Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Halo Tu Hvala

Halo Tu Hvala
1K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakulturajedzenievanlife

Halo, tu Hvala – opowieść o Natalii i Jędrzeju

Był taki moment, gdy Natalia przypadkowo trafiła do Czarnogóry, a Jędrzej już zupełnie świadomie zdecydował się tam przenieść – i oto, jak z dwóch różnych dróg powstała jedna wspólna przygoda. Nie było tu miejsca na improwizację, raczej na tętniące pasją planowanie, które stopniowo zamieniło się w markę HVALA, najpierw blog, potem agencję turystyczną, a dziś coś w rodzaju lokalnego instytucjonalnego przewodnika po Bałkanach w języku polskim. Od lat mieszkają w Budvie, sercu nadmorskiej Czarnogóry, gdzie klimat i tempo życia są takie, że nawet najbardziej spakowany człowiek zaczyna otwierać się na „może jutro”. Wcześniej Natalia i Jędrzej mieli doświadczenie w turystyce – ponad dziesięć lat łącznie, z czego siedem spędzili już na miejscu – ale to dopiero pandemia dała im impuls, by rzucić się w wir własnej firmy. Wtedy założona została HVALA, nie tylko jako odpowiedź na brak polskojęzycznych usług, ale jako rodzaj obietnicy: pokażemy Czarnogórę taką, jaka jest – piękną, ale i z haczykami, z urokiem, ale i z potknięciami.

Początkowo kanał był przede wszystkim wizytówką wycieczek – ich wizytówką. Najpierw pokazywali Zatokę Kotorską tuk-tukami, potem rejsy po jeziorze Szkoderskim, a z czasem zaczęli odkrywać coś więcej niż tylko atrakcje: pokazywali, jak się żyje. Ich wycieczki, organizowane po polsku, szybko stały się bestsellerami – zwłaszcza ta po Jeziorze Szkoderskim, która od lat trzyma się w czołówce, i ta z tuk-tukami, którą z dumą nazywają jedyną swojego rodzaju w kraju. Gdy film o „Czarnogórze zmieniła nasze życie” pojawił się w 2025 roku, było już jasne, że to nie tylko firma, ale historia miłosna, życia i decyzji – miłosna, bo wspomnienie o „Hvaloweli”, jak nazwali swój ślub, zabarwia opowieść sentymentalnym akcentem, choć bez przesady. Ich miłość do kraju i do siebie miesza się w tle, jak tło z widokiem na morze – stale obecne, ale nie narzucone.

Z czasem HVALA stała się nie tylko biurem podróży, ale również wydawcą. Pojawili się e-booki – najpierw jeden, potem drugi, a w końcu seria zatytułowana HvalaBook i GASTRO HvalaBook – interaktywne przewodniki z gotowymi planami, mapami, lokalizacjami i poradami, które mają za zadanie zaoszczędzić turystom nerwów i czasu. Wiedzą, że urlop często zaczyna się od kłótni – kto co spakował, kto zapomniał szczoteczki – ale dzięki ich przewodnikom, jak żartobliwie mówią, można uratować nie tylko wypoczynek, ale i związek. Te publikacje stały się ich kolejnym sukcesem, docierając do ponad 20 tysięcy klientów i ponad 200 tysięcy czytelników, a film pokazujący ceny w restauracjach czy plażach z łatwością przekraczał 10 tysięcy odsłon. Wideo o tym, że Czarnogóra szokuje turystów kwestiami takimi jak waluta, ruch drogowy czy brak adresów, stało się jednym z najpopularniejszych – bo właśnie tego rodzaju praktyczne informacje, podane z nutą lekkiej ironii, były tym, czego widzowie szukali najbardziej.

Ich biznes rozrósł się nie tylko w kierunku turystycznym, ale również gastronomicznym i logistycznym. O oprócz wycieczek, prowadzą wypożyczalnię samochodów – z pełnym ubezpieczeniem, bez kaucji, bez karty kredytowej, z możliwością płatności gotówką lub kartą, co w Czarnogórze wciąż jest niemal rewolucją. Sami się z tego śmieją, że są pionierami, gdy w 2025 roku ogłosili, że w końcu można zapłacić kartą – „w końcu”, bo to wciąż rzadkość w tym kraju. Ich wypożyczalnia, choć mała, budzi zaufanie – nie tylko dlatego, że oferują najszerszy pakiet ubezpieczenia, ale też dlatego, że klient po wypadku z autem, które nadawało się do kasacji, wrócił z podziękowaniami. To, jak to opowiedzieli, było dla nich wyższe uznanie niż pochwała w idealnych okolicznościach.

Z czasem ich kanał stawał się coraz bardziej osobisty, ale nigdy nie przekraczał granicy prywatności. Mówili o życiu w Czarnogórze – o urzędach, które potrafią zamienić sprawę w kabaret, o mentalności Czarnogórców, którą odbierają z humorem, ale też z szacunkiem, o tym, że kraj nie ma McDonald’sa ani IKEI, ale ma coś więcej – lokalne sklepy, gdzie brokuł kosztuje 8 euro, a kiszona kapusta 6,25, co wywołuje uśmiech, ale też refleksję. Ich film o byciu „milionerem” w Czarnogórze, gdzie ceny produktów spożywczych czasem wydają się absurdalne, to przykład subtelnej satyry, która nie kpi, tylko pokazuje realia. Pokazywali też festiwale – Dan Širuna w Budvie, Lignjadę w Petrovacu – miejsca, gdzie ryba, wino i muzyka są za darmo, a atmosfera prawdziwa. Ich opowieści o jesieni – wrześniu i październiku – stały się prawdziwymi manifestami spokojnego turystowania, gdy ceny spadają, tłumy odpływają, a morze wciąż jest ciepłe.

Nie unikali kontrowersji. Mówili o minusach miast, które inni przed nimi idealizowali – że Budva, choć piękna, potrafi zawieść jesienią, że Kotor ma tłumy, a Bar słabe jakością wody na plażach. Mówili też o tym, co w Czarnogórze nie funkcjonuje – zakupy online, płatności mobilne, adresy zamieszkania – z humorem, ale bez przesady. Ich film o braku adresów, który zaskoczył wielu widzów, był jednocześnie pouczający i zabawny. To samo dotyczyło języka – wyjaśniali, kiedy mówić „Czarnogóra”, kiedy „Montenegro”, a kiedy „Crna Gora”, i dlaczego to wcale nie jest to samo.

Ich życie nie jest pozbawione trudności. Urodziny firmy przypadają zaraz po sezonie, a zima przynosi nie tylko słońce, ale i zimne mieszkania – bo ogrzewania w wielu domach nie ma, a wilgoć na ścianach to stały towarzysz. Śmieją się z tego, porównując się do jaszczurek, które wysiadają na słońcu, by się ogrzać. Gdy w grudniu w Budvie nie było świątecznego klimatu, byli rozczarowani – ale nie złościwi, raczej zasmuceni, bo wiedzą, jak to mogłoby wyglądać. Mówią o tym, bo chcą, żeby było lepiej – nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich, którzy przyjeżdżają.

Obecnie ich kanał nie jest już tylko o turystyce – to przewodnik po życiu. Pokazują, gdzie zjeść burek w Budvie, jaki auto wynająć, jak zaoszczędzić w parkach narodowych, ale też jak funkcjonuje służba zdrowia, jak wygląda fryzjer czy kosmetyczka, ile kosztuje manicure. Ich cykl GASTRO Hvala stał się stałym elementem – od rybnych ресторacji po drewniane katuny z mięsnymi ucztami. Z czasem zaczęli pojawiać się też inni – Paulina i Jan z Dubrownika, którzy prowadzą wycieczki po Starym Mieście, czy Kubalibre Media, który pomaga im w montażu i nagraniach. Ich obecność jest subtelna – nie są głównymi bohaterami, ale wspomagają.

Jednak nie wszyscy pozostali. Nie widać już w ostatnich filmach osób, które mogłyby być partnerkami w wycieczkach, współpracownikami czy lokalnymi przewodnikami – ich obecność z czasem zanikła, bez komentarza, jakby naturalnie przeszli do etapu, w którym Natalia i Jędrzej są parą – zarówno w życiu, jak i w pracy. To oni są twarzą HVALA, a ich relacja – między planowaniem, pakowaniem, kłótnią i wspólnym śmiechem – to narracja, która łączy wszystkie nici.

Ich największe sukcesy to nie tylko liczne odsłony czy tysiące klientów, ale to, że stali się zaufanym głosem dla Polaków wybierających się do Czarnogóry. Ich film „Czarnogóra szokuje turystów” i „Co zobaczyć w Czarnogórze?” to przeboje, ale to przewodniki i wypożyczalnia są prawdziwym fundamentem. Potknięcia? To głównie walka z biurokracją – urzędy, które zmieniają przepisy, zgubione dokumenty, opóźnienia – o czym mówią otwarcie, bo to część rzeczywistości. Ale wiedzą, że cierpliwość to warunek konieczny.

Ostatnie miesiące ich życia to spokojne tempo – listopad z słońcem, podróż do Włoch na odpoczynek, marzenia o Apulii, o książkach i leniwych spacerach. Mają plany na zimę – 25 tysięcy klientów, nowa promocja w styczniu, ale najważniejsze, że nadal są tu, razem, z pasją, z humorem i z Hvalą – słowem, które znaczy po czarnogórsku „dziękuję”, a w ich przypadku – „to właśnie my”.

To historia o tym, jak miłość do kraju i do siebie może stać się pracą, która nie przestaje być przygodą.