
Kamil – podróżnik, który nie umiał usiedzieć w miejscu
Od zawsze miał w nosie zapach lotniska i w kieszeni zawsze znajdował się paszport z co najmniej jednym wizą – taki był Kamil, twórca kanału In Travel, człowiek, którego życie zdawało się składać się wyłącznie z kolejnych przesiadek, pogodowych kontrastów i niecodziennych doświadczeń. Jego opowieść zaczyna się w Polsce, gdzie jeszcze przed pierwszym vlogiem żył jak każdy inny chłopak z Krakowa – z tą różnicą, że w wolnych chwilach zamiast siedzieć przed telewizorem, planował wyprawy do miejsc, które dla większości z nas istnieją tylko na mapach czy w dokumentach TVP. Jego pierwszy film, nagrany w 2016 roku, był nieśmiały, pełen uśmiechu i lekko niezgrabnego opisu siebie, ale niosący jedną wyraźną myśl: nie mogę, nie chcę, a przede wszystkim nie umiem nie podróżować. To uzależnienie, jak sam napisał w opisie kanału, było jego najmroczniejszą cechą – ale też tą, która stała się jego siłą.
Początkowo jego kamery nie uciekały z domu – wręcz przeciwnie, spoglądała na niego z wnętrza. Jego pierwsze filmy to mieszanka vlogów z Japonii, street foodu z Egiptu i przygód z hodowlą egzotycznych zwierząt. Były to lata, gdy jego pasja do zwierząt równie mocno rządziła kanałem, jak chęć pokazania świata. W 2017 roku eksperymentował z różnymi tematami: od eksperymentów na Politechnice Krakowskiej, przez wizyty w Dubaju, po kuriozalne sytuacje, jak spalenie fotela gamingowego czy zawarcie się. Był humanitarny, ale też lekko sarkastyczny – opowiadał o świecie z nutą humoru, którą nie dało się przepisać z żadnego poradnika wideo.
W tym czasie pojawił się Ziemniak, jego przyjaciel i partner w wielu wyprawach – wspólne wizyty w laboratoriach, rozmowy o podróży, wspólne eksperymenty. Byli jak duet z sitcomu – tylko że zamiast kuchni i kanapy, mieli za kulisami zamek w Dubaju, pustynię czy trzydniowe loty do Azji. Ziemniak pojawiał się regularnie, aż nagle – jak to często bywa w życiu – jego obecność zaczęła się rzadzieć. Nie było pożegnania, nie było komentarza. Po prostu zniknął, zostawiając po sobie tylko wspomnienia i kilka linków do jego kanału, które Kamil za każdym razem dodawał z przyzwyczajenia. To samo spotkało Joyce, która odwiedziła Kamila w jednym z wczesnych vlogów, a potem jakby zapadła się pod ziemię.
Ale świat Kamila to nie tylko ludzie – to też miejsca, które go zmieniały. Dubaj stał się dla niego drugim domem, miejscem, które odwiedzał ponad dwadzieścia razy. Tam filmował najdroższe apartamenty, lądował helikopterami, wynajmował lamborghini za 400 zł, jeździł buggy po pustyni i mówił o tym miastem jak o kumplu, którego zna aż za dobrze. Z czasem jego kamera przestała pokazywać tylko luksus – zaczęła też podnosić pytania. O prostytucję w Tajlandii, niewolnictwo na plantacjach herbaty w Sri Lance, o karne praktyki w plemionach Etiopii. Jego styl zmienił się delikatnie – z lżejszego vloggera stał się reporterem z duszą podróżnika, który nie boi się patrzeć w oczy ciemnym zakątkom świata.
Jego największe sukcesy były zawsze nieoczekiwane. Film o czarnej wdowie przyciągnął prawie dwa i pół miliona odsłuchań – więcej niż wszystkie jego poprzednie filmy razem. Ludzie chcieli wiedzieć o niebezpiecznych zwierzętach, a on, jak dobry gospodarz, wprowadzał ich prosto do klatki z pumą czy lwem. Jego seria „Ciekawostki o hodowli… w domu” stała się mini-empirem – od agam po sokoły, od kapybar po anakondy. Każdy odcinek nasycony był żartem, który brzmiał mniej więcej tak: nie rób tego w domu, ale jeśli już musisz – to tak. W 2019 roku film o jedzeniu najobrzydliwszej potrawy świata, a potem w 2022 roku film „Nie odpowiesz – musisz to zjeść”, pokazały, że jego poczucie humoru nie schło – wręcz przeciwnie, trafiło w idealny moment, gdy widzowie chcieli nie tylko widzieć świat, ale też się z nim śmiać.
Jednak nie wszystko szło po jego myśli. Lata 2023–2025 to okres, w którym jego popularność nieco opadła. Filmy o najniebezpieczniejszych miejscach świata, o Koreańskiej Północy, czy o granicy między Koreami miały po kilka tysięcy odsłuchań – nic w porównaniu z poprzednimi hitami. Można by powiedzieć, że świat zmęczył się sensacjami, albo że Kamil po prostu zaczął mówić o rzeczach, które były zbyt ciężkie, zbyt skomplikowane, by dać się spakować w siedemnaście minut vloga. A może po prostu jego styl, który kiedyś był świeżym powiewem, stał się szablonem – zwierzęta, luksus, ekstremalne doświadczenia, powtarzalne tytuły. Ale on nadal jechał dalej – do Kenii, do Etiopii, do Laosu, do Singapuru, do Rosji, gdzie – mimo sankcji i trudności – pokazywał życie zwykłych ludzi, zapraszał do ich mieszkań i mówił o tym, co rzeczywiście się liczy.
Jego najbliżsi współpracownicy byli różni. Sławek, szkoleniowiec psów, pojawił się kilkukrotnie przy tematach związanymi z psami – spokojny, rzeczowy, przyziemny, jak przeciwwaga do własnej ekscentryczności Kamila. Esel, jego kumpel i producent muzyczny, dostarczał mu intro do filmów z Dubaju – jego muzyka stała się nieświadomym sygnałem: teraz będzie luksus, teraz będzie ekstremalnie, ale z humorem. A potem – od 2023 roku – pojawił się Odi, mały lemur, który nie tylko gościł u Kamila, ale nawet został operatorem kamery. Ten absurd, ujęty poważnie, stał się jednym z najsympatyczniejszych momentów jego later career.
Największe potknięcia? Pewnie to, że czasem przesadzał. Film o „najniebezpieczniejszym miejscu świata” z 2018 roku, który okazał się banalnym miastem w Azji, czy film o „najdroższym zegarku świata”, który w rzeczywistości był tylko drogim egzemplarzem kolekcjonerskim – to momenty, gdy granica między edukacją a spektaklem była zbyt cienka. Ale Kamil nigdy nie udawał eksperta. Być może dlatego jego widzowie mu wybaczały.
Oglądalność jego filmów wahała się jak monety na rynku walutowym. Najpopularniejsze to „Czarna wdowa – śmiertelnie niebezpieczna” (2,47 mln), „Nie odpowiesz – musisz to zjeść” (1,44 mln), „Najdroższy apartament w Dubaju” (1,17 mln) czy „Ciekawostki o hodowli lwa w domu” (1,2 mln). To te, które trafiły w punkt – kombinacja szokującego tematu, lekkiego tonu i perfekcyjnie wyreżyserowanej narracji.
Z czasem jego kamera przestała kręcić się tylko wokół luksusu – zaczęła patrzeć na rzeczywistość. W Etiopii pokazywał, jak kobiety są okaleczane przez tradycję, w Gambii pokazywał, jak ludzie jedzą mięso okryte muchami, w Hongkongu pokazywał, jak życie w blokach przypomina turniej przetrwania. Ale nie był apokaliptyczny – był obiektywny. A potem, jakby chciał się od tego uwolnić, wracał do japońskich sushi, do testów przekąsek z Korei, do wypraw z ekipą Bungee – bo wiedział, że podróż to nie tylko cierpienie, ale też przyjemność, śmiech, eksperyment.
Przez lata mieszkał wszędzie i nigdzie – wydawał się nie mieć stałego adresu, choć wiele wskazuje, że nadal – przynajmniej oficjalnie – przebywał w Polsce. Ale jego kalendarz był zapisany na lata do przodu: od sezonu zimowego w Alpach, przez letni wypoczynek w Grecji, po zimowanie w Egipcie, gdzie – jak sam mówił – można kupić mieszkanie za cenę samochodu w Polsce.
A potem, w 2025 roku, zaczął mówić o Rosji. O życiu za sankcjami, o tym, jak zwykli ludzie funkcjonują w świecie, który ich blokuje. To było jego najcichsze, ale też najważniejsze podejście – nie z ekscytacją, nie z sensacją, tylko z empatią.
Kamil – In Travel – to historia człowieka, który uciekł od rutyny, by odkrywać świat, ale którego największym odkryciem okazało się to, że najciekawsze historie nie zawsze są najpiękniejsze.