Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Joanna Strózik

Joanna Strózik
15K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodakulturapodróże

Joanna Strózik: Życie na antypodach, między malinami a kangurami

Joanna Strózik to kobieta, która zdecydowała się na życie daleko od domu, tam, gdzie słońce świeci intensywniej, a kulturowy szok czasem przychodzi w formie kanapki z mięsem z kangura. Od 2014 roku mieszka w Melbourne, co stopniowo przekształciło się w centralny punkt jej codzienności, opowieści i nowej tożsamości. Jej kanał na YouTube to nie tyle podróżniczy dziennik, co delikatna, lekko sardoniczna, ale szczera mapa emocjonalna życia Polki na drugim końcu świata. Melbourne, z jego uliczkami pokrytymi graffiti, kawiarniami i nieprzewidywalną pogodą, stało się dla niej miejscem, które najpierw zaskoczyło, potem przytuliło, a w końcu stało się tłem dla jej osobistej ewolucji.

Przed wyjazdem do Australii, choć szczegóły tego okresu nie są wyraźnie określone, można założyć, że Joanna przeszła typowy dla wielu Polaków tor emigracyjny — zapewne studia, może krótkie doświadczenie zawodowe, a potem decyzja o wyjeździe, którą wielokrotnie komentowała jako coś, co wydawało się marzeniem, ale szybko stało się codziennością. Jej pierwsze filmy z 2018 roku to niemal podręcznik dla kogoś, kto myśli o przeprowadzce: „Mity o Australii”, „Życie w Australii – ile kosztuje”, „Plusy życia w Australii” — to serca, które miały uspokoić obawy i rozjaśnić niepewność. Wtedy jeszcze mówiła o Australii jak o miejscu, które warto poznać, ale z rezerwą, jak o kochanku, którego nie do końca się rozumie.

W miarę jak mijały miesiące, a potem lata, ton jej narracji się zmieniał. Z entuzjazmu turystki przeszła do postawy doświadczonej mieszkanki, która potrafi z powagą powiedzieć, że „Australia to nie raj”, ale zarazem z uśmiechem doda, że za coś tu trzyma. Film „Prawda o życiu w Australii” z listopada 2018 roku był przełomem — to moment, w którym Joanna przestała robić tylko „plusy” i zaczęła mówić o tym, co wkurza, co dziwi i co boli. Ceny za maliny za 200 zł? Tak, to rzeczywistość. Szok kulturowy? Już nie tylko z Australii, ale i z Polski, jak pokazała trzy lata później, wracając i odczuwając „odwrotny szok” w rodnych stronach.

Jej droga nie była linią prostą. Pojawiły się wakacje w Korei, raczej przypadkowe niż systematyczne — seria filmów z Seulu, w tym „Zgubiłam się w Seulu” czy „Boże Narodzenie w Korei”, sugeruje, że to podróż z miłością, bo wśród gości pojawił się Koreańczyk, z którym dzieliła czas, rozmowy i próby wymówienia polskich słów. Związek ten stał się tematem rozmowy z Kasią z kanału „Polki w Korei”, a także odcinka o koreańskich chłopcach, gdzie Joanna zapytała, czy Koreańczycy są romantyczni, czy patriarchalni, czy zazdroszczą o imię Polki. To były chwile, gdy kanał wyraźnie wykroczył poza granice Australii, ale i tak szybko wrócił do Melbourne, jakby to ono było jedynym, co trwa.

W 2019 roku doszło do kolejnego przewrotu: „Wyjeżdżam z Australii”. Film ten wywołał niepokój — czy kanał się kończy? Ale Joanna szybko wyjaśniła, że to tylko przerwa, choć krótko po tym zdarzył się lot z wypadkiem — incydent z Qatar Airways, o którym opowiedziała z charakterystyczną dla siebie mieszanką powagi i lekkiego przesady. Wróciła, by kontynuować życie w Australii, ale już nie tylko jako emigrantka, lecz jako osoba, która zaczęła się w niej odnajdywać. Porządkowała mieszkanie, wyrzucała ubrania, filmowała się w vlogach, które były coraz bardziej przypadkowe, codzienne, mniej „poradnikowe”, bardziej ludzkie.

Pandemia nie ominęła Joanny — kanał odnotował tematy z czasów kwarantanny, lockdownów, a nawet jej własnej choroby. Film „Mam koronawirusa – nie clickbait” z 2020 roku to jedno z najbardziej osobistych wyznań — bez przesady, bez histerii, z humorem, ale i z prawdą. Opowiedziała o objawach, o izolacji, o systemie zdrowia, który, jak się okazało, działa. Później była już nie tylko narratorką, ale kimś, kto pokonał strach, lockdown, a nawet wylądował w szpitalu — wszystko z kamerą w ręku.

Jej kanał nie ogranicza się do Polski i Australii — pojawiły się tematy takie jak australijskie sprawy kryminalne (sprawa Chamberlainów, zaginięcie Lyn Dawson), teorie spiskowe, dziwne prawa, a nawet morderstwa na Alaska Highway. To nie było przypadkowe — to była Joanna, która przestała być tylko „Polką w Australii” i zaczęła być osobą z głosem, ciekawością i potrzebą dzielenia się historiami, które wykraczają poza jej własną skórę.

Tematy, które zniknęły, to przede wszystkim te najpierwotniejsze — „jak wyjechać do Australii”, „jak wygląda airport”, „czy są pająki”. Z czasem przestała być przewodnikiem dla nowicjuszy i stała się kimś, kto pyta: „a co w Polsce jest lepsze?”, „co mnie wkurza?”, „jak zmieniła mnie Australia?”. Zniknęli też goście — oprócz Doroty z „jaknajwiecej.pl” i Kasi z „Polki w Korei” — reszta pojawiła się raz i odeszła bez komentarza. Koreańczyk przestał się pojawiać, a pytania o związek z nim też przestały padać.

Jej największe sukcesy to filmy, które wystrzeliły w popularność: „Czego zazdroszczą Polakom Australijczycy” zebrało ponad 200 tysięcy wyświetleń, „Ceny w Australii – 200 zł za maliny” i „Prawda o życiu w Australii” również przekroczyły 100 tysięcy. To były te, które trafiły w sedno — nie tylko do Polaków marzących o wyjeździe, ale do tych, którzy już wyjechali i szukali potwierdzenia, że nie są sami w swoich emocjach.

Były też potknięcia — film o kwarantannie z 2020 roku opublikowany tuż przed nowymi zasadami, co sprawiło, że część informacji była nieaktualna w chwili premiery. Nie było to niepowodzenie, ale raczej ludzki błąd, który w kontekście jej stylu — autentycznego i spontanicznego — tylko dodawało wiarygodności.

Tematy, których unika — religia, polityka w Polsce, głębokie analizy kulturowe — nie są przez nią pomijane, ale potraktowane z dystansem. Gdy mówi o wyborach, to o procedurze, nie o kandydatach. Gdy o Aborygenach, to z szacunkiem, ale bez wchodzenia w kontrowersje. Gdy o LGBT, to pyta, czy jest naprawdę kolorowo — ale nie rości sobie prawa do decydowania.

Jej największe filmy to te, które potrafiły połączyć informację z emocją: „Wyjeżdżam z Australii”, „Mam koronawirusa”, „Wyprowadzam się z Melbourne” — to były momenty, gdy jej życie i kanał się spotykały w jednym punkcie. W 2021 roku, po siedmiu latach, opuściła Melbourne i przeniosła się do Canberry. Powody? Spokój, przestrzeń, obietnica nowego początku. To był kolejny turn — z metropolii sztuki i ulicznego życia do stolicy, która symbolizuje raczej funkcjonalność niż klimat.

Od tamtej pory opowiada o innych rzeczach: australijskie IKEA, gotowanie koreańskie, różowe jeziora, szczyty gór — ale także o tym, co się nie zmieniło: jej ciekawość, sposób bycia, ton, który brzmi jak rozmowa z przyjaciółką, która po prostu mieszka dalej.

Joanna Strózik to opowieść o tym, jak można żyć między kulturami, nie tracąc siebie, a jednocześnie nie udając, że wszystko jest idealne — i właśnie dlatego jej historia brzmi tak wiarygodnie.