Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

kaj MY som?!

kaj MY som?!
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodakulturajedzenievanlife

Kaj MY som?! – opowieść o Bałkanach, kawie i psie imieniem Juta

Sonia i Jarek to para, która zamiast ugrzęźć w zgiełku śląskiego miasta, postanowiła rzucić kości i przenieść się na południe Europy – w cieplejsze, słoneczniejsze, choć nieco bardziej wymykające się przewidywalności zakątki. Ich przystanią stał się fragment południowej Bułgarii, a dokładniej – Simeonowgrad, miasteczko, które z pozoru mogłoby się zmieścić na jednej stronie atlasu, gdyby nie to, że wypełniło się teraz ich życiem. Tam, wśród romskiej społeczności, w mieszkaniu, które z daleka nie wygląda jak typowy dom ekspata z Polski, zaczęła się przygoda z kanałem kaj MY som?! – pytaniem, które brzmi jak słoweńskie, ale jednocześnie jak zabawne zgrzytnięcie języka – i jakby mówi: „Gdzie, u diabła, jesteśmy?”

Zanim dotarli do Bałkanów, Sonia na co dzień nauczała angielskiego, a Jarek zajmował się ubezpieczeniami – dwa zawody, które dobrze pasują do życia w Polsce, ale zdecydowanie mniej do życia wśród owiec i tureckich przypraw. Jednak obydwoje mieli coś, co w końcu zdecydowało o kierunku ich życia: potrzebę zmiany, a przede wszystkim chęć pokazania, że emigracja nie musi być traktowana jak wyjście na pustynię. Może być po prostu – codziennością z humorem, małym psem i mnóstwem pytań, na które trzeba odpowiadać razem z widzami.

Ich historia zaczęła się oficjalnie w lipcu 2025 roku, gdy na YouTube pojawił się pierwszy film – prosty przekaz o dziesięciu słowach w bułgarskim, które mogą uratować życie przy policyjnym zatrzymaniu czy w restauracji. Brzmiało to jak krótki przewodnik dla nowicjuszy, ale już wtedy było widać, że chodzi im nie tylko o informacje, ale o sposób ich podania – z przymrużeniem oka, z odrobiną nostalgii za świętojańskimi chodnikami i starannie utrzymanymi sklepami zoologicznymi, których brakiem natychmiast się zamykali. Już w drugim filmie, o zakupowym szale w Edirne – tureckim mieście tuż za granicą – pokazali, że ich kanał nie będzie tylko o przeprowadzce, ale o życiu: o tym, jak zaoszczędzić 20 złotych na mydłach, jak ugryźć baklawę, nie tracąc przy tym wiary w lepszy klimat, i jak poruszać się po świecie, gdy masz psa i nie chcesz tracić czasu na szukanie miejsc dog-friendly.

Juta, ich czworonoga towarzyszka, szybko stała się trzecim członkiem zespołu – nie tyle bohaterką, co naturalną częścią narracji. Jej imię brzmi jak dźwięk z bałkańskiego epickiego wiersza, a jej obecność zmieniała każdy spacer po romskiej dzielnicy w mini-dokument. Właśnie w Simeonowgradzie Sonia i Jarek przeprowadzili się do mieszkania, które wcześniej mogło trafić na śmietnik – i Sonia, zamiast się poddać, uratowała z niego meblościankę, którą przeobraziła w arcydzieło renowacji. Ten gest był jak metafora całego ich podejścia: nie bij się z rzeczywistością, tylko spróbuj ją przeformować. I tak, krok po kroku, zaczęli pokazywać, że życie w miejscu, gdzie internet przychodzi po sześciu tygodniach, a dzieci idą do szkoły w budynku, który wygląda jak z lat 70., może być jednocześnie frustrujące i piękne.

Ich kanał szybko przekształcał się z prostych poradników w dziennik codzienności: przygotowanie kawy metodą drip V60 z ziaren od mistrzyni Brewers Cup, spacer nad rzeką w grudniowy wieczór, wizyta w kinie IMAX w Płowdiwie czy rozmowa z pasterzem na motocyklu na Krecie. Ale nie zabrakło też momentów, gdy świat Bałkanów ich przegryzł – jak kiedy brakowało internetu przez miesiące, a oni tłumaczyli to widzom w aktualizacjach, które brzmiały jak listy z frontu. „Bałkany rządzą się swoimi prawami” – mówili, i to nie brzmiało jak skarga, tylko jak doświadczenie, które warto opowiedzieć.

W ich życiu nie ma miejsca na luksusowe mieszkania w centrum Sofii ani na luksusowe wypady. Zamiast tego – zakupy w Edirne, gdzie kilogram ryżu kosztuje 5 zł, spacer po romskim miasteczku, w którym piesek Juta znajduje coś podejrzanego na wysypisku, i spokojne poranne kawy na plaży pod Olimpem, gdy jadą do Aten promem, bo chcą zobaczyć, jak to jest być turystami, choć sami są emigrantami. Ich sukcesy nie są liczbowe – nie chodzi o milion subskrybentów, ale o to, że ich film o zakupach w Turcji zbierał ponad 11 tysięcy odsłon, bo ludzie chcieli wiedzieć, czy naprawdę warto jeździć po mydła. A ich największe potknięcie? Być może to, że czasem znikali z ekranów na dwa tygodnie, bo po prostu nie mieli dostępu do sieci – ale i to zamienili w odcinek, w którym pokazali, że nie ma tragedii, jeśli świat chwilecznie się zatrzyma.

Ich historia zmieniła się radykalnie, gdy postanowili poruszać nie tylko „plusy”, ale i „minesy” bułgarskiej prowincji. Film o mafii, korupcji, biedzie i życiu wśród Romów – jeden z najbardziej szczerych, jakie zrobili – pokazał, że nie chcą robić turystycznego foliału. Pokazują to, co widać: że nie wszystko tu działa jak w Polsce, że granica między pięknem a chaosem jest cienka, a bezpieczeństwo nie jest dane tylko dlatego, że słońce świeci 300 dni w roku. Ale nie robią tego po to, by zrazić, tylko by przygotować.

Z czasem Sonia zaczęła dzielić się tanimi przepisami z bułgarskiej kuchni – ajranem, czuszkami, soczewicą – a Jarek pokazywał, jak parzyć kawę w warunkach, w których budynek może nie mieć stabilnego prądu. Ich filmy o promach do Krecy – z dziesięcioma wersjami tego samego poradnika – stały się mini-serią, bo widzowie chcieli wiedzieć, jak tanio, bez stresu i z psem dostać się na grecką wyspę. A oni odpowiadali krok po kroku, nie bojąc się powtarzać, bo wiedzieli, że każdy etap podróży może być trudny.

W ich świecie przestała istnieć potrzeba wyrafinowanych zdjęć – zamiast tego mają autentyczność: klatki z drogi przez zimową Słowację, scenki z remontu, w których Jarek śpiewa, gdy szlifierka stoi, albo zabawne chwile, gdy sklep w Edirne ich wyrzuca, bo kręcą film. Ich najważniejsi towarzysze to nie gwiazdy, ale Romowie, tureccy sprzedawcy, greccy wędkarze i kibelek w Atenach, który nie ma spłuczki. A osoby, które przestały się pojawiać? Trudno powiedzieć – bo właściwie nikt nie pojawia się często, oprócz nich trzech: Sonia, Jarek i Juta.

Ich największe sukcesy to nie liczby, ale to, że ludzie piszą w komentarzach: „Pomogliście mi się zdecydować”. A największe niepowodzenie? Być może to, że ich film o awarii prysznica w sobotę wieczorem nie miał takich odsłon jak poradnik o kawie – choć był równie ważny.

Ich najpopularniejsze filmy to właśnie te, które łączą urok i trud – spacer po romskim miasteczku, zakupy w Edirne, czy opowieść o mafii i biedzie. A te mniej popularne? Często najbardziej szczere – jak opowieść o karaluchach czy kotach w Bułgarii. Bo oni nie wykluczają tematów. Wręcz przeciwnie – pokazują życie w całym jego zakresie, od pięknych zachodów słońca na Krecie po brudne klatki schodowe w Simeonowgrad.

Historia Soni, Jarka i Juty to nie bajka o ucieczce od zimy. To opowieść o tym, jak życie za granicą może być jednoczesnym doświadczeniem frustracji i spełnienia. O tym, że da się mieszkać tanio, ale nie zawsze wygodnie. O tym, że można mieć internet, ale nie mieć zaufania do lokalnych służb. I o tym, że czasem najlepszy obiad to turecki ryżyk z małej knajpy, a najlepszym festiwalem – Dzień Harmana, który nikt w Polsce nie zna, a który oni pokazali z humorem i szacunkiem.

To historia o tym, jak można żyć inaczej – nie na wyższych szczeblach, ale na własnych zasadach, z psem, kawą i kamerą w plecaku.