
Gaba Demirdirek: Życie po drugiej stronie mapy
Gaba, choć urodzona i wychowana w Polsce, od wielu lat żyje jakby na drugiej stronie świata — w mieście Mersin, przybrzeżnym zakątku południowej Turcji, gdzie morze nie zawsze szumi łagodnie, ale codzienność płynie spokojnie, choć nie bez wyzwań. Zanim jednak trafiła do tej ciepłej krainy z palmami i wygórkowanymi dzielnicami, prowadziła życie, które znają dziesiątki tysięcy Polaków — była nauczycielką języka angielskiego, z pasją dzieląc się z uczniami nie tylko gramatyką, ale i kulturą. To właśnie język, a potem miłość, otworzyły jej drzwi do nowego świata. Bo choć początkowo jej kanał miał być wyłącznie przewodnikiem po Turcji, szybko okazało się, że najciekawsza historia, jaką mogła opowiedzieć, była tą, której bohaterem było jej własne życie.
Jej pierwsze filmy były jak ciche eksploracje — zarejestrowane w Tarsus, pełne ciekawości wobec nowego kraju, z kamerą trzymaną nieco z niedowierzaniem. Ale już niedługo po tych początkach pojawiły się pytania, śmieszki językowe z nieznajomym mężem Mehmeterem, a potem — wyznanie, że jej historia kochańcza z mężczyzną z Turcji to nie tylko temat prywatny, lecz część tej nowej rzeczywistości. Ten film, w którym po raz pierwszy opowiedziała o swoim związku, stał się przełomem: z obserwatorki turystycznej przerodziła się w autentyczną narratorkę życia po drugiej stronie kulturowego podziału. Od tej pory kanał zaczął żyć podwójnym życiem — połowę czasu poświęcała pokazaniu, jak wygląda tureckie mieszkanie, kawa czy obowiązki rodziny, a połowę — pokazaniu, jak te rzeczy wpisują się w jej własne, polskie dusze.
Z czasem w jej świecie pojawiła się Arife — nowy członek rodziny, a raczej córka, którą Gaba i jej mąż przyjęli do opieki zastępczej, a później adopcyjnie. To wydarzenie zmieniło ton jej narracji. Codzienność nabrała innego rytmu: wakacje, choinki, święta — wszystko odmieniło się, kiedy w centrum sceny stanęło dziecko. Film z nowym członkiem rodziny, choć krótko nazwany, był pełen emocji, które nie wymagały tłumaczenia. A potem, jakby na falach wyzwań, pojawiła się trudna podróż — trzęsienie ziemi w lutym 2023 roku. To był moment, gdy kanał przestał być tylko opowieścią o życiu, a stał się śladem przetrwania. Gaba i jej mąż ruszyli w akcję pomocową, filmując zniszczone Iskenderun i Hatay, spotykając polskich ratowników, mówiąc o tym, co widać, ale nie powinno istnieć. Te filmy — pełne emocji, zmęczenia, ale i nadziei — były jak list otwarty do widzów, zaproszenie do współczucia i zaangażowania.
W jej świecie powoli zaczęły znikać tematy, które kiedyś dominowały. Mniej było filmów o tureckiej kawie czy bazarach, za to więcej o rodzinie — o teściowej, która pokazała swoje mieszkanie w Ankarze, o szwagierce Nur, która gościła na kanałe, o przyjaciółce Vitze, z którą razem wyjeżdżano do Kapadocji, a potem jakby zniknęła z kadrów, jakby odchodząc razem z poprzednią wersją Gaby. Na ich miejsce przybyły nowe postacie — córka Arife, która choć nie pojawia się wprost, to rządzi narracją (a Gaba wiele razy tłumaczyła, że nie pokazuje jej, by chronić prywatność), i matka Gaby, która przylatywała, by otworzyć paczki pełne polskich wspomnień — zsiadłych ogórków, herbatników i jeszcze czegoś, co trudno opisać, ale co pachnie domem.
Kanał przeszedł kilka etapów, jak fale w morzu po Mersin. Początkowo to były wycieczki po Tarsus i Yerköprü, później filmiki o kulturze — ślub, noc henny, meczet Sabancı, potem przyszły codzienne vlogy z psem Elą, potem kuchenne próbki menemenów i kebabów, a wreszcie — życie pełne głębi: adopcja, trzęsienie ziemi, debaty o edukacji seksualnej, o dylematach życia w kraju, gdzie tradycja bywa twarda jak skała, a miłość — miękka jak keuneffe. Największe sukcesy — filmy o tureckich absurdach, o tureckim mężu, o adopcji czy o trzęsieniu ziemi — miały miliony odsłon, a wśród nich film „Tureckie absurdy”, który przekroczył 127 tysięcy odsłon, stał się swoistym manifestem — żartem, który w rzeczywistości był krytyką społeczną.
Były też potknięcia — nie te, które widać w filmach, ale te milczące: momenty, gdy kamera milkła, a Gaba patrzyła w przestrzeń, jak w filmie z 2023 roku, gdy przyznała, że miała wypadek samochodowy i przez długi czas nie wracała. Były też zmiany tonu — z lekkiego, zabawnego przewodnika po kulturze, przeszła do rozmów o ubóstwie, pogotowiu psychologicznym, edukacji, śmierci. Nie straciła przy tym uśmiechu, ale dodała mu powagi.
Osoby, które kiedyś gościły często — Vita, Mehmet, Miłosz — powoli zniknęły z ekranu, jakby przekazując pałeczkę nowej narracji. Została tylko teściowa, bo jak widać, relacja z nią stała się jednym z filarów kanału: rozmowy o kulturze, kucharstwie, języku, a nawet o tym, jak polska babcia i turecka teściowa mogą się dogadać bez wspólnego słownika. To właśnie te filmy — pełne ciepła, choć nie pozbawione ironii — zdobyły najwięcej serc.
Gaba, choć mówi zawsze „tutaj mieszkam”, nadal patrzy na Turcję oczami Polki. Ale to już nie są oczy turystki. To wzrok kogoś, kto zrozumiał, że życie za granicą to nie wieczne wakacje, tylko wybór, który trzeba przetrwać każdego dnia — z językiem, kulturą, miłością, strachem i nadzieją.
To historia o tym, jak człowiek może zmienić kraj, ale kraj może zmienić człowieka jeszcze bardziej.