Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

JAK TO DALEKO

JAK TO DALEKO
370K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekultura

Tomasz Jakimiuk: Kierownik bez mapy

Tomasz Jakimiuk, znany jako Kierownik, to podróżnik z Podlasia, który zamiast kompasu trzyma w ręku paszport, a zamiast GPS-u, wyobraźnię. Jego życie to mapy bez skali, drogi bez znaków, i granice, które przekracza nie tylko geograficzne, ale i kulturowe. Z Siemiatycz, miasteczka, gdzie ulica Wysoka to jedno z głównych szlaków, wyruszył pewnego dnia z bagażem nie większym niż 250 zł i parą butów, które od tamtej pory przemierzyły tysiące kilometrów — autostopem, hulajnogą, a nieraz i gołymi stopami po żwirze afrykańskich szos. Początkowo pisał bloga, bo inaczej nie umiałby opisać świata, który widział — a potem, kiedy w grudniu 2015 roku założył kanał YouTube o nazwie JAK TO DALEKO, zrozumiał, że świat chce to zobaczyć.

Jego pierwszy film, nagrany na ulicy Włókienniczej w Białymstoku, był wywiadem z TVP, ale już wtedy brzmiało w nim echo tego, co stało się jego życiową maksymą: nie trzeba języka, by porozumieć się z ludźmi. Trzeba tylko chęci i koszulki z napisem, którą sam zaprojektował, bo wiara w prostotę komunikacji stała się dla niego nieustającą obsesją. Z czasem ta koszulka — jak mundur pokojowego żołnierza — pojawiała się w każdym zakątku globu, od stepów Mongolii po pustynie Iranu, jakby przypominała: człowiek z Podlasia nie mówi, ale się przedstawia.

Przez lata jego styl nie zmienił się — nadal podróżuje jak lokalny, spanie w namiocie, jedzenie z ulicy, a komunikacja bez słów. Ale świat zmienia się wokół niego. Zaczynał od przemierzania Ukrainy i Rosji autostopem, gdzie każdy kierowca był jak strona z otwartej książki, opowiadający historie ze złamanych czasów, a kończy w Afganistanie, gdzie zatrzymują go Talibowie, trzęsie się ziemia, a on wciąż mówi: „Widzicie, to właśnie tu ludzie wkładają mi rękę do jedzenia — to ich sposób, by okazać szacunek”. I choć brzmi to jak ironia, to w jego ustach to nie sarkazm, tylko autentyczne zdumienie z dobroci, jaka potrafi pojawić się tam, gdzie media pokazują tylko chaos.

Jego najtrudniejsze chwile nie wynikają z geografii, lecz z ludzi — a raczej z oczekiwań, które ludzie wobec niego mają. W Nigerii policja żąda łapówki, w Mauretanii funkcjonariusz próbuje go oszukać, a w Senegalu ambasada Mali dolicza „tajemniczą” opłatę do wizy. Wtedy Kierownik nie krzyczy, nie protestuje — nagrywa. Bo wie, że ten film, choć pełen frustracji, będzie miał więcej mocy niż tysiąc komentarzy pod artykułem. Jego największe sukcesy nie są mierzone w subskrypcjach, choć te też przyszły — 100 tysięcy widzów w 2024 roku, a rok później milion wyświetleń dziennie — ale w tym, że ludzie, którzy nie wiedzieli, gdzie leży Sierra Leone, teraz wiedzą, jak tam wyglądają kopalnie diamentów.

W Afryce, która stała się jego drugim domem, spotkał ludzi, którzy zmienili jego perspektywę. Niewidomego podróżnika z ponad setką odwiedzonych krajów, który pokazał mu, że ograniczenia są tylko w głowie. Polaka, który przeżył 49 lat w Afryce, mieszkając w cieniu największego kościoła świata. Kobietę z Gambii, która zarabia na handlu autami z Europy, bo „stare złomowisko z Polski to tutaj statusowy samochód”. A także Stephanię, Niemkę, która porzuciła życie w Niemczech, by stać się częścią rodziny Masajów. Te spotkania stały się treścią jego książek — Ludzie Drogi i JAK TO DALEKO — które nie są tylko opisami, ale jakby kontynuacją filmów, tylko w formie, gdzie słowa mają więcej czasu, by zadziałać.

Z czasem jego podróż zmieniła się z fizycznej eskapady w przestrzeń medialną. W Islandii eksperymentował z życiem w aucie, w Polsce po powrocie z Afryki kupił mieszkanie w Białymstoku i dostał srebrny przycisk od YouTube — symbol, że mu się udało, że świat patrzy. Ale to nie oznaczało spoczynku. Wręcz przeciwnie — teraz podróżuje nawet wtedy, gdy siedzi. W Włoszech mówi o „bamboccioni”, w USA o systemie zdrowia, w Salwadorze o Bitcoinie, w Tunezji o miłości międzykulturowej — bo jego nowa granica to nie kraj, ale temat.

Zniknęły z kanału recenzje sprzętu, które kiedyś były jego fundamentem — Cumulusy, Petzle, Naturehike’i. Teraz widać, że to nie o śpiwór chodzi, ale o to, kto w nim śpi. Zniknęli też ludzie, którzy byli u jego boku na początku, jak Czarek, który razem z nim szedł w góry Kaukazu, a dziś nie pojawia się w materiałach. Zamiast nich przybyła Hania — towarzyszka trasy, wspierająca w chwilach, gdy Afryka go zatruciem pokonała, ale też rozmówczyni, partnerka w wywiadach, obserwatorka lokalnych odrzutów. A wciąż pojawia się motyw, który nie daje mu spokoju: dlaczego w jednym kraju ludzie oferują mu dom i jedzenie, a w innym próbują oszukać za złotówkę? Czy to kwestia biedy, czy po prostu braku zaufania?

Jego największe niepowodzenia nie są nagrywane, ale są widoczne — chwilowe załamanie w Afganistanie, gdy mówi, że czuje psychiczne wyczerpanie, że nie wie, czy dalej da radę. Ale potem wraca. Zawsze wraca. Do granicy, do noclegu pod gołym niebem, do pierwszego kroku. I choć teraz ma mieszkanie, srebrny przycisk i może by spokojnie pisać bloga, to wciąż wybiera się tam, gdzie nie ma internetu, gdzie nie ma języka, gdzie nie ma zabezpieczeń — bo tam właśnie, jak mówi, „im dalej pójdziesz, tym bardziej siebie poznasz”.

A więc to nie jest opowieść o człowieku, który pokonał świat, ale o człowieku, który pozwala światowi go pokonać — i mimo to wstaje każdego dnia, by iść dalej.