
Jerzy Ordon – podróżnik z niespokojną nogą
Jerzy Ordon nie jest typowym podróżnikiem, ale jak najbardziej jest podróżnikiem swojego typu. Jego historia zaczyna się w sercu Polski, gdzie miasteczka jak Sereczyn czy Łódź to nie tylko punkty na mapie, lecz miejsca, które odwiedza z sentymentem, jak stary znajomy, którego warto przytulić czasem na chwilę. Początkowo jego kamery wychwytywały lokalne barwy – Osadę Rybacką, osiedla niedaleko miast, polskie kurorty – jakby testował wodę, zanim rzuci się do morza. Jego pierwsze filmy były ciche, niemal prywatne, jakby rozmawiał z rodziną przez kamerę, wspominając wspólny wypoczynek, smak piwa, spokój nad jeziorem.
Z czasem, jednak, coś się zmieniło. Nie było to nagłe przebudzenie, raczej powolne przestawienie się na inny ryt. Kamery zaczęły wjeżdżać coraz dalej za horyzont – Wrocław, Zakopane, a potem już Bałkany, Włochy, Chorwacja. W 2019 roku pojawiło się miasto Latina we Włoszech, gdzie w 1986 roku Jerzy czekał na rozmowę wizową przed wyjazdem do USA – wspomnienie, które nagle otworzyło drzwi do autobiograficznego wątku. To było pierwsze wzmiankowanie wyjazdu za ocean, pierwszy cień nowej tożsamości: człowieka, który żył po obu stronach Atlantyku.
I rzeczywiście, w 2021 roku Jerzy pojawia się w USA – New Jersey, Long Beach, Atlantic City. Jego wnuczek Keith obchodzi 18 urodziny, a Jerzy jest przy tym, filmując, jakby dokumentując nie tylko podróże, ale i życie. Te filmy mają inny klimat – bardziej domowy, ciepły. Święta w Filadelfii, kolacja w średniowiecznym zamku, kasyna w Atlantic City – wszystko to jest pokazywane z lekkim humorem, jakby mówiąc: „Tak, to też jest podróż, nawet jeśli odbywa się po linii hazard i neonowe światła”.
Jego kanwa tematyczna stopniowo się otwiera – od polskich rejonów do całej Europy. Przez lata 2020–2023 Jerzy jeździ niemal bez przerwy: od Albanii po Hiszpanię, od Portugalii po Słowację. Szczytem popularności stają się jego filmy z Sarandy, Vlory, Faro – miasta nad morzem, pełne słońca, tanich hoteli, dobrego jedzenia. Widzowie odpowiadają: film z Sarandą ma ponad 14 tysięcy odsłon, Vlora – blisko 2400, Faro – ponad 3500. To jego chwile sławy, kiedy kanał rośnie, a Jerzy zaczyna mówić o „podróży po Europie samochodem”, jakby to był jego nowy dom – Subaru XV, który staje się stałym kompanem.
W 2022 roku pojawia się Polska – Bieszczady, Zawóz, Zakopane. To powrót, ale nie do przeszłości – to przeglądanie kraju przez nowe, dojrzalsze oczy. W 2023 roku znowu USA – Manhattan, Longwood Gardens, Ocean City. Wyjazdy za ocean nie są już wyjątkiem, lecz częścią cyklu. To nie jest emigracja, to raczej rytm: Europa – Ameryka – Europa, jak oddech.
Jego podróż nie jest luksusowa. Raczej tania, praktyczna, pełna nadmorskich miasteczek, uzdrowisk, parków narodowych. Lubuje się w miejscach, gdzie ludzie są mili, jedzenie tanie, a hotel można znaleźć za kilka euro. Ceni autentyczność – nie widzi potrzeby chwalić się luksusami, ale raczej dzieli się tym, co działa: jak dobrze się położyć nad Balatonem, jak cicho jest w Rożniawie, jak orzeźwiający może być kąpiel w jeziorze Krimml.
Z czasem zaczyna pojawiać się więcej filmów krótkich – #shorts – z tanecznymi chwilami w Ciechocinku, festynami w Łowiczu, plażami w Pobierowie. To zmiana tonu – nie tylko zwiedzanie, lecz radość z bycia wśród ludzi. Jego najpopularniejsze filmy to właśnie te z letnich miesięcy: „Pobierowo w Obiektywie” ma ponad 11 tysięcy wyświetleń, „Rijeka: idealne miejsce na plażowy wypoczynek” – ponad 3800. Ludzie patrzą, bo chcą wyobrazić sobie taki wypoczynek dla siebie.
W 2024 roku Jerzy wyjeżdża dalej – do Bałtyku, Mazur, a potem aż do Estonii, Łotwy, Finlandii. To nowa fala – kraje bałtyckie, które pokazuje z ciekawością, ale bez zawrotnych gestów. Film z Tallinna, Turku, Helsinek – to nie reportaż, lecz dziennik podróży z perspektywy kogoś, kto nie spieszy się, ale i nie traci czasu. A potem – niespodzianka: Ałmaty, Biszkek, Taszkent, Samarkanda. Azja Środkowa. To nie był plan – raczej improwizacja. Bazary, meczety, placki z mięsem, koncerty na placach UNESCO – wszystko to pokazuje z prostotą, ale i z podziwem.
Nie ma w jego filmach efektów specjalnych, głębokich refleksji, dramatycznych zwrotów akcji. Jest kamera, samochód, słońce, woda, jedzenie i ludzie. Jego największe sukcesy to właśnie te chwile, kiedy widzowie czują, że są z nim – w Sarandzie, na plaży w Rowach, przy stole w Łowiczu. Jego największe potknięcie? Może brak konsekwencji – filmy pojawiają się nierówno, opisy są czasem niekompletne, muzyka przypadkowa. Ale to nie szkodzi – Jerzy nie udaje profesjonalisty. Jest sobą.
Nie pojawiają się już dawni znajomi – żadnych przyjaciół z Wrocławia po 2019 roku, żadnych wspomnień o Polsce poza podróżą. Rodzina – wnuczek Keith – pojawia się tylko raz. Inni? Przepadli bez śladu. To nie jest kanał rodzinny, to nie jest kanał o ludziach. To kanał o miejscach i ruchu.
Jego najważniejsze tematy: wypoczynek, tanie wakacje, ciepłe kraje, miasta nad wodą, muzyka na żywo, lokale z lokalnym jedzeniem. Unika polityki, religii, dramatów. Pokazuje, jak pięknie jest być gdzieś – bez narracji, bez moralizowania. Jego najbardziej znany film – „Pobierowo w Obiektywie” – to nie spektakularne widowisko, lecz spacer, kawa, morze, dobre jedzenie. To jakby powiedział: „Nie musisz mieć miliona, by dobrze się czuć”.
W 2025 roku wyjeżdża do Kazachstanu, Kirgistanu, Uzbekistanu – to nie jest koniec, to raczej nowy początek. Ale potem – powrót. Do Polski, do Łodzi, do Piotrkowskiej, gdzie tłumy tańczą, a on filmuje. Jakby mówił: „Wszędzie byłem, ale tu też jest dobrze”.
Jego historia to nie bajka o wielkim sukcesie, ale opowieść o człowieku, który zdecydował, że nie przestanie się ruszać – ani fizycznie, ani duchowo – i pokazuje świat takim, jakim go widzi: ciepłym, pełnym kolorów, tanim i pięknym.
To historia człowieka, który nie przestał chodzić – bo wiedział, że jeśli stanie, przestanie żyć.