Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Herdzik

Herdzik
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodasportprzyroda

Herdzik: człowiek, rower i hiszpańskie łąki

Nie ma w nim nic z superbohatera, ale gdy siada na rowerze, z jego oczu bije coś, co przypomina determinację zawodnika przed startem etapu Tour de France – cichą pewność, że trasa, choć może być nierówna, nie powstrzyma go przed dotarciem tam, gdzie chce. Jest Polakiem, który wybrał Hiszpanię nie dla słońca, choć słońce tutaj nie żartuje, lecz dla krajobrazu, który rzuca wyzwanie każdemu, kto chce go pokonać na dwóch kółkach. Jego kanał, Herdzik, to zaproszenie do świata, w którym rower to nie tylko środek transportu, ale sposób bycia – mowa tu nie o zawodowym kolarstwie, lecz o przygodzie z samym sobą, z techniką, z błędami i sukcesami, które nie mieszczą się w medalach, ale w rozgrzanych kołach i zmęczonych łydkach.

Przez większość czasu jego terytorium to okolice Madrytu – miasto, które z daleka może wydawać się suchym i kamienistym, ale za jego granicami kryje sieć grawelowych ścieżek, które Herdzik odkrywa z uporem geografa. To tu, wśród jałowych wzgórz i ciszy pustynnych dróg, zaczął opowiadać swoje historie. Początkowo były to relacje z trudów mechanicznych – wypadek, który połamał mu palec i rower, ale nie ducha; kapcie, które przytrafiły się dwa razy podczas jednej trasy, jakby los chciał podkreślić, że w grawelu nic nie jest pewne; zerwany łańcuch w niedzielny poranek, który obrócił się w krótki, ale skuteczny poradnik dla innych. Z czasem jednak jego narracja sięgała dalej – do Alicante, gdzie sad granatów i soli w Santa Pola stały się tłem do kolejnych wypraw, a nawet do茌ek, gdzie trasa wiodła prosto do latarni, a historia rozwinęła się w klimat pirackiej sagi. Wszystko to nie było tylko o przejechaniu tras, ale o tym, jak każdy kamień pod kołem może stać się pretekstem do nowej opowieści.

Przełom nadszedł w listopadzie 2023, gdy po wycieczce do Alicante postanowił zaryzykować i przejść z systemu dętkowego na tubeless – decyzja, którą uzasadnił nie tylko wygodą, ale i koniecznością. Widać, jak z czasem staje się coraz bardziej ręczny: naprawia łożyska w pedałach Favero Assioma w warunkach domowych, wymienia koła, bada wytrzymałość sprzętu. Jego rower – Megamo West NEW DISC 50 z karbonowymi kołami Evanlite – staje się nie tylko narzędziem, ale rodzajem partnera w podróży. Aż w końcu, po kilkunastu filmach o sprzęcie, pogodzie i hiszpańskich stacjach benzynowych, które rzeczywiście różnią się od polskich bardziej, niż mogłoby się zdawać, dociera do punktu, w którym nie wystarczy już tylko jeździć – trzeba rywalizować.

Pierwszy duży test nadeszła wiosną 2024 – Iron Gravel Alicante. To był jego pierwszy start, prawdziwy moment przejścia z wędrownego kolarza w zawodnika amatora. Widać, jak podejmuje się przygotowań z powagą naukowca: testuje FTP, sprawdza sprzęty, analizuje plecaki hydro, poświęcająca godziny wyborowi idealnego CamelBaka. Gdy wreszcie staje na starcie, jego kamera nie tylko nagrywa, lecz oddycha razem z nim – z napięciem, z ulgą, z euforią. A potem, w maju, pojawia się film, który wszystko zmienia: „IronGravel Alicante – First Gravel event in my life!”, z ponad siedmioma tysiącami wyświetleń, w którym opowiada o atmosferze, o widokach, o tym, że zajął „bardzo fajne miejsce” – bez określenia którego, bo i po co? Wystarczy uśmiech i błysk w oku, by wiedzieć, że coś się udało.

Po zawodach zaczyna się nowa era – Herdzik, który nie tylko testuje sprzęty, ale analizuje je przez pryzmat walki. Sprawdza, ile kosztują uszkodzenia po trasie, czy koła szosowe da się ocalić po starciu z hiszpańskimi żwirowymi drogami, czy warto trzymać się taniej grupy Shimano GRX400, która, choć zawiodła w kilku miejscach, przetrwała 21 tysięcy kilometrów. Jego przegląd głośników Shokz OpenRun Pro kontra Apple AirPods to nie tylko test dźwięku, ale refleksja nad tym, co znaczy być na trasie – otwarty na świat, czy zamknięty w nim. A gdy wybiera się na kolejny wyścig, tym razem MTB w Villanueva del Pardillo, i zdobywa podium, nie podkreśla tego jak triumfator, lecz jak ktoś, kto nie spodziewał się aż tyle, ale rad, że trafił do grona tych, którzy nie odpadli.

W tle jego historii pojawiają się rzeczy, które z czasem zanikają – filmy o trenażerach, które szybko przestają być potrzebne w krainie, gdzie można jeździć przez cały rok; tematy jak noclegi w Hiszpanii czy stacje benzynowe, które porusza raz, by potem już nie wracać – jakby po prostu znalazł swoje miejsce. Nie widać więcej wspomnień o Polsce, choć było jej brakować – przeszłość została, a teraz liczy się tu i teraz. Znikają też niektóre osoby, które mogłyby się pojawić – żadnych partnerów, przyjaciół w kadrze; to jego podróż, prywatna, choć dzielona.

Największe sukcesy nie leżą w liczbie subskrypcji, ale w momentach, gdy jego doświadczenie pomaga innym: gdy ktoś dzięki niemu nie popełni błędu przy wymianie łańcucha, gdy zdecyduje się na tubeless, gdy wybierze plecak albo zrozumie, że jazda w upał to nie błahostka. A największe potknięcie? Może właśnie to, że przez pierwsze miesiące zdawał się walczyć z samym sobą – z wypadkami, z błotem, z techniką – zanim nauczył się patrzeć dalej.

Filmy, które zdobyły największą popularność, to nie tylko relacje z zawodów, ale także te, które łączą życie na rowerze z codziennością – jak ten o hiszpańskich stacjach benzynowych, który pokazuje, jak coś małego może być dużym szokiem kulturowym, czy ten o kołach Evanlite po 17 miesiącach użycia, który mówi więcej o przywiązaniu do sprzętu niż o jego wytrzymałości.

Z czasem jego kamera staje się coraz bardziej zaawansowana – od Sony RX100 V do DJI Action 4, który obiecuje lepszą stabilizację i jakość nagrania podczas trudnych zjazdów. Ale nie zmienia się to, co leży u podstaw: chęć dzielenia się tym, co się dzieje, gdy człowiek wybiera się za miasto, siada na rowerze i mówi: „Jadę”.

A więc Herdzik to nie tylko imię kanału. To imię kogoś, kto zamiast uciekać od życia, wybrał się z nim na przejażdżkę – długą, żwirową, z wiatrem w twarz i GPS-em na wyciągnięcie ręki.