpy. Ten moment stał się przełomem. Miała już wtedy dwójkę dzieci, a niedługo potem pojawił się syn — trójka dzieci, trzy języki, trzy kraje. Kanał, który zaczynał się od „jak wyjechać do Holandii”, stał się opowieścią o życiu w ruchu. Najpierw Francja, potem coraz częstsze wyjazdy do Szwajcarii, aż w końcu, w 2025 roku, ogłoszenie: po raz trzeci zmieniają kraj zamieszkania — tym razem to Szwajcaria. Przeprowadzka, zakupy w Ikea, ubezpieczenia, edukacja dzieci, a nawet historia o bunkrze przeciwatomowym pod nowym mieszkaniem, jakby los postanowił, że każdy jej etap musi mieć swoją dawkę surrealistycznego dramatu.

W jej vlogach kobieta ta była matką, tłumaczem, konsultantem zakupowym, ale też osobą, która nie bała się pokazać, że coś się psuje — samochód, włosy po keratynie, czy relacja z sąsiadem. Była obecna nie tylko w kadrze, ale w emocjach — kiedy dzieci w szkole strajkują, kiedy w Szwajcarii pada śnieg, kiedy w końcu trafia się na jesienne grzybobranie, a potem domowe przetwory. Jej życie stało się dokumentem życia wielokulturowej rodziny, która nie przestaje szukać równowagi.

Nie brakowało też momentów, które mogłyby być filmami nagrodowymi — wypadek na autostradzie tuż przed świętami, faktura na 9 tysięcy euro, poród w Holandii, gdzie wszystko odbywało się w spokoju, ale i z ogromną świadomością. Jej filmy o edukacji, Montessori w domu, pedagogice, książkach, organizacji czasu — to nie tylko życie, ale misja: pokazać, że emigracja to nie tylko ucieczka, ale wybór.

Z czasem zniknęły tematy z początków: makijaż, „lookbooki”, modne szminki. Zniknęło też imię „Aniołek”, który kiedyś otwierał paczki, a teraz nie pojawia się w kadrze. Zniknął też Holandia jako codzienność — choć nie jako przypadek serca. Do dziś jeździ tam po resztki rzeczy, po zakupy, po uczucie, że coś tam jeszcze należy do niej. Ale jej życie to już nie Holandia. To Francja. To Szwajcaria. To granice, które przekracza bez wizy, ale z wahaniem serca.

Największe sukcesy? To nie liczba odtworzeń, choć film ZMIENILIŚMY KRAJ ZAMIESZKANIA zbliżył się do półtora miliona wyświetleń, a CZY WRÓCIMY DO POLSKI? przekroczył siedem tysięcy. To raczej zaufanie, które zbudowała — tysiące komentarzy, pytania o szkołę, o ubezpieczenia, o ceny w Genewie, o to, czy warto. A największe potknięcie? Może to, że czasem świat emigranta jest zbyt ciężki, by dało się go zmieścić w vlogu. Wtedy pojawia si�� cisza — przerwa w filmach, kilka miesięcy braku, a potem powrót: „życiowy update – co u nas nowego”.

Jej filmy o największej oglądalności to nie przepisy, ale właśnie momenty przełomu: zmiana kraju, pytania o przyszłość, o kulturę, o zdrowie psychiczne. To wtedy widzowie przychodzą najliczniej — bo szukają nie rozrywki, ale lustra.

Obok niej pojawiają się jej córki, syn, czasem mąż, rzadziej — inni emigranci, jak Sylwia z Włoch czy Diana z Islandii, z którymi wspólnie odpowiadali na pytania o życie za granicą. Ale najważniejsi są ci, których nie widać — widzowie, którzy piszą, że dzięki niej wyjechali, że nie boją się już urzędów, że odważyli się na zmianę.

Jej historia to nie podróż od punktu A do B, ale ciągłe przeprowadzki wewnętrzne — od niepewności do dojrzalszego spokoju, od instrukcji do refleksji, od opowiadania o życiu do życia, które samo staje się opowieścią.

To historia kobiety, która na emigracji nie straciła głosu, tylko go znalazła.