Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

JerzyKusmider

JerzyKusmider
3K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodakulturapolitykarodzinareligia

Jerzy Kuśmider

W świecie, gdzie kamera często służy za narzędzie narcyzmu, istnieje ktoś, kto traktuje ją jak dziennik morskiego kapitana — z należytą powagą, cieniem ironii i niezachwianym przekonaniem, że warto opowiadać o tym, co widzi, choćby tylko po to, by inni mogli spojrzeć za horyzont swoich codzienności. Jerzy Kuśmider to ten człowiek — żeglarz, podróżnik, obserwator życia polonijnej społeczności w Vancouver i jej rozproszonych morskich śladach. Nie szuka bycia gwiazdą, ale przypadkiem stał się archiwistą epoki — niejednej, ale kilku naraz: morskiej, emigracyjnej i osobistej.

Z Vancouver, Kanady, gdzie zamieszkał po wyjazdzie z Polski, prowadzi kanał YouTube, który z biegiem lat przekształcił się z prostego albumu rodinnego w encyklopedię morskich i kulturowych przygód. Jego jacht Varsovia, nazwany z dumą i nostalgią, stał się jego ruchomym domem, mikrokosmosem, z którego wypływa na zimne wody Alaski, by po kilku tygodniach powrócić do cieplejszych wód polonijnych spotkań, regat i wigilijnych pikników na śniegu. To on — Jerzy — zawsze w centrum kadru, choć nigdy nie w centrum uwagi; raczej obserwujący, rejestrujący, czasem komentujący, rzadko występujący.

Jego historia, zapisana w 251 filmach, to historia przemian. Początkowo skupiał się na podróży żeglarskich — najpierw tych własnych, po wodach północnozachodnim wybrzeżu, potem tych cudzych, ale bliskich sercu. Jego pierwsze filmy, z 2008 roku, to nieśmiałe kadry z rejsów do Princess Louisa Inlet, z falą emocji w głosie, gdy po raz pierwszy opowiada o polonijnych tratwach kotwiczących się w Bedwell Bay. Wtedy jeszcze nie wiedział, że stanie się koordynatorem nieformalnej morskiej dyplomacji. Ale już wtedy widać, że pasja jego nie kończy się na żaglach — interesują go ludzie, towarzystwo, kultura, historia.

Punkt zwrotny nadszedł w 2010 roku, gdy w Vancouver zawinął jacht Solanus, który pokonał Northwest Passage — jedno z najtrudniejszych żeglarskich wyzwań na świecie. Jerzy nie tylko powitał go na wodzie, ale stał się nieoficjalnym gospodarzem, kronikarzem i mostem między polską załogą a kanadyjską polonią. Jego seria filmów poświęconych pobytowi Solanusa — dziesięć odcinków, pełne oficjalnych ceremonii, pożegnań na Pathfinder III, spotkań z konserwatywnymi kompozytorami i konsulami — to dokument historyczny, którego nie nagrali bynajmniej profesjonaliści, ale który zachwyci sercem i rzetelnością. To właśnie wtedy jego kanał przestał być tylko o żeglarstwie — stał się o ludziach, którzy dzięki morzu i pamięci łączą dwa kontynenty.

Z czasem jego kamery zaczęły lądować w coraz to innych miejscach. Zaczęły opowiadać o Karibach, Tahiti, Patagonii, Kanarach, Afryce, Azji. Rejsy statkiem pasażerskim, które najpierw mogły się wydawać luksusem, stały się nową formą badania świata — z dystansem, ale też z ciekawością. Jego film o przejściu przez Kanał Sueski na pokładzie Sapphire Princess nie koncentruje się na luksusach statku, ale na krajobrazie pustyni, na brzegach, które się zmieniają. To nie typowy travelbloger, który chce pokazać, jak dobrze się ma — to ktoś, kto chce pokazać, jak świat faktycznie wygląda.

Jedne tematy stopniowo zanikły. Nie ma już nowych filmów o rejsach po wodach brytyjskocolumbijskich, jakby się nimi najadł. Zniknęły dawne polonijne regaty, które były początkiem jego dokumentacji, jakby przekazał tę flagę innym. Nie pojawiają się też dawni towarzysze rejsów — nikt już nie wspomina o Danielu Nogasie ani Bonieku Niemczyku, choć ich kadry zostały. Zamiast nich, coraz częściej pojawia się Elżbieta — jego żona, współorganizatorka pielgrzymek, kierowniczka grup, duchowa opiekunka wypraw. To ona staje się niegłośnym partnerem jego projektów, szczególnie gdy kierunek zmienia się z żeglarskiego na religijny.

Pielgrzymki do Ziemi Świętej, wyprawy do Meksyku, wizyty w Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe — to nowa era. Już nie tylko żegluje, ale wędruje, śpiewa pieśni, zapisuje msze święte, pokazuje, jak polscy emigranci szukają ducha w ciepłych krajach Ameryki. I znów — nie robi tego z patosem, ale z prostotą. Jego film o śpiewaniu La Guadalupana po polsku w autobusie to właśnie ten moment: niezgrabnie, serdecznie, z godnością. To nie dokumentacja kultu, to dokumentacja wspólnoty.

Największymi sukcesami jego twórczości są nie nagrody, ale liczby. Film o przepłynięciu Kanału Panamskiego na Coral Princess zgarnął ponad 70 tysięcy wyświetleń — to jego chwila triumfu technicznego, kadru i narracji. Ale prawdziwym szczytem okazał się film o Devil’s Pool przy wodospadach Wiktorii — ponad 220 tysięcy wyświetleń. To moment, w którym kanał Jerzego Kuśmidera wyszedł poza polonijne ramy, gdy ktoś spoza Vancouver zainteresował się jego perspektywą. A jednak on nie zmienił stylu. Nadal mówi po polsku, nadal komentuje z dystansem, nadal zapisuje to, co widzi, a nie to, co „powinno” być widziane.

Zaś największym niepowodzeniem nie jest brak popularności, ale cisza. Nie wszystkie filmy znalazły publiczność — wiele z nich ma kilkaset wyświetleń, niektóre poniżej trzechset. Ale on nadal je publikuje. Jakby wiedział, że kiedyś ktoś — może wnuk, może historyk — będzie chciał wiedzieć, jak wyglądało pożegnanie Solanusa w Vancouver, jak wyglądał Konwój Wolności w 2022 roku, czy jak się śpiewało polskie pieśni w Meksyku.

Wśród osób, które pojawiały się na jego kanałach, niektóre zniknęły: kapitan Radliński, który opłynął dwie Ameryki, został uhonorowany filmem o symbolicznym pogrzebie morskim w 2024 roku. To było zadanie poza ramy życia — zakończenie opowieści, której sam nie mógł dokończyć. Wymieniał się z Radlińskim gestami: Jerzy powitał go w Kanadzie, Radliński nie dożył powrotu do Polski. To pokazuje, jak bardzo Jerzy stał się częścią tej historii — nie tylko jej obserwatorem.

A gdyby trzeba było podsumować tę opowieść jednym zdaniem, brzmiałoby ono:
Jerzy Kuśmider to człowiek, który nie chciał być herosem, ale został kronikarzem — nie morza, ale ludzi, którzy przez morze próbują pozostać sobą.