Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Istrian Escape

Istrian Escape
3K+ subskrybentów
Obserwuj
vanlifeprzygodaprzyroda

Istrian Escape: opowieść o ucieczce, kamieniu i chwili, gdy euro przeszło granicę

Gdzieś wśród pagórków Istrii, w cieniu dawnych murów i dzwonu z wieży, rodzi się historia dwóch ludzi, którzy zamiast śnić o ucieczce, po prostu wsiadli do auta i pojechali. Ich kanał, Istrian Escape, zaczyna się jak opowieść o typowej marzeniowej wymianie życia miejskiego na kamienice, morze i ciszę – ale szybko okazuje się, że to nie tylko historia o remoncie starego domu. To historia o tym, jak się odważyć, a potem, jak się nie poddać, gdy woda wsiąka przez schody, winieta elektroniczna nie chce się aktywować, a someone zaczyna krzyczeć w komentarzach, że wiedział, iż to zły pomysł.

Zaczęło się od kamery i kamienia – 200-letniego, zabytkowego, pełnego dziur, ale pełnego charakteru. Zakupili go w 2021 roku, a już w lutym 2022 roku pokazali światu, co ich czeka: potłuczone ściany, tynki jak z warstwy geologicznej, i plan, który wyglądał jak wygrawerowany nożem na kartce. Ich pierwszy film, „NASZ DOM W CHORWACJI”, był jak zawołanie: „Jesteśmy tutaj. To nasze. I teraz to naprawimy.” I tak zaczęła się seria vlogów remontowych – wątków jak kablowe przewody, które stopniowo, z mylącą logiką, prowadziły przez kable, kafle, komin i kabelki. Ich remont to nie był pokaz doskonałości, tylko prawdziwy, śmiechopornie trudny proces, w którym montaż lampy zewnętrznej zajmuje cały odcinek, a sadzenie palmy w ogródku to wydarzenie godne upamiętania.

Ale to nie wszystko. Wraz z murowanym murkiem rosło też ich zaproszenie do świata: do plaż, które nie są w każdej książce do wycieczek, do wodospadów, które można przepłynąć, do miasteczek, które wyglądają, jakby przypadkiem zachowały się w czasie. Przez ich obiektyw Istrię widać nie tylko jak kierunek turystyczny, ale jako region pełen lokalnych smaków – od trufli po ryby prosto z kutra, od oliwy tłoczonej na miejscu po lokowy „grzany wino z przysmażonym chlebkiem”, które brzmi jak przepis od babci, a nie z bloga o stylu życia. Gdy pokazują, jak się obraca kalmary, robią to z powagą, jakby to był rytuał. Gdy zanurzają się z GoPro między korale w Dugi Luki, wydaje się, że nie tylko filmują – oni tam są. Naprawdę.

Ich przejazd przez Słowenię, gdzie opowiadają o winietach elektronicznych – film, który zdobył ponad 22 tysiące wyświetleń – to nie był tylko poradnik techniczny. To była narracja o granicach, które się zmieniły: granicy z Polski do Chorwacji, granicy między walutami, granicy między byciem turystą a mieszkańcem. Gdy od stycznia 2023 roku euro zastąpiło kunę, oni byli tam, by to sfilmować – nie z triumfalizmem, ale z ciekawością ekonomiki weekendowego turysty, który chce wiedzieć, ile teraz kosztuje bułka. Ich film o nowych cenach w sklepach to nie był analizator rynku, tylko spacer po warzywniaku z kamerą – przyziemny, ciepły, z nutą lekkiego zdziwienia, że wszystko się zmieniło, ale nic się nie zmieniło.

A potem było coś więcej. Nie tylko remont, nie tylko plaże. Zaczęli oprowadzać innych po domach – nie swoje, ale te, które mogą stać się kimś snem. Zdali się na rynku nieruchomości, ale nie jako pośrednicy, tylko jako ludzie, którzy mówią: „to było tanie, to było ładne, to mogłoby być twoje”. Ich filmy o nowych nieruchomościach – od ruin po gotowe dwory – to stała oferta marzeń: młodych par, emerytów, tych, którzy chcą zacząć od nowa. A gdy w 2024 roku pokazują drugi domek – w Plominie – nie mówią, że się wali. Mówią, że są kłopoty z sąsiadem, który też się wali, i proszą o trzymanie kciuki. To akurat było poważne, ale powiedziane tak, że nie można nie uśmiechnąć się pod nosem.

Wśród nich, jak stały gość, pojawia się Iwona – osoba, która ma certyfikaty do pracy przy żywności, a mimo to po raz pierwszy dotyka krów na farmie Buretić. Jej przygoda w mleczarni, gdzie poznaje „skutę” – lokalny ricotta – to nie był tylko dokument, tylko szczerze opowiedziana historia o tym, jak nawet dorosły człowiek może się czuć jak dziecko w nowym świecie. Jej imię pojawia się nie w nagłówkach, ale w kredytach filmowych – i to wystarcza, by wiedzieć, że jest tam, że działa, że czasem coś psuje, ale nie ma to znaczenia.

Ale nie bez potknięć. Ich remont to nie był triumf nad czasem i materią, ale raczej dialog z nimi. W filmie o „fusierce”, która zostaje na dłużej, mówią o błędach bez ironii, ale z humorem – jakby każdy odprutą rurę traktować jak dowcip od losu. A gdy w 2025 roku pokazują, jak ktoś inny, przed nimi, zmniejszył otwory okienne, bo kupił za małe okna, to nie śmieją się – tylko pokazują, co to znaczy budować na cudzym remoncie. To nie są ludzie, którzy mają wszystko dobrze. To ludzie, którzy mają wszystko robić od nowa.

Ich największe sukcesy to nie tylko liczby – choć film „ILE KOSZTUJE DOM W CHORWACJI” (ponad 63 tys. wyświetleń) czy „DROGA DO CHORWACJI – WINIETY” (ponad 16 tys.) to potwierdzenie, że ludzie ich słuchają. To raczej film „ILE ZAROBILIŚMY NA WYNAJEMIE DOMU”, gdzie nie ukrywają kosztów, podatków, ale też pokazują, że się z tego wyżyją – i że to możliwe. To film, który nie mówi „bogaci się staliśmy”, tylko „wykonaliśmy pracę i mamy co do jedzenia”.

Zniknęły z ich świata jedne tematy: nie ma już vlogów o klimacie, o snorkeingu, o najmniejszym mieście świata (choć Hum dalej odwiedzają), ale to nie znaczy, że zapomnieli. To znaczy, że się zmienili. Teraz mówią o radarnych kontrolach prędkości, o działkach rekreacyjnych, o tym, gdzie da się pływać w wodospadach. Ich świat się rozszerza, ale i zagłębia – teraz to nie tylko „co zobaczyć”, ale „jak żyć”.

Najważniejsze osoby? Owszem, czasem pojawia się Igor i Iza z kanału Prawdziwa Chorwacja – wspólne śniadanie z nimi to nie tylko kolaboracja, ale chwila, gdy dwie ucieczki spotykają się przy stole. Ale najważniejsi są ci, których nie widać: mieszkańcy Boljuna, pracownicy kopalni w Raśi, ci, którzy im otworzyli mleczarnię. To nie są tylko tła – to są współautorzy ich nowego życia.

Ich największe niepowodzenia? Żadne nie jest nazywane po imieniu. Nie ma filmu „To się nie udało”. Ale są filmy o wadliwych produktach, o kradzieży w FlixBusie, o sąsiedzkich ruinach. To nie są porażki – to są zapisy życia, które nie chce być upiększone.

A potem – film po filmie – widać, jak ich ucieczka staje się stała. Iwona nie tylko wynajmuje apartament, ale i pracuje w mleczarni. Oni nie tylko są w Boljunie – oni są Boljunem. I kiedy świętują Dni Boljuna z drona, kiedy pokazują swoje jacuzzi, swoje figi, swoje winogrona, to już nie mówią „odwiedźcie nas”. Mówią: „to jest nasze”.

Ich historia kończy się tak, jak się zaczęła – z kamerą w ręku, tylko teraz nie przywożą jej do Polski. Ona została tam, na Istrii, gdzie codzienne życie to nie ucieczka, tylko dom.

To nie była ucieczka od życia, tylko ucieczka do niego.