Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Janusz z Japonii [Kotaro Hisada]

Janusz z Japonii [Kotaro Hisada]
1K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturapodróże

Janusz z Japonii: opowieść Kotaro Hisady

Kotaro Hisada, znany w internecie jako Janusz z Japonii, to Japończyk, który przez przypadek czy też może przez głęboki sentyment, stał się mostem między kulturą polską a japońską. Jego kanał na YouTube zrodził się z cichego, niemal przypadkowego poruszenia – nie z eksplozji, ale z delikatnego kroku, jakim był pierwszy film z września 2019 roku, w którym wspominał swoje studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wtedy jeszcze nie wiedział, że to właśnie ten moment, wspomnienie dnia studenckiego w obcym kraju, stanie się początkiem narracji łączącej dwa światy: europejski i azjatycki, wschód i zachód, kotlet schabowy i miso soup.

Przed wyjazdem do Polski jego życie było typowo japońskim życiem – szkolna rygorystyczność, dążenie do precyzji, a potem decyzja, by wyjechać. Polska stała się dla niego nie tylko miejscem nauki, ale także otwarciem na inne spojrzenie na świat. Gdy wrócił do Japonii, nie był już tylko Kotarō – stał się kimś, kogo serce dzieliło się między Kioto a Poznań. I właśnie to rozdarcie, pełen delikatnej ironii dystans i ciepła, stało się tonem jego kanału.

Na początku mówił o Japonii tak, jakby był przewodnikiem dla Polaków – opisywał Kyoto, jezioro Shiga, miasto Ocu, zachwycał się metasekwojami, serwował słodycze z Kioto i tłumaczył, dlaczego Japończycy jedzą KFC na Boże Narodzenie. Ale szybko widać było, że nie interesuje go tylko pokazywanie „egzotyki”. Chciał zrozumieć, jak my, Polacy, patrzymy na niego, a on na nas. Zaczęły się filmy o blondynkach i czarnowłosych, o tym, jak Japończycy mówią po polsku, jak brzmią polskie imiona w jego języku, o nazwach miast w transliteracji. Był to nie tylko kanał podróżniczy, ale eksperyment językowy, społeczny, kulturowy – z nutą humoru, który nigdy nie był głośny, ale zawsze obecny, jak ciche „aha” po dobrej kalamburze.

Największy przełom w jego twórczości przyniósł film z listopada 2019 roku, Kim Naprawdę Była Gejsza?, który zebrał ponad cztery tysiące wyświetleń – więcej niż wszystkie poprzednie razem wzięte. To był moment, w którym jego głos zyskał pewność. Zamiast tylko pokazywać, zaczął wyjaśniać. Głębiej. Serio, ale bez pretensjonalności. Wkrótce pojawiły się filmy o koronawirusie – nie jako komentarz polityczny, ale jako relacja z codzienności: jak Japończycy radzą sobie z kwarantanną, jak wyjeżdżają na wieś, by oddychać świeżym powietrzem. Gdy świat zatrzymał się w 2020 roku, Kotaro nadal chodził – choćby wirtualnie – po Tokio i Kioto, prowadząc swoich widzów przez puste ulice, jak cichy duch kulturowy.

Jego życie w tych filmach było przede wszystkim codziennością: nocne spacery po mieście, w którym mieszka – nie wiadomo dokładnie gdzie, ale pewnie gdzieś w okolicach Kioto czy Osaki – kawa w Starbucksie nad jeziorem, wędrówki po górskich przełęczach, wizyty w świątyniach strzegących przed przedwczesnym wyjściem z tego świata. Czasem mówił o swoich problemach, rzadko, ale szczero – jak w filmie z lutego 2020, gdy wspomniał o „największym problemie w swoim życiu”, nie ujawniając go, ale pozostawiając miejsce dla domysłów. Było to jak westchnienie w środku dnia – chwilowe zatrzymanie się, a potem dalsza droga.

Z czasem jego kamera wędrowała dalej – do Okinawy, do miasteczek na wyspach, gdzie więcej krów niż ludzi, gdzie woda jest najczystsza na świecie, a miasta wyglądają jak z bajki. Ale równie często kierował się w stronę bólu – do regionów dotkniętych trzęsieniem ziemi i tsunami. W 2021 roku rozpoczął cykl poświęcony północno-wschodniej Japonii: odwiedzał zniszczone miasta, opuszczone szkoły, strefy zakazane po awarii w Fukushimie. Te filmy były inne – cichsze, bardziej skupione, pełne szacunku. Nie komentował, nie osądzał – pokazywał. I właśnie to sprawiło, że jego historia stała się nie tylko podróżą, ale pamięcią.

W tych latach pojawiły się także osoby – niezbyt często, ale ich obecność była znacząca. Nie było imion, nie było rozmów, ale w фонie filmów słychać było muzykę: Chopina, handpana, tropikal house’u – jak ścieżka dźwiękowa do życia Kotaro. A w 2022 roku, po dwóch latach milczenia, zdradził największą tajemnicę: że prowadzi drugi kanał, angielski, gdzie opowiada o podróżach po całym świecie. I że ten polski kanał, choć zostanie, będzie się zmieniał – mniej odlotów, więcej Polski, przynajmniej w planach, które rzadko się realizują.

Zniknęły tematy, które były ważne na początku – np. konkursy (jak ten z herbacą z Wazuka), tematy o polityce japońskiej, czy wątki językowe o strasznie brzmiących japońskich słowach. Przestał śpiewać Dawida Podsiadło, przestał komentować płacę minimalną. Z czasem jego kamera stała się bardziej skupiona – na miejscach, na ludziach, na historii. Nie było już miejsca na eksperymenty językowe – zostały refleksje, wędrówki, cisza.

Największym sukcesem był nie tylko film o gejshach, ale także ten z 2022 roku – Jedna rzecz, którą trzymałem w tajemnicy – który zebrał ponad dwa tysiące wyświetleń, jakby za wszelkie poprzednie pomnożone. To był moment szczerości, której nie da się zaplanować. A największym potknięciem? Trudno powiedzieć – nie było skandalu, nie było głośnej porażki. Były filmy z kilkuset wyświetleniami, które zniknęły w szumie, ale to normalne. Każdy kanał ma swoje cisze.

Jego filmy o największej oglądalności to te, które łączyły ciekawość z emocją: historia gejszy, podróż do strefy zakazanej, pyłanie, czy podoba mu się japońska polityka, czy może rozpoznać, jak Japończyk mówi po polsku. To były chwile, gdy Kotaro przestawał być tylko przewodnikiem i stawał się tłumaczem – nie tylko języka, ale obrazu świata.

Na przestrzeni lat jego kanał zmienił ton – z lekkiego, edukacyjnego vloga stał się spokojną, refleksyjną kroniką życia między dwiema kulturami. Pojawiały się te same miejsca: jezioro Biwa, Osaca, Okinawa. Ale też rosło poczucie odpowiedzialności – nie tylko wobec widzów, ale wobec pamięci. Gdy odwiedzał zniszczone miasta, robił to nie po to, by szokować, ale by przypomnieć.

I choć nie mówi o tym wyraźnie, jego historia to przede wszystkim historia człowieka, który znalazł się między – nie całkiem tu, nie całkiem tam – i zamiast się ukryć, postanowił mówić. Cicho, spokojnie, z nutą uśmiechu, ale też z powagą.

To historia Japończyka, który czuje się jak Polak, i Polaka, który nigdy nie przestaje być Japończykiem.