
Gdzie Los Poniesie: opowieść o Kasi i Dawidzie
Nie byli typowymi podróżnikami, choć mieli w sobie pokład niepokoju, który sprawiał, że nie potrafili usiedzieć w jednym miejscu. Kasia i Dawid, para, której życie zdawało się toczyć się po tych samych szynach, co u większości – praca, miasto, schemat – aż pewnego dnia postanowili, że los niech już sam się o nich zatroszczy. I tak zaczęła się ich historia, zapisywana nie w dokumentach biurowych, ale na szlakach, drogach i wiatrach dalekich krajów. Z tej strony, jak sami chętnie mówią, „KASIA i DAWID” – ciekawi świata, żądni przygód, ludzie, którzy zamiast mebli IKEA wybrali plecaki, rowery i 37-letnią Ładę, tę nierozłączną towarzyszkę pierwszych wielkich wyrusz.
Ich droga nie zaczęła się od szumu oceanu ani tajemniczych dżungli, ale od cichych kilometry Ukrainy i Mołdawii, gdzie jeszcze w 2019 roku próbowali odnaleźć siebie na drogach, które zdawały się prowadzić donikąd. Tam, między Konotopem, Czerniowcami i Tyraspolem, wśród dziurawych dróg i ukraińskich bagien, sięgnęli po kamerę, by opowiedzieć o Naddniestrzu – państwie, którego na mapach nie ma, ale które żyje w sercach ludzi i w nastrojach Dnia Zwycięstwa. To były początki dokumentacji, surowej, pełnej dziur i gliny, ale też niezwykłej otwartości ludzi, którzy zapraszali ich na herbatę, by opowiedzieć o Polsce, o przeszłości, o domach, które nie chcą opuszczać, choć świat wokół zmienia się bezpowrotnie.
Z czasem kierunek ich zainteresowań szedł na wschód – nie tylko geograficznie, ale i mentalnie. Kochali poradzieckie wschodnie kraje, te zapomniane, dziwaczne, pełne kontrastów. Ukraina stała się dla nich drugim domem, a jej tajemnice – jak bagienny tramwaj w Odessie czy zaniedbana Wenecja w Wilkowie – ich życiową misją. Pokazywali kraj nie turystycznie, ale jakby z perspektywy kolejarza, który zna każdy peron, każdym mimośnie, za każdym szlabanem. Byli blisko ludzi, często zanurzali się w ich codzienności, nie szukając efektownych ujęć, ale autentycznych spojrzeń – takich, które mówią więcej niż tysiąc słów.
Ich życie zmieniło się radykalnie w 2020 roku, gdy pandemia pokrzyżowała plany czteromiesięcznej wycieczki po Azji. Zamiast czekać, postanowili działać – i tak rodzą się pierwsze poradniki. „Nocowanie w namiocie na dziko”, film, który zdaje się być instrukcją dla marzycieli, stał się przełomem. To już nie były tylko relacje z wyjazdów, ale przekaz wiedzy, doświadczenia, które mogłyby pomóc innym ruszyć z kanapy. Poradniki o kaskach, o jedzeniu, o kosztach wypraw – wszystko to tworzyło gęstą, rzetelną mapę dla tych, którzy marzyli o własnej przygodzie. I choć ich plany do Azji się nie zrealizowały, to właśnie wtedy ich kanał zaczął brzmieć inaczej – bardziej zaangażowanie, bardziej rzeczowość, bardziej serce.
Zaczęli jeździć na rowerach, dalej, trudniej, z bagażem i namiotem. Ich 40-dniowa wyprawa po Europie, która objęła Sardynię, Korsykę, jezioro Garda i austriackie Alpy, stała się ich najdłuższą podróżą, ale też miejscem, gdzie Dawid ponownie sięgnął po kamerę, a Kasia – po opowieść o kobiecej perspektywie na szlaku. Kawotki w namiocie, spalone plecy od słońca, wywrotki – wszystko to zostało opowiedziane z prostotą i humorem, który nie umniejszał dramatyzmu, ale go lekko rozstrzygał. Ich największe sukcesy nie były mierzone w subskrypcjach, ale w tym, że ludzie pisali: „dzięki Wam pojechałem do Bułgarii” albo „nauczyłam się, że mogę sama spać w lesie”.
Z czasem kamera zmieniała się, ale nie styl. Nadal szukali rzeczy nieoczywistych – skalnych miast w Bułgarii, nieczynnych browarów, opuszczonych uzdrowisk. Dawid mówił o zaniedbanych miejscach tak, jakby opisywał stare przyjaciół, których los go boli, a Kasia trzymała równowagę – zawsze z krytycznym okiem, ale z ciepłym sercem. Gdy razem weszli na Musałę, najwyższy szczyt Bałkanów, byli zmęczeni, zmarznięci, ale szczęśliwi. To była ich metafora – nie chodziło o zdobycie, ale o pokonanie siebie.
Ich tematy z czasem się poszerzały, ale nie rozmywały. Wciąż wracali do Polski – do Bieszczad, do Świętokrzyskiego, do Podlasia. Pokazywali kraj, którego Ci, co mieszkają w miastach, nie znają. Byli jak archeolodzy współczesności – odkrywali opuszczone pałace na Kaszubach, ślad po inżynieryjnych projektach, które urwały się w połowie. Ale nie tylko zniszczenie było ich tematem. Pokazywali też rzeczy, które się ratuje – jak Osiedle Przyjaźń w Warszawie, to dziwaczne, drewniane miasteczko na tle blokowisk, albo rowerowe ścieżki na Mazowszu, które wyrosły z popiołów przemysłu.
Ich życie stało się podróżą, a podróż – pracą. Dawid, który kiedyś był motorniczym tramwajów (choć nie wiadomo, czy wciąż), mówi o kolei jak o swoim dawnym świecie, teraz tylko wspomnieniu. Kasia – cicha, praktyczna, potrafiąca znaleźć urok w najmniej oczekiwanych miejscach – stała się twarzą kobiecej wyprawy, kobiecej odwagi. Razem tworzyli nie tylko kanał, ale model życia – podróżowanie nie jako ucieczka, ale jako sposób na bycie bliżej rzeczywistości.
Ich największe sukcesy? Trudno powiedzieć, czy to film o bagiennym tramwaju z Odessy, który przekroczył 300 tysięcy odsłon, czy może ich poradnik o legalnym biwakowaniu, który stał się punktem odniesienia dla setek Polaków. Ale największe porażki? Może to chwilowe zaniedbanie kanału, gdy nie było sylwestrów w puszczy, a tylko ciche wieczory, może to, że nie udało się dojechać do Pamir Highway – choć to tylko kwestia czasu. Ich największą porażką było by właśnie przestanie – ale to się nie wydarzyło.
Z czasem zaczęli pojawiać się nowi ludzie – przewodnicy, lokalni goście, przyjaciele jak Roman z Tyraspola, Ginosa z Armenii czy Dorota z Krakowa, która jeździła sama i nie bała się niczego. Ale niektórzy przestali się pojawiać – nie dlatego, że zniknęli, ale że ich historia się zakończyła. Tak bywa w życiu, które się toczy.
Ich filmy o największej oglądalności – tam, gdzie łączy się dramat, piękno i dziwność – jak „Tramwaje na Ukrainie /bagienny tramwaj/” (ponad 300 tysięcy), „Czeska Szwajcaria” (ponad 300 tysięcy), czy „Najciekawsze miejsca w Bułgarii” – to są nie tylko relacje, ale obrazy świata, które mówią: „Oto, jak to wygląda. Zobacz”.
I tak, pomimo że pokonywali tysiące kilometrów, mieszkali w namiotach, grzali się nad ogniskiem i jeździli 37-letnią Ładą, to ich opowieść zawsze brzmiała prosto: nie chcieli być gwiazdami, ale przewodnikami – takimi, którzy trzymają latarkę, by inni mogli zobaczyć, że świat jest niebezpieczny, ale i piękny, że można bez pieniędzy, ale z ciekawością, i że czasem wystarczy tylko wlók się po lesie, by odnaleźć siebie.
To historia o tym, jak można żyć, nawet jeśli los poniesie gdzieś, gdzie nie zaplanowano.