
Jasiek Madeira: opowieść o marzeniach, farbie i oceanie
Na początku była farba. Nie ta z tuby, tylko ta, którą maluje się zapałkami, szlifierką, albo wyobraźnią. Pierwsze filmy Jasieka, bo tak od niedawna nazywa się bohater tej historii, były cichym szeptem nad jeziorem, abstrakcją z tạoń, pomidorem w konewce i świątecznymi żartami z synem. Wtedy jeszcze nie mieszkał na Maderze, a kanał nosił imię „Pogromcy Sztuki” i „Pogromca Nudy” – jakby chciał wygrać z poważnością świata, zanim ten zdążył go zapytać, o co mu chodzi. Miał wtedy coś wspólnego z amatorami, którzy wierzą, że sztuka to nie tylko muzea, ale też pokazanie, jak ktoś maluje wilka na skale, albo jak działa kolektor słoneczny zbudowany na działce. I właśnie ten kolektor, ta rura, plastik i słońce, stał się pierwszym poważnym punktem zwrotnym – bo nagle ludzie nie oglądali już tylko z ciekawości, ale po instrukcję. Trzy części filmu o jego budowie zbierały dziesiątki tysięcy odsłon, a komentarze padały pełne podziwu i pytań: „A ile stopni ma zimą?” – i już wtedy Jasiek odpowiadał, pokazując, że samoróbka może grzać nie tylko wodę, ale i marzenia.
Przez kilka lat przestrzeń jego kanału była mieszaniną urbexu, rękodzieła, choinkowych bombek z akwareli i eksperymentów z gospodarstwem – arbuzy, ogórki, czarne pomidory. Był jak kolekcjoner tematów, który nie wie jeszcze, który z nich okaże się skarbu, a który tylko pamiątką z drogi. W tle pojawiał się syn – „mały pogromca nudy”, jak go nazywano – i to właśnie z nim Jasiek bawił się w świąteczne żarty, a potem, z czasem, jakby delikatnie, zaczął znikać z kadrów. Nie ma już wspomnień o nim po 2020 roku, jakby dziecko dorosło, a ojciec skupił się na całkiem innym projekcie – tym razem nie w ogrodzie, ale w życiu.
W styczniu 2022 roku wszystko się zmieniło. Jasiek pojawia się w Barcelos, mówi o pracy, o przeprowadzce do Lizbony, o pierwszym razie nad Atlantykiem. Mówi z uśmiechem, który nie przypomina tych z czasów kolektora – teraz jest inny, swobodniejszy, jakby dopiero teraz zrozumiał, że może być bohaterem własnej opowieści. Wtedy też pojawia się nowe imię: „To Tu To Tam”. Kanał zaczyna opowiadać nie tylko o rękodziełach, ale o nowym życiu – spacerach po Lizbonie, mostach, pracy na budowie. Jasiek staje się robotnikiem, podróżnikiem, człowiekiem, który wie, jak wygląda dzień w dźwignicy i jak smakuje francesinha w Bradze. I właśnie wtedy, mimo że kanał wciąż się nieco plącze między tematami, pojawia się pierwszy wyraźny ślad nowej tożsamości: nie jest już tylko kimś, kto coś robi – jest kimś, kto się przeniósł, zaczął od zera i to opowiada.
Ale to jeszcze nie koniec zmian. Jeszcze raz – i tym razem zdecydowanie – Jasiek zmienia tor. W 2022 roku, po warsztatach o spełnianiu marzeń, przeprowadza się na Maderę. Zaczyna nowy etap, a razem z nim nowy kanał – tym razem nazwany po sobie: Jasiek Madeira. Z Maderą przychodzi nie tylko nowy klimat, ale i nowa forma. Znikają wątki z przeszłości: nie ma już ani kolektora, ani działki z warzywami, ani rękodzieł na szydełku. Znika syn. Znikają eksperymenty z malowaniem szlifierką. Zostaje ocean, remonty, nieruchomość i lotnisko – a nad wszystkim unosi się motyw spełniania marzeń, powtarzany jak mantera w opisach i filmach. Jasiek staje się człowiekiem z planem: hydraulikiem, fachowcem od remontów, doradcą dla Airbnb, a nawet sprzedawcą domów z hektarem bananów. To on promuje usługi, wspomaga innych twórców, wzywa do subskrypcji – ale robi to z lekkim uśmiechem, jakby cały czas mówił: nie wierz mi, ale spróbuj.
Największe sukcesy przychodzą nie z dawnych pasji, ale z nowej rzeczywistości. Film o oklejaniu okna folią w dwie minuty przyciąga ponad 14 tysięcy odsłon – i to właśnie ten moment wyraźnie określa nowy kierunek: krótkie, praktyczne, viralowe klipy. To nie są już eksperymenty z abstrakcją, ale instrukcje dla ludzi, którzy potrzebują szybkiej pomocy. Z kolei filmy o lotnisku na Maderze, lądowaniach i widokach z oceanu zdobywają setki tysięcy wyświetleń, bo pokazują coś, co przyciąga – nie codzienność, ale piękno. Jasiek, choć mówi o sobie jak o fachowcu, stopniowo staje się przede wszystkim ambasadorem miejsca – nie tylko geograficznego, ale emocjonalnego.
W 2025 roku jego kanał staje się zupełnie inny. Pojawiają się pranksy – film o żartach na sąsiadce zgarnia ponad 30 tysięcy odsłon – a wraz z nimi nowa narracja: humor, lekkość, absurd. Jasiek, który kiedyś malował zapałkami, teraz robi origami i śmieje się z siebie, nazywając się „polskim hydraulikiem na Maderze”. To nie jest ironia – to świadoma gra. Wie, kim się stał: człowiekiem, który zaczął od niczego, przeniósł się za granicę, zmienił imię, zawód i styl życia, i teraz opowiada o tym wszystkim jak o przygodzie, którą każdy może powtórzyć.
Po drodze pojawia się też nowy człowiek – Dawid, wspomniany jako „Dawid zajebisty gość”, z którym malowano bombkę z „Przez Świat na Fazie”. To jedyna osoba, która pojawia się ponownie i ponownie, jakby symbolizowała coś więcej niż przyjaźń – może braterstwo marzycieli. Inni, jak Janusz Kryczka – bo tak się teraz nazywa w podpisach – nie wspominają już dawnego życia. Nie ma więcej wzmianek o Polsce, o Jurze, o ruinach zamków – poza jednym powrotem w 2024 roku, jakby po raz ostatni spojrzeć za siebie.
Jasiek Madeira, choć często mówi o sobie z przymrużeniem oka, poważnie traktuje to, co robi: prowadzi sklep z organicznymi skarpetami, oferuje medytacje, wspiera innych twórców, promuje współpracę. Jego medytacje – spokojne, ciche, pełne dźwięków natury – kontrastują z hałaśliwymi viralem o pranksach, ale to właśnie ta różnorodność pokazuje, kim jest: człowiekiem, który szuka równowagi między pracą, marzeniem i prostym życiem nad oceanem.
Największe potknięcia? Trudno je wypunktować – raczej to nie były upadki, tylko przekręty: filmiki z krótkimi, niepełnymi opisami, powtarzające się tematy, nagłe zmiany stylu. Ale to nie wygląda na porażki – raczej na próbę różnych ról, dopóki nie znalazł tej właściwej. A może – co ważniejsze – tej, w której czuje się najlepiej.
Zamieniając się z twórcy amatorskich filmów w fachowca od remontów, opowiadacza, praktyka i marzyciela, Jasiek Madeira stworzył historię, w której najważniejsze nie jest to, kim się było, ale kim się chce zostać – i jak bardzo można się zmienić, gdy tylko się odważyć.
To jest historia człowieka, który zaczął od malowania zapałkami, a skończył z widokiem na ocean – i wierzy, że to dopiero początek.