Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

izi vlog

izi vlog
5K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżekulturaprzygodarodzina

izi vlog – opowieść o człowieku, który szukał świata, ale znalazł dom

Był sobie Polak, który zamiast przesiadywać w ojczystym mieszkaniu, postanowił ruszyć w świat z kamerą w ręku i pytaniem w głowie: a gdzie to ja teraz jestem? Zaczęło się niewinnie – starego iPhone’a zabrał na pracę, nagrał dzień, wypuścił filmik, a potem nagle okazało się, że nie może przestać. Tak właśnie powstał izi vlog, kanał, który z czasem przekształcił się z cichej relacji o emigracji w pełnoprawną podróż przez granice, kultury i własne oczekiwania. Najpierw Australią się zaczął, potem Filipinami, a teraz – jak na ironię losu – znów Polską. Nie tą, którą opuścił, ale tę, którą odkrywa na nowo.

Początkowo mówił o tym, ile kosztuje mieszkanie w Australii, jak bezpiecznie przejść przez jezdnię czy gdzie kupić tanie wódki – bo Polska, choć daleko, nadal żyła w jego zakupach. Codzienność jego życia była jak lista zakupów: mieszkanie, praca, wina, podatki, najdroższe papierosy świata. Nagrywał się na plaży Bondi, spacerował po Royal National Park, odkrywał tajemnice opuszczonych szpitali i elektrowni, gdzie zamiast ludzi siedziały tylko ciarki na plecach. Był ciekaw miejsca, w którym się znalazł, ale bardziej – ciekaw siebie w tym miejscu. Jego kamera nie tylko nagrała krajobraz, ale też stopniowo odsłaniała jego własne oczekiwania i zmęczenie.

Żył w Australii sześć lat, jak sam później przyznał, ugrzązł na Ziemi Południowej. Może to właśnie czas sprawił, że zaczął patrzeć inaczej – nie tylko przez obiektyw, ale i przez pryzmat pytań: dlaczego ludzie opuszczają ten raj? Czy naprawdę warto wyjeżdżać za marzeniem, jeśli koszt życia rośnie szybciej niż zarobki? Zaczynał krytykować, analizować, zadawać pytania, na które nie zawsze miał gotowe odpowiedzi. Filmy o cenach, doświadczeniach z agencjami wynajmującymi mieszkania, czy niestrawnych kurczakach z marketów – to były już nie tylko opowieści o Australii, ale też o rozczarowaniu systemem. I o tym, że nawet w miejscach, które wydają się idealne, człowiek może poczuć się zagubiony.

W tych sześciu latach pojawiła się Grace. Najpierw jako obecna, potem jako wspomniana, a w końcu jako centralna postać tej opowieści. Nie była tylko żoną, ale towarzyszką, bohaterką filmów, osobą, przed którą kamera przestała być tylko narzędziem dokumentowania świata – została też miernikiem uczuć. Wspólnie odkrywali opuszczone miasta, pływali w sekretnych basenach, rozmawiali z sąsiadami, planowali życie. A potem – nagle – wyjechali. Kupił dom na Filipinach, jakby to było naturalne wyprowadzenie się z jednej strefy do drugiej. Nowe przygody, nowe problemy – z burelkami, która długo nie chciała ruszyć, z kotkiem wydobywanym z beznadziejnej sytuacji, z deweloperem, który w końcu zrozumiał, że reklamacja to nie tylko narzekaństwo, ale czasem prośba o godne życie.

Na Filipinach jego kamera stała się bardziej intymna. Mówił o rodzinie Grace, o jej zmarłej mamie, o miejscach, które nagle nabierały emocjonalnego wymiaru. Zaczęły pojawiać się tematy, których wcześniej nie było – wiara, śmierć, więzienie jako metafora utraty wolności. Jego film o tym, że bał się więzienia, był zarazem filmem o tym, jak bardzo ceni niezależność – nie tylko fizyczną, ale i twórczą. Kanał, który zaczął się od „ile zarabiam w Australii”, teraz pytał: a co robimy z naszym życiem, jeśli świat nas nie puszczaj?

W 2025 roku nastąpił kolejny zwrot – Grace po raz pierwszy przyjechała do Polski. Ten moment był przełomowy. Nagrania z polskiej wsi, z Mazur, z warszawskich jarmarków, z reakcjami Filipinki na śnieg, chleb ze smalcem czy obowiązkowe morsowanie – wszystko to zmieniło tonizację kanału. Nie było już tylko o podróżowaniu, ale o dwóch kulturach, które się spotykają, czasem trą o siebie, czasem się łączą. Zrobił film, w którym żartował, że Polska dogoniła Australię w standardzie życia – ale w jego głosie nie było ironii, tylko nostalgie i poczucia, że może jednak warto wrócić.

Po sześciu latach Australii i kilkunastu miesiącach Filipin, przeprowadził się do Warszawy. Tam, gdzie zaczynał, tam też – jakby z przekąsem losu – się zatrzymał. Kupił mieszkanie, zaczął żeglować między rozmowami o legalizacji pobytu, a komentarzami o najdziwniejszych inwestycjach stolicy. Jego film o ślubie z Filipinką, która przyleciała na wakacje, a została na zawsze, był jednocześnie relacją z życia, memem i manifestem – że nie zawsze trzeba szukać idealnego miejsca daleko, by znaleźć idealnego człowieka.

Wśród jego najpopularniejszych filmów znalazły się zarówno praktyczne zestawienia cen, jak i emocjonalne momenty – przede wszystkim film „Opuszczam Australię po 6 latach. To już jest KONIEC”, który zebrał ponad 140 tysięcy odsłon, jakby cała społeczność kibicowała mu do ostatniego kroku. Nie były to jednak same sukcesy – były też trudne dni: z wizą, z burelkami, z mrówkami rozbierającymi dom, z poczuciem, że świat go nie docenia. Ale nawet wtedy nie przestał mówić – mówił do widza, jak do przyjaciela, bez cukru i pudru, jak lubi powtarzać.

Najważniejszymi postaciami w jego historii są ci, którzy przetrwali – Grace, oczywiście, ale też Tom, jedyny wspomniany znajomy z Australii, który pojawił się tylko raz, i Andrzej z kanału King Wsi, z którym podzielił się rozmową o życiu. Ci, którzy zniknęli – jak Jasiu z serii komediowej – zostawili tylko cień, ślad po próbie małych opowieści, które nie wystrzeliły, ale i nie przeszkodziły kontynuować.

Jego kanał to nie tylko dokument życia na emigracji, ale też mapa przemian – od młodego Polaka odkrywającego Australię, przez człowieka szukającego spokoju na Filipinach, aż po mężczyznę, który wrócił tam, gdzie zaczynał, by zrozumieć, że dom to nie miejsce, ale osoba, z którą chce się wrócić.

To historia o tym, jak świat się zmieścił w kamerze, a potem okazało się, że wystarczy jedno spojrzenie, by zrozumieć, gdzie naprawdę trzeba być.