Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Ja Ci dam Japonia

Ja Ci dam Japonia
210K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturajedzenieprzygodarodzina

Emi Tsukawaki – cesarzowa yokai, pomrowik i przewodnik po Japonii

Emi Tsukawaki, znana jako cesarzowa yokai, to postać, która na pierwszy rzut oka wydaje się niemal bajkowa — taka mała, gadatliwa istota z krainy między światem ludzi a duchów, która rozmawia z posągami Ojizō-sama i szuka stworzeń z japońskiego folkloru w lasach, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. I może właśnie w jej świecie jest. Kanał Ja Ci dam Japonia, prowadzony przez właśnie taką nieco zbyt rzeczywistą wróżkę, powstał nie z chęci zdobycia popularności, lecz z pragnienia dzielenia się prawdziwym, czasem tajemniczym, czasem banalnym, ale zawsze podłużnie wygniecionym obrazem życia w Japonii. Emi to nie typowa twórczyni z kuchni internetowych przepisów na sukces — nie ogląda anime, nie czyta mang, nie udaje eksperta. Zamiast tego mówi o tym, co widzi, czuje i z czym się zetknęła jako Polka żyjąca w Japonii, która z czasem stała się czymś więcej niż outsiderką — została osobą pośrodku, tłumaczem, tłumaczką, tłumaczem i tłumaczką zarazem.

Jej historia zaczęła się w 2017 roku, kiedy pierwszy film — o tym, dlaczego Japończycy nagle przestają odpisywać — trafił na YouTube’a, jak kamień wrzucony do jeziora. Ten konkretny kamień miał ciekawość w roli pancerza, a niepewność w roli rdzenia. Emi mówiła wtedy jeszcze nieco niepewnie, jakby przekonywała najpierw siebie, że ma coś ważnego do powiedzenia. Ale mówiła. I mówiła o rzeczach, które inni albo omijali, albo nadinterpretowali. Czego nie wygadał żaden serwis podróżniczy, tego nie bała się poruszyć ona — od mentalności po przyjaźń, od śniadania po stalking w Japonii, temat tak ciężki, że jego omówienie wymagało nie tylko odwagi, lecz także osobistego zaangażowania. Wkrótce stało się jasne, że Emi nie robi kanału, by być miła. Robi go, by mówić. Nawet gdyby miała mówić sama do siebie.

Z czasem kamera znów i znów zwracała się ku niej, a ona — choć najpierw prezentowała się jako „mały pomrowik”, który lubi koty i ślimaczki — stopniowo odsłaniała więcej. W jej świecie pojawili się mąż Yo-chan, który malował makijaż z precyzją ślimaka, i córka Tomokaczka, która rosła przed kamerami, stając się częścią narracji, a nie tylko tłem. Rodzina. Dom. Mieszkanie, które przypominało betonowy bunkier, ale zarazem było pełne życia — i kokard. Yo-chan był obecny niemal od początku, jego sylwetka, dźwięk głosu, jego sposób jedzenia, który Emi z dumą nazywała sztuką. Lecz z biegiem lat jego obecność na kanałach jej zmniejszyła się, aż w pewnym momencie zniknął niemal bez słowa, jakby ktoś po prostu przekręcił gałkę głośności. Emi nadal mówiła o nim — z ironią, z czułością, czasem z lekką sarkazmem — ale już nie jako o współbohaterze codzienności, lecz jako o dawnej części życia.

W 2020 roku nadeszła jedna z największych zmian. Emi ogłosiła ciążę, a rok później — z drżeniem głosu, powściąganym, ale wyraźnym — opowiedziała historię porodu w Japonii. Było to coś więcej niż vlog — to był monolog, który trzęs się i drży, jakby nawet teraz, po latach, nie był uporządkowany we wnętrzu. Była w nim radość, ale też lęk, izolacja, przemilczane problemy z systemem opieki zdrowotnej, presja, a nad wszystkim — świadomość, że życie się zmieniło na zawsze. A potem córka Tomokaczka zaczęła chodzić, mówić, być. I od tego momentu Emi nie była już tylko tłumaczem kultury — została matką, która tłumaczyła swój świat córce. I córka, i świat — oba japońskie, ale też polskie, bo Emi nigdy nie zapomniała, kim była.

Jej kanał przeszedł wiele transformacji — od poradników kulinarnych po filozoficzne rozważania, od mitów o yokai po krytykę stereotypów. W 2018 roku zrobiła film o samobójstwach w Japonii — emocjonalny, trudny, w którym po raz pierwszy otworzyła się na tematy tabu. Później pojawił się cykl o japońskich duchach, o ich naturze, o tym, że nie są tylko zabawką popkultury, lecz częścią duchowego łańcucha, który ciągnie się przez wieki. Emi wierzyła w yokai. Nie w sensie religijnym, ale w sensie mitologicznym — jako w obecność nadprzyrodzoną, która mówi o nas, o naturze, o strachu. I o tym, że świat nie jest tylko tym, co widzimy.

Z czasem kanał rozrastał się nie tylko liczbą filmów, ale i głębią tematów. Emi zaczęła mówić o hikikomori, o rasizmie, o kulturowym konformizmie, o problemach psychologicznych, o presji piękna. Nie bała się spierać z internautami, nie bała się też być osądzana. Kiedy w 2021 roku w tytule filmu pojawiło się „Czego nie lubię w Japonii”, wywołało to falę reakcji — ale Emi mówiła dalej. Kiedy jej fryzjer zniszczył włosy za 400 zł, opowiedziała to z humorem, ale też z gniewem. Kiedy zapytano o stosunki z mężem, nie ukrywała, że nie są idealne. Była autentyczna — czasem zbyt, a czasem akurat na tyle, by wzbudzić zaufanie.

Jednym z największych sukcesów Emi był film JAPONIA- Brak śmietników 😱, który w 2022 roku zebrał ponad 200 tysięcy wyświetleń, stając się najpopularniejszym z jej filmów. Ale to nie liczby definiowały jej sukces — to konsekwencja. Jej styl, przypominający lekko szalony monolog, w którym mieszają się mitologia, codzienność, ironia i filozofia, stał się znacznikiem. Nie potrzebowała muzyki, by być hipnotyzującą — jej głos, jej sposób mówienia, jej sposób bycia wystarczały.

Wraz z rozwojem kanału powstał też sklep — wabisabi-store.jp — nie jako sposób na zarobek, lecz (według Emi) na uczciwe wspieranie twórcy. „Nie chcę łask, chcę uczciwej transakcji” — powiedziała kiedyś, tłumacząc, dlaczego nie ma przycisku darczyńcy na YouTube. W sklepie znajdowały się kosmetyki, produkty do pielęgnacji, rzeczy z Japonii, które sama ceniła. Sklep stał się naturalnym przedłużeniem jej świata.

Z biegiem lat Emi zmieniła się — z gadatliwej Polki w Japonii stała się kimś więcej: przewodnikiem, matką, twórczynią, która nie boi się mówić o tym, co boli. Jej największe sukcesy to nie tylko wysokie wyświetlenia, ale też film PORAŻKA! Japoński Fryzjer Zniszczył Mi Włosy za 400zł, który poruszył widzów nie tylko krytyką usług, lecz osobistą relacją z ciałem. Albo film o ciążarce w Japonii, który dla wielu był objaśnieniem, a dla innych — potwierdzeniem własnych obaw.

Jej największe potknięcia? Może to, że czasem przesadza z ironią, że czasem jej monologi stają się zbyt długie, że kamery się psują, że opowiada o rzeczach, które nie wszystkim interesują. Ale to żadne potknięcie — to część jej stylu. W końcu mówi, że jest stara jak dąb Bartek i jak Kyomizudera w Kioto. A stare drzewa nie rosną prosto.

Z czasem zaczęły znikać tematy — mniej o kulinariach, mniej o makijażu, mniej o kimono, więcej o społeczeństwie, więcej o psychologii, więcej o Tokio. Yo-chan przestał być regularnym gościem. Tomokaczka dorasta. Emi nie mówi już tylko o Japonii. Mówi o sobie. O tym, kim się stała. A Japonia, która kiedyś była tłem, stała się jej wnętrzem.

Obecnie kanał to mieszanka krótkich filmików, vlogów, historyjek i audycji filozoficznych. Emi nadal gadatliwie rozmawia z duchami, wciąż jest cesarzową yokai, nadal kocha ślimaczki i żaby. Ale teraz, gdy mówi „ja”, to słowo brzmi inaczej. To już nie mała istotka z YouTube’a. To kobieta, która przeszła przez życie i powiedziała o nim wszystko, co mogła.

To historia o tym, jak jedna mała istota przeszła przez świat, by opowiedzieć, że nawet cesarzowe mają opuchnięte nogi.