Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Jakub Gajewski

Jakub Gajewski
500+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeludzie

Jakub Gajewski: życie poza granicą, w kadrze

Jakub Gajewski to mężczyzna, który zamiast opowiadać o sobie, raczej opowiada o tym, jak się żyje — konkretnie: jak się żyje w Szkocji. Jego historia zaczyna się tam, gdzie dla wielu Polaków kończy się wyobraźnia o emigracji: nie w Londynie, nie w Dublinie, ale wśród deszczu, wiatru i nieustannego westchnienia, z jakim mieszkańcy Wysp przyjmują kolejny dzień bez słońca. Przez pierwsze miesiące na YouTube’u Jakub nie miał zbyt wielu ambicji — pojawiał się przed kamerą z lekkim uśmiechem, zbyt entuzjastycznym, by wydawać się szczerze zadowolony, ale zbyt szczerym, by był tylko pozorem. Mówił o Szkocji jak ktoś, kto jeszcze nie wie, czy zostanie, ale już wie, że ma coś do powiedzenia.

Zaczął od serii, której tytuł powtarzał się jak refren: Jak się żyje w Szkocji. Były to luźne dywagacje — tak nazywał swoje filmy, i pewnie dlatego, że nie chciał, by ktoś uznał je za poradniki czy analizy. To były raczej rozmowy z przyjacielem, które przypadkiem trafiły do internetu. Mówił o Polakach w Glasgow i Edynburgu, o tym, jak jedni trzymają się kupy, a inni zapominają, skąd przyjechali. Wspominał o buraczkach, które tu nie smakują tak samo, o pogodzie, która toczy psychiczne wojny z każdym, kto próbuje tu założyć życie. W jednym z pierwszych filmów wyznał, dlaczego wyjechał — nie powiedział dokładnie dlaczego Polska przestała mu pasować, ale dał do zrozumienia, że chodziło o potrzebę przestrzeni, o inne tempo, o coś, co tu, w chłodnym klimacie Wielkiej Brytanii, mogło nabrać sensu.

Szybko okazało się, że nie tylko o pogodzie i jedzeniu chce mówić. Przez jego narrację przewijały się tematy cięższe: rasizm, czy raczej jego brak — bo z zaskoczeniem stwierdził, że w Szkocji nikt nie patrzy na niego jak na obcego, przynajmniej nie w sposób, który by ranił. Poruszył też temat uchodźców z Ukrainy — film z września 2022 roku był jednym z bardziej osobistych, bo mówił nie tylko o społeczności, ale o swoim zaangażowaniu, o tym, jak pomaga, jak widzi, jak nowa fala emigracji zmienia oblicze miast, w których żyje. Wtedy po raz pierwszy zabrzmiało coś więcej niż obserwacja — zabrzmiała empatia, i to nie teatralna, tylko cicha, jakby wymuszona codziennością.

W pewnym momencie — gdzieś między osiemnastym a dziewiętnastym filmem — ton się zmienił. Nadal mówił o Szkocji, ale już nie tylko o niej. Seria, którą zaczął jako codzienne notatki z życia emigranta, przekształciła się w lustrację własnej drogi. Po przerwie trwającej kilka miesięcy wrócił z dwuczęściowym opowiadaniem o tym, co się porobiło. Używał sformułowania „grubo idzie”, a potem „grubo będzie”, jakby chciał przekonać nie tyle widzów, ile samego siebie, że wszystko ma sens. Ale w tle czuć było napięcie — między tym, co mówi, a tym, co milczy. Emigracja, którą początkowo przedstawiał jako lekkie przemieszczenie, zaczęła wyglądać na trudniejszą podróż, pełną wątpliwości, samotności i przeklętego poczucia, że nikt nie wie, kim naprawdę jesteś.

Jednym z przełomowych momentów było pojawienie się tematu tożsamości. W 2024 roku, w filmie numer 23, Jakub powiedział coś, co do tej pory było tylko aluzją: że dołączył do społeczności transseksualnej. Nie użył słów „zmiana płci” ani „przechodzenie”, ale opowiedział o tym jak o naturalnym etapie, o kolejnej „prywatnej dywagacji”. To było powietrze po burzy — nie dramat, nie manifest, tylko spokojne stwierdzenie faktu, jakby mówił: oto, kim jestem teraz. Film nie był najpopularniejszy pod względem liczby wyświetleń, ale był najważniejszy — bo po raz pierwszy kamera nie służyła tylko opisowi świata, ale odkrywaniu siebie.

W międzyczasie zniknęły tematy, które dominowały na początku. Nie było już żartów o polskich sklepach, o „cebularzach” (choć wrócili w ostatnim filmie, jakby na pamiątkę), nie było też tych lekkich, niemal ironicznych porównań między Polską a Szkocją. Z czasem przestał mówić o „Polakach w Szkocji” jak o osobnej kategorii — zaczął mówić o ludziach, o migracji jako zjawisku, a nie tylko o własnym losie. Jego największe sukcesy nie da się zmierzyć liczbą subskrypcji — raczej głębią, z jaką potrafił przekształcić serię luźnych filmików w ciągły, choć niezamierzony, dziennik osobisty.

Nie wszystko szło gładko. Były przerwy, były filmy, które nie spotkały się z odpowiednim echem, były też chwile, gdy ton zmieniał się z refleksyjnego na niemal defensywny — jakby bał się, że ktoś uzna go za kogoś, kim nie jest. Ale trzymał kamerę w ręku, i to najważniejsze. Jego najpopularniejsze filmy to te, w których mówił o pieniądzach, o tym, jak drogo tu żyć, i o emigracji, która nie działa dla każdego — tematy, które ranią, bo dotykają strachu milionów.

Ostatni film, z listopada 2025 roku, wraca do przeszłości — wspomina cebularzy, Brexit, deja vu. To nie jest już tylko opowieść o Szkocji. To opowieść o kręgu: wyjazd, powrót w myślach, i ponowne stawianie pytań, które zadawał na początku. Tyle że teraz zna więcej odpowiedzi, ale one nie są proste.

Historia Jakuba Gajewskiego to historia człowieka, który przez rozmowę z kamerą nauczył się rozmawiać z samym sobą.