
Karol Mątewski – człowiek, który znalazł życie na Kanarach
Karol Mątewski to nie tylko imię pod kanałem LaVidaLoca, to nazwisko wpisane w cichą, lecz upartą historię jednej z tych decyzji życiowych, które wyglądają z daleka jak impuls, a w rzeczywistości są ułożone z drobnych, uporczywych marzeń. Gdzieś pomiędzy chwilą, gdy postanowił założyć kanał, a momentem, gdy zaczął nazywać się LaVidaLoca, Karol przeszedł niepostrzeżenie z roli kogoś, kto opowiada o życiu, w kogoś, kto to życie po prostu żyje — i robi to z miną człowieka, który w końcu znalazł się tam, gdzie chciał.
Założył kanał w czerwcu 2015 roku, a już pierwszy film mówił wprost: chodzi mu o świat wysp Kanaryjskich, ale przede wszystkim o to, by się przedstawić. Nie był jeszcze osobą publiczną, nie miał stylu, nie miał nawet stabilnego internetu — jeden z jego najwcześniejszych filmów to krótki komunikat o tym, że nie udało się go podłączyć, więc tymczasem oglądajcie ocean. I był to właśnie początek: nie perfekcyjny, nie spektakularny, ale szczery, z charakterem człowieka, który raczej pokaże falę niż skryje problem. Mieszkał wtedy w Maspalomas na Gran Canarii, a jego pierwsze filmy były jak listy otwarte do przyjaciół: tu jestem, to robię, to czuję, czasem mam afro, ale serio, czuję się szczęśliwy.
Gdy pierwsze miesiące na Kanarach się zakleiły, Karol nie rezygnował z dzielenia się tym, co go najbardziej poruszało. Mówił o szczęściu, o tęsknocie za Polską, o tym, że nie da się być szczęśliwym tylko dlatego, że ma się słońce nad głową. Miał przy tym sposób bycia, który przypominał nieco dokumentalny styl Makłowicza — nie dlatego, że naśladował, ale dlatego, że też mówił spokojnie, z humorem i lekkim przekąsem, jak ktoś, kto wie, że życie to nie tylko widoki, ale i opowieści za nimi. Wkrótce okazało się, że oprócz słów, ma w sobie pasję do pokazywania, a więc zaczął układać filmy o miejscach: o pięknych Dunas de Maspalomas, o deszczach, które turysta nienawidzi, a miejscowy wie, że to tylko przerwa, nie koniec świata.
W listopadzie 2015 roku po raz pierwszy poruszył temat swojej pracy — okazało się, że zarabia jako aktor animacji, bierze udział w castingach, które — jak sam mówił — napędzają jego motorki. To było ważne ujawnienie, bo zdradzało, że to, co robi na Kanarach, to nie ucieczka, ale wybór zawodowy, wymagający działania. Nie siedział w kącie, nie czekał na cud — pracował, podróżował, filmował, a nawet wyjeżdżał do Bieszczad, by zimą opowiedzieć o połoninach, żubrach i Tarnicy, najwyższym szczycie polskich Bieszczad. Wtedy jeszcze Daria często się pojawiała, raz jako towarzyszka w geocachingu, raz jako uczestniczka wyprawy w góry. Była obecna, a potem stopniowo zniknęła z kadrów, jakby życie na bieżąco postanowiło nie komentować zmian, tylko je po prostu wprowadzić.
Przełom nastąpił w końcu 2015 roku, gdy Karol opublikował film o efektywnej nauce języka obcego — jego metody, oparte na aktywnym słuchaniu i systematyczności, wzbudziły tyle zainteresowania, że film zdobył ponad 18 tysięcy odsłon, stając się jego najpopularniejszym materiałem. To był pierwszy raz, gdy kanał przestał być tylko turystycznym dziennikiem i zaczął przemawiać do ludzi myślących o rozwoju. Ale Karol nie chciał tego rozwijać — w kwietniu 2016 roku oświadczył, że od tej pory kanał będzie wyłącznie podróżniczy, a filozofia życia LaVidaLoca zostanie poza kadrem. Zniknęły też filmy o metodach uczenia się, o pracy, o zasadach szczęścia. Zamiast tego zaczęły się cykle: o pogodzie na Kanarach według pór roku, o najpiękniejszych plażach, o lokalnych zwyczajach.
Największy skok popularności przyszedł w marcu 2016 roku, gdy opublikował film o zimowej pogodzie na Wyspach Kanaryjskich — osiemnaście tysięcy osób dziennie oglądało go przez kilka dni. Film zdobył ponad 35 tysięcy odsłon, stając się jego rekordem. Zrobił to w prosty sposób: pokazał dane, pogodę, krajobraz — nic więcej, ale z takim spokojem i pewnością, że przekonał. To był początek serii, która trwała latem, wiosną, jesienią — cykl stał się jego wizytówką. Ludzie szukali „pogoda Kanaryjskie zima” i trafiali do niego. Karol nie był gwiazdą, ale stał się punktem odniesienia.
Jego relacje z innymi podróżnikami były rzadkie, ale znaczące. Przeprowadził wywiad z Michałem Grześkowiakiem, poliglotą i coachem — rozmowa była jedynym filmem tego typu, ale pokazała, że Karol szanuje ludzi, którzy rozwijają się głęboko. Wkrótce potem zaczął serię „VlogzKanarów”, która była bardziej dynamiczna, bardziej podróżnicza. Razem z Darią objechał Lanzarote, La Graciosa, Teneryfę, La Gomerę, La Palma. Pokazywał nie tylko muzea i plaże, ale też tajemnicze języki gwizdane, opuszczone miasta, parki narodowe i tradycyjne walki Lucha Canaria. Jego sposób bycia nie zmienił się — wciąż mówił spokojnie, wciąż proponował napisy po polsku i hiszpańsku, wciąż kończył film zdaniem: „po napisach afterscena”.
Ale czas płynął, a filmy stawały się rzadsze. Po 2017 roku przerwa trwała ponad trzy lata. Gdy wrócił, opowiadał już tylko o La Palmie — o wulkanach, o Roque de los Muchachos, o spacerach w górach. Jego kamera była nadal stabilna, głos — spokojny, ale wyczuć można było, że to już nie jest ten sam chłopak, co w 2015 roku. Mniej emocji, więcej refleksji. Zniknęli ludzie, którzy się pojawiali — Daria, Michał, przypadkowi znajomi. Został tylko on i kamery. A potem, w 2022 roku, po ostatnim odcinku serii VlogzKanarów, ogłosił, że wraca na Gran Canarię. Dziękował za obejrzenie. I to był koniec.
Największym sukcesem Karola była nie liczba subskrypcji, ale to, że stał się żyjącym przykładem życia zgodnie z zasadą „La Vida Loca” — nie szaleństwa, ale życia intensywnie, świadomie, nieco inaczej. Jego największym potknięciem było być może właśnie to, że zaangażował się w tak wiele — kultura, język, podróż, filozofia — a potem nagle zaczął odchodzić od jednego, by skupić się na drugim. Tematy, które zniknęły, to nie tylko nauka języka czy filozofia, ale także ludzie — ich obecność, a potem milczenie. Nie mówił o rozstaniach, nie tłumaczył, nie żegnał — po prostu przestali się pojawiać.
Jego filmy o największej oglądalności to „Pogoda - Wyspy Kanaryjskie zimą!” (ponad 35 tys.), „Jak efektywnie uczyć się języka obcego” (ponad 18 tys.), „Niebezpiecznie w Egipcie!” (ponad 10 tys.) — wszystkie z pierwszego, najbardziej intensywnego okresu twórczości. Potem liczby spadły, ale nie dlatego, że stracił formę — raczej dlatego, że świat, który stworzył, stał się bardziej prywatny.
Karol Mątewski to historia człowieka, który wyjechał, by zobaczyć świat, a został, by żyć — nie głośno, nie dramatycznie, ale spokojnie, z kamerą w ręku i uśmiechem w głosie, jak ktoś, kto wie, że życie nie musi być wielkie, żeby było własne.