Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Karolina Tuszyńska

Karolina Tuszyńska
50K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodaprzyrodasport

Karolina Tuszyńska – opowieść o górach, szlakach i granicach

Karolina Tuszyńska to osoba, której życie zdaje się toczyć się po ścieżce, którą sami wybieramy, gdy chcemy naprawdę coś zobaczyć – nie tylko krajobraz, ale granice własnych możliwości. Jej historia to nie tyle podróż po świecie, ile wędrówka przez niepewność, zmiany i coraz wyższe szczyty, zarówno geograficzne, jak i osobiste. Początkowo nawet nie była górniczką w sercu – jej pierwsze kroki na kanale wskazywały raczej na miasto, świat z cegieł i sztucznych świateł. Melbourne, a potem Perth w Australii, były początkowo jej nowym domem, miejscem pracy i eksperymentu życiowego. Przyjechała tam w 2020 roku na wizę sponsorowaną 482, pracując w branży badań klinicznych, i nie po to, by uciec od zimna, ale by zrozumieć, ile kosztuje życie w innym kraju – nie tylko w dolarach, ale w emocjach.

Z czasem jednak miasto przestało starczyć. To, co zaczęło się jako kanał o życiu za granicą, stopniowo przekształciło się w coś zupełnie innego: w archiwum przygód, które najpierw sprowadziły ją z ulic Melbourne do australijskiego buszu, a potem – coraz głębiej – w góry, lasy i opuszczone bunkry. Zmiana kierunku była subtelna, ale nieodwracalna. Tam, gdzie inne głosy mogłyby powiedzieć „czas wrócić”, ona szła dalej – w stronę dzikich zwierząt, tajemniczych jaskiń w Czechach, a potem – ku największym wyzwaniom: szlakom długodystansowym. Tasmania, a potem Korsyka z jej brutalnym GR20, to były pierwsze sygnały, że Karolina nie szuka komfortu, ale chce dowiedzieć się, ile jej ciało i umysł potrafi wytrzymać.

Jej przemiana z osoby opowiadającej o życiu w Australii na ambasadorkę dalekich szlaków była płynna, ale wyraźna. Już w 2023 roku widać, że kamera przestała pokazywać tylko miasta – zaczęła śledzić ślady po butach na błotnistych ścieżkach, odbijać się w oczach kuok, przerażenia diabłami tasmańskimi i fascynacji płaszczkami. Z czasem Australię zaczęła opuszczać nie tylko wideo, ale i fizycznie – jej ciało szukało innych granic. Najpierw to były Tatry, potem Niemiecki Malerweg i Saksońska Szwajcaria, a w końcu – 600-kilometrowy Kom-Emine przez góry Bułgarii, przebyty zupełnie samotnie. Ten szlak był przełomowy: nie tyle dlatego, że był długim dystansem, ale dlatego, że Karolina zdecydowała się na niego, gdy nie miała już pracy etatowej. Zrezygnowała z niej w 2023 roku, żeby żyć z tego, co kocha – z wędrówek i opowiadania o nich.

Kanał Karoliny to przede wszystkim archiwum decyzji, które były jednocześnie potknięciami i sukcesami. Przeprowadzka z Melbourne do Perth, bo lockdown był zbyt ciężki, to przykład reakcji na warunki – ale to też pierwszy sygnał, że jej komfort to nie stabilność, lecz możliwość działania. Nie wszystko szło po linii prostej: bywały momenty, gdy załamywała ręce – jak wtedy, gdy spożyła soczewicę na Korsyce i drugiego dnia walczyła z biegunką w trakcie 180-kilometrowego maratonu. Albo gdy w Pirenejach jej kuchnia przestała działać, a w plecaku nie było ani jednej przekąski – tylko potrawki wymagające gotowania. To były sytuacje, które mogłyby zatrzymać każdego, ale ona idzie dalej, często z uśmiechem, czasem z przekleństwem, ale zawsze z narracją.

Główne tematy, które kiedyś dominowały – życie w Australii, wizy, koszty bytu – zniknęły bez komentarza, jakby zostały po prostu odłożone na półkę. Nie ma już filmów o mieszkaniu w Perth, nie ma porad o pracy za granicą. Zniknęły też osoby, które mogłyby się pojawić w tych dawnych czasach – żadna rodzina, żadni znajomi, żaden partner. W kadrze pojawia się tylko ona, jej plecak, kamizelka, drony i drabiny prowadzące w mroczne jamy. Czasem wspomina brata i tatę – byli z nią na Krynawiu – ale to jedyna wzmianka o bliskich, i to zdarzyło się tylko raz.

Największe sukcesy Karoliny to nie liczby, ale momenty. Pierwsza pełna wędrówka po GR20. Przeszła 600 km przez Bułgarię. Pokonała Orlę Perc w jeden dzień. Ale prawdziwy triumf to jej trawers przez Pireneje – 800 kilometrów, 50 tysięcy metrów przewyższenia, 32 dni samotnej wędrówki granią górską. To było wydarzenie, które nie tylko zmieniło kierunek jej kanału, ale i jego sens. Na tym szlaku zrozumiała, że jej skok w nieznane – w postaci rezygnacji z pracy – był ostatecznie uzasadniony. Film o pierwszym dniu trawersu, zatytułowany „Najbardziej odjechana rzecz, na jaką się porwałam!”, to nie tylko dramat, ale i hołd dla własnej determinacji.

Ale to nie był przypadek, że wybrała właśnie HRP – High Route Pyrénées. Ten szlak nie jest oficjalnie oznakowany, to „idea, a nie trasa”, jak mówiła. To wymagało od niej nie tylko kondycji, ale umiejętności: nawigacji, zarządzania emocjami, radzenia sobie z kleszczami, psem pasterskim, śnieżycą i własnym zmęczeniem. Były dni, gdy pytała się: „Po co ja to robię?” – jak w dniu dziesiątym, gdy mroziło, było mokro, a schronisko było daleko. Ale każdy taki moment kończył się kolejnym krokiem, kolejnym odcinkiem, kolejnym „niewiem”, a potem „daje radę”.

Filmy, które zdobyły największą popularność, to nie te o miastach, ale o strachu, granicach i naturze. „Czy w Australii rzeczywiście wszystko chce Cię zabić?” – ma ponad 1,7 miliona wyświetleń. „Federation Peak, czyli jedyna prawdziwa góra Australii” – ponad 1,2 miliona. „W Polsce przez 20 lat przechowywano broń jądrową” – blisko dwa miliony. To właśnie te momenty – pełne napięcia, humoru, lekkiej ironii – definiują jej styl: nie pokazuje się jako ekspertka, ale jako osoba, która uczy się w trakcie, która się boi, ale idzie dalej.

Obecnie Karolina mieszka – jeśli da się to w ogóle nazwać „mieszkanie” – między jednym szlakiem a drugim. Jej dom to plecak, namiot, schronisko i czasem prywatny pokój wynajęty przy trasie. Bywa w Polsce, bywa w Niemczech, w Czechach, na Słowacji, ale najdłużej zostaje w górach – tam, gdzie nie ma Internetu, ale są świstaki, kozice i rozciągające się na horyzont lasy. Przeszła Mały Szlak Beskidzki, Główny Szlak Świętokrzyski, Drabinę Wałbrzyską – ale to tylko rozgrzewka. Planuje Pireneje, a potem – być może – kolejny szlak, który nikt nie uważa za możliwy.

Jej największe niepowodzenia? To nie porażki, tylko wyzwalacze. Zepsuty prysznic w schronisku? Śmieszne, ale ważniejsze niż wyobrażałam. Namiot przewrócony przez wiatr? Spała bez dachu i śniło jej się, że głaszcze świstaka. Spanie na cmentarzu? „Wstyd mi, ale pokażę wam”. To nie są potknięcia – to momenty, które ją humanizują, które pokazują, że nie jest superhero, tylko człowiekiem, który się boi, ale nie ucieka.

Osobą, którą widzi się najbardziej, jest ona sama – sola, z kamerą, plecakiem i decyzją. Raz wspomniała o „Szlakowej Rodzinie” – kilku wędrów, z którymi miała podobne tempo i czasem się spotykali – ale to były tylko przypadkowe spotkania, nie stałych towarzyszy. Jej świat to nie grupa, ale jednostka w ruchu.

Karolina Tuszyńska to historia o tym, jak człowiek może zmienić swoje życie, nie po to, by uciec od rzeczywistości, ale by ją naprawdę zobaczyć – w widokach z przełęczy, w oczach kuok, w odbiciu księżyca na pustym polanie, w dźwięku swojego oddechu po 12 godzinach marszu. Jej opowieść nie kończy się punktem docelowym, bo dla niej każda końcówka to tylko początek czegoś nowego.

To opowieść o tym, jak można żyć, gdy granice przestają być tylko na mapie.