Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

JASTRZAB

JASTRZAB
40K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodainwestycje

JASTRZAB: opowieść o podróżniczce z misją oszczędzania

Na początku była tylko miłość do podróży i chęć podzielenia się nią z innymi. Kobieta, która założyła kanał o nazwie JASTRZAB, od pierwszych kroków nie ukrywała, że świat to jej dom – a kamera to narzędzie, dzięki któremu może zaprosić innych za granicę, nawet tym, którzy nigdy nie przekroczą granicy. Jej początki były skromne: wypad do Lwowa z przyjaciółkami, zwiedzanie ulubionych miejsc, miłe wspomnienia i ciepły ton, jakby opowiadała przyjaciółkom przy kawie. Wtedy jeszcze mówiła „byłam”, nie „jestem”, jakby nie była pewna, czy zostanie w roli twórczki. Ale już wtedy dawała do zrozumienia, że jej pasją jest odkrywanie – nie tylko miejsc, ale przede wszystkim sposobów, by do nich dotrzeć taniej, szybciej, mądrzej.

Z czasem jej podróż stała się systemem. Pierwsze duże skrzydła rozpostarła nad Kenią – tam pokazywała nie tylko safari i wioskę Masajów, ale też dawała porady przed wyjazdem, jakby była osobistym doradcą podróżnym dla każdego, kto ma ochotę na raj, ale nie chce za niego płacić fortuny. Jej podejście było proste: ciekawość bez przesady, porady praktyczne, a w tle lekko zdumiony ton, jakby ciągle odkrywała, że świat jest większy, niż myślała. Później były Egipt, Piramida Cheopsa, pociąg z Kairu do Luksoru – najdroższy w jej życiu, jak przyznawała z lekkim dramatyzmem – i coraz wyraźniej rysowała się strategia: pokazywać nie tylko piękno, ale też cenę, czas, trudności. Była jak koleżanka, która wraca z wakacji i nie opowiada tylko o rajskich plażach, ale też mówi, ile kosztowało wejście i czy warto.

Jej kanał przeszedł cichą metamorfozę: z serii krótkich wyjazdów z dziewczynami zrobiła się seria misji oszczędnościowych. To nie były już tylko wakacje – to był wyzwanie: czy można dostać się na Malediwy za 1500 zł? Okazuje się, że tak. Czy hotel za 600 zł może być dobry? Okazało się, że tak, i jeszcze z śniadaniem. W jej narracji tanie loty stały się heroiczne, a przesiadki – wygrane. Widać było, jak coraz bardziej wpaja się w rolę ekspercka: porównuje Stany i Kanadę przy wodospadzie Niagara, szuka najlepszej strony, ale nie narzuca – zostawia decyzję widzowi, jakby szanowała ich niezależność. Na Bali nocuje w bungalowie za 90 zł i śmieje się z jaszczurek, które nie pozwalają spać. W Laosie znajduje swój raj, a w Naddniestrzu – wraca do czasów ZSRR, jakby chodziło jej nie tylko o geografię, ale i historię, choćby kulinarnej.

Jednocześnie stopniowo zanikały elementy z początku jej ścieżki. Dziewczyny, które towarzyszyły jej we Lwowie, przestały się pojawiać. Nie było żadnego pożegnania, żadnego komentarza – po prostu zniknęły z kadru, jakby jej podróż stała się zbyt intensywna, zbyt osobista, by dzielić ją z kimkolwiek. Z czasem sama mówiła coraz rzadziej o towarzyszach, a częściej o sobie jednej – podróżującej, kombinującej, czasem chorującej (jak w jurcie nad Issyk-Kul), ale zawsze determinowanej. Jej świat stał się bardziej samotny, ale też bardziej skupiony – jakby przejęła rolę narratora, który nie tylko opowiada, ale i uczy.

Największym sukcesem kanału było nagranie o Jackowie – polskiej dzielnicy w Chicago. To był film, który nagle przeskoczył licznik: ponad 33 tysiące odsłon, daleko przed innymi. Widzowie chyba najlepiej reagowali na coś, co dotykało tożsamości – pytanie, czy Polacy jeszcze tam są, brzmiało jak echa emigracyjnej tęsknoty. To był szczyt, ale też punkt zwrotny: potem filmy z Azji, Malediwów, Nepal czy Barbados były ciekawe, ale nie osiągnęły takiego zasięgu. Może dlatego, że nie były już o „nas”, tylko o „tam” – o tym, co egzotyczne, a nie bliskie.

Widać też, jak jej tematy się zmieniały. Z ciepłych, zagranicznych wakacji przeszła do eksploracji nieznanego: nie tylko krajów, ale i ich kontrowersji. Pakistan, kraj, do którego leci za 1200 zł z Warszawy, nie był typowym kierunkiem turystycznym – a ona tam była, pokazując plaże, miasta, restauracje. W Brazylii wchodzi do faweli Rocinha – nie bez stresu, jak przyznaje – i nagrywa, mimo że coś „się udało”, a i tak widać, że to nie było łatwe. To były już nie tylko podróże, ale wyjścia poza komfort – nie dla sensacji, ale dla dokumentu.

W jej historii nie ma wielkich potknięć, ale widać zmęczenie. Powrót z Pakistanu to dwa dni podróży, przesiadki, lotniska, „trochę zmęczenia – ale też dużo emocji”. Słowa te brzmią jak podsumowanie całej przygody: nie zawsze wygodnie, ale zawsze coś się dzieje. Jej największymi filmami były te, które łączyły emocje z praktycznością – Malediwy za 1500 zł, Jackowo, wodospad Niagara. A najmniej oglądane – te z ostatnich miesięcy: Brazylię, Pakistan, Bułgarię – może dlatego, że były zbyt świeże, zbyt niszowe, zbyt rzetelne, by być viralowe.

Pojawia się też nowa postać: randka w Nepalu, o której wspomina tylko przelotnie, jakby nie chciała nadmiernie eksponować. Ale to jedyna osoba, której obecność jest zauważalna poza nią samą – i jedyna, która przetrwała kilka filmów. Reszta to anonimowi kelnerzy, przewodnicy, wioskowianie – ludzie tła, nie główni bohaterowie. Jej świat jest więc wciąż bardzo osobisty, a nawet samotniczy – podróżuje, ale nie buduje relacji, które mogłyby się rozwinąć w narrację.

W ostatnich filmach widać zmianę tonu. Wcześniej była pełna entuzjazmu – „Bóg błogosławi Wizzair!”, „polecam!”, „mega polecam!”. Teraz mówi spokojniej, bardziej opisowo. Nagrania z Brazylii są krótkie, bez ekscytacji, raczej z rezygnacją: „coś się udało nagrać, ale stresik był”. To nie jest już ta sama osoba, co rok wcześniej. Czasem brzmi to, jakby była zmęczona, jakby świat był zbyt duży, by go objąć kamerą.

A jednak wraca. Leci do krajów, które „nie istnieją”, eksperymentuje z metrem w Sofii, testuje ramen w Tokio, bento w Shinkansenie. Jej ciekawość nie zgasła – tylko przybrała inną formę. Z entuzjazmu zrobiła się cierpliwość. Z podróży – misja: pokazać, że świat jest dostępny, nawet jeśli nie masz pieniędzy. Że można być jedną, ale nie być samotną. Że warto iść – nawet jeśli trzeba przesiąść się trzy razy, zapłacić 40 zł za bilet na Maracanę albo stracić głos w kirgiskiej jurcie.

To historia kobiety, która nie potrzebuje wielkich słów, by opowiedzieć, że świat jest pełen drzwi – trzeba tylko wiedzieć, które otworzyć.