Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Eth w Durbanie

Eth w Durbanie
Obserwuj
podróżekulturapolitykaludzie

Eth w Durbanie: opowieść Polaka wśród afrykańskich fal

Nie trzeba było długo szukać, by zrozumieć, że Eth — bo tak nazywa się twórca kanału Eth w Durbanie — nie jest kimś, kto trzyma się ścisłych planów. Jego historia nie zaczyna się od wielkiego wyjazdu pełnego romantycznych marzeń o Afryce, ale raczej od przypadkowego przystanku, który nagle stał się miejscem docelowym. Z czasem Durban, miasto u stóp Zulu, z jego wilgotnym klimatem, kolorowymi ulicami i mieszaniną kultur, przestał być tylko punktem na mapie i stał się domem. Albo przynajmniej tym, co za dom może się teraz uchodzić.

Początki kanału są skromne, jak przystało na coś, co zrodziło się z testu nowej kamerki. Pierwsze nagrania to krótkie refleksje w aucie, rozmowy z samym sobą, spostrzeżenia z drogi do domu. Brzmi to jak początek dziennika podróżnika, ale Eth nie jest typowym turystą. Jego ciekawość nie ogranicza się do widoków — chce wiedzieć, dlaczego ludzie tutaj chodzą po jezdniach, jak funkcjonują taksówki, skąd się wzięło Bunny Chow, czyli ulubione danie z trzciny cukrowej i curry. Już w tych pierwszych materiałach widać, że nie interesuje go tylko „co”, ale przede wszystkim „dlaczego”.

Z czasem jego obserwacje stają się systematyczniejsze, a ton — bardziej osobisty. Przez pierwsze miesiące kanał to jakby eksperyment: próba zrozumienia nowego świata, w którym wszystko wydaje się jednocześnie obce i fascynujące. Zaskoczenia są liczne — od braku suszy w KwaZulu-Natal, mimo że media krzyczą o kryzysie wodnym, po dziwne przyzwyczajenia na stacjach benzynowych. Ale to nie tylko ciekawostki kulinne czy lokalne zwyczaje. Eth nie unika tematów trudnych. Gdy pojawiają się ksenofobiczne zamieszki w Gautengu, nie odwraca wzroku. Gdy w mediach polskich pada nazwa Juliusza Malemy w kontekście nienawiści do Hindusi, włącza się do rozmowy, pokazując, że nie da się mówić o RPA tylko przez pryzmat sensacyjnych nagłówków.

W jego narracji RPA to nie tylko kraj, który „czeka naszego losu”, jak kiedyś ironicznie zapytał, ale przede wszystkim miejsce, gdzie życie toczy się w rytmie, którego nie da się sprowadzić do jednej narracji. Jego kamera pokazuje nie tylko piękno Howick Falls o świcie, ale i rytuał symbolicznego zakupu żony w wiosce zulu — nie po to, by szokować, ale by zrozumieć. W tych chwilach Eth przestaje być tylko obserwatorem i staje się tłumaczem: tłumaczy Afrykę Polakom, a Polakom — ich własne uprzedzenia.

Środowisko, w którym się porusza, z czasem nabiera konturów. Pojawia się Robert — Afrykaner, który odpowiada na pytania, i choć jego głos brzmi jak z drugiego świata, to właśnie on staje się ważnym elementem narracji. To nie tylko postać, ale symbol — ktoś, kto mówi o rasizmie, historii, tożsamości z perspektywy białego mieszkańca RPA. Ich dialogi nie są łatwe, ale są szczere. I to właśnie szczerość staje się znakiem rozpoznawczym kanału: Eth nie udaje eksperta, nie gra roli przewodnika z przewodnikiem w ręku. On po prostu pyta, sprawdza, czasem się myli, ale zawsze chce wiedzieć więcej.

Zmienia się też jego codzienność. Przeprowadzka do nowego mieszkania w bloku to nie tylko zmiana adresu, ale i nowy punkt widzenia — teraz patrzy przez kraty na świat, o którym mówi, że nie jest aż tak niebezpieczny, jak się wydaje. Ale nie zaprzecza problemom. Gdy ulewa niszczy Durban, a śmierć ponosi 85 osób, jego film nie jest spektakularny — jest trzeźwy, pełen smutku i danych. A kiedy wybory w RPA kończą się zwycięstwem ANC, opowiada o tym, jak wygląda głosowanie, dlaczego komisje kupują tony mazaków i co to wszystko znaczy dla zwykłego obywatela.

Jego życie nabiera struktury. Zaczyna studiować, a kampus, do którego nie mógł wejść przez lockdown, staje się symbolem przerwanej ciągłości. Gdy po raz pierwszy wraca na uczelnię, mówi o tym z lekkim niedowierzaniem — jakby nie był pewien, czy to rzeczywiście jego świat. Ale mówi też o tyłach, które zdążył nabrać, i o trudnościach z mówieniem w maseczce — z humorem, który nie zniwelizuje powagi sytuacji, ale pozwala ją przeżyć.

Z czasem jego tematy się rozszerzają. Od jedzenia — biltongu, boerewors, kurczaków z peri-peri — po kulturowe zjawiska: potjie, rooibos, malva pudding. Ale nie robi tego jak foodblogger. Robi to jak ktoś, kto odkrywa nową kuchnię nie tylko językiem, ale i historią. Gdy opowiada o amaruli, likierze z owoców maruli, mówi nie tylko o smaku, ale i o słoniach, które rzekomo się upijają — z uśmiechem, ale z odrobiną szacunku dla mitu. Gdy mówi o HIV, robi to z powagą, której nie da się przegapić. Jego film o epidemii to nie tylko statystyki, ale apel o empatię.

Pojawiają się też ludzie, którzy wspierają go w pracy — Marzena i Mateusz, wspomniani w podziękowaniach przy filmach o Umhlanga Lagoon i Oribi Gorge. Ich obecność, choć nie w kadrze, daje poczucie, że Eth nie działa w próżni. To nie tylko kanał jednej osoby, ale efekt małej społeczności, która pomaga mu pokazywać świat takim, jakim go doświadcza.

Ale nie wszystko trwa wiecznie. Robert, który kiedyś odpowiadał na pytania, przestaje się pojawiać. Tego nie komentuje. Po prostu filmuje dalej. Podobnie znikają tematy, które kiedyś były ważne — jak testy produktów w McDonald’s czy relacje z targów. Z czasem jego kamera wędruje dalej: do muzeum apartheidu w KwaMuhle, gdzie opowiada o dokonaniach białego urzędnika, którego imię nosi budynek, i o tym, jak historia bywa skomplikowana. Gdy opowiada o doktorze Neilu Aggicie, zamęczonym przez reżim apartheidu, robi to z drżeniem w głosie. To nie jest już tylko opowieść o kulturze, ale o ludzkich tragediach, które kształtują kraj.

Największe wydarzenia nie zawsze są najgłośniejsze. Pandemia, zamieszki w 2021 roku — to one ostatecznie zmieniają ton jego narracji. Gdy opowiada o lockdownie, mówi o samotności, o utracie kontaktu z codziennością. Gdy pokazuje Durban dzień po masowych grabieżach, nie komentuje — po prostu pokazuje. Puste ulice, zniszczone sklepy, ludzi, którzy próbują odbudować. To nie jest film sensacyjny. To dokument obserwujący, jak świat się zawalił i jak się z tego podnosi.

Jego najpopularniejsze filmy — te o bezpieczeństwie, wyborach, zamieszkach — to nie przypadkowe trafienia. To tematy, które dotykają sedna życia w RPA. Ludzie oglądają je nie po to, by się rozerwać, ale by zrozumieć. A Eth nie daje prostych odpowiedzi. Daje kontekst.

Z czasem jego kanał staje się czymś więcej niż serią vlogów. To dziennik życia w kraju, który w polskim wyobrażeniu istnieje głównie jako miejsce niepewności i egzotyki. Eth go humanizuje. Pokazuje, że RPA to nie tylko krokodyle, kultura braai i wodospady, ale też studenci, urzędnicy, farmerzy, ofiary przemocy i ludzie, którzy próbują żyć normalnie w niezwykłych okolicznościach.

A kiedy kończy film o piwach z RPA — nie jako ekspert, ale jako ktoś, kto po prostu spróbował — znowu się uśmiecha. I choć nie mówi tego wprost, widać, że czuje się tu — niekoniecznie jak w domu, ale jak gdzieś, gdzie warto zostać.

To historia Polaka, który nie uciekł od czegoś, ale trafił do czegoś — i postanowił opowiadać o tym, co zobaczył, bez przesady, bez retuszu, z humorem, który nie zastępuje powagi, ale ją ułatwia.