Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Kaszczenko FM

Kaszczenko FM
3K+ subskrybentów
Obserwuj
rodzinakulturapolityka

Kaszczenko FM: opowieść o rodzinie między granicami

Kiedyś, w czasach, gdy jeszcze nie było ani kanału, ani widzów, ani nawet pomysłu na film, para z Ukrainy – Konstantin i Jelena Kaśczenko – żyła jak wielu innych: z dnia na dzień, wierząc, że jutro będzie lepsze, choć nie bardzo wiedzieli, jak. Pracowali, mieli swoje zajęcia – on fotografował, ona była księgową – ale specjalności nie przynosiły satysfakcji, a pieniądze zawsze się kończyły w połowie miesiąca. Życie toczyło się po kolei, aż pewnego dnia na ulicy Konstantin zobaczył reklamę pracy w Polsce. I choć język znał słabo, a granicy nie przekraczał od lat, coś w nim pękło. Albo raczej – coś się otworzyło. Postanowił spróbować. Tak zaczęła się historia, która z czasem stała się przypadkiem Codzienną Opowieścią o Życiu w Obcym Kraju.

Z wyjazdem Konstantina rozpoczęła się era zmian. Przyjechał do Polski przez pośrednika, dostał pracę na budowie, a nocował w chłodnym, przeciąganym hosciele. Jelena dołączyła później, z dziećmi, i ich wspólna podróż przez Polskę – z walizkami, w pociągu, w przepełnionym samochodzie z przypadkowymi mężczyznami – stała się jednym z pierwszych tematów ich przyszłego kanału. Byli zmęczeni, przerażeni, ale i pełni cichego entuzjazmu. Polska była nieznana, zimna, pełna niezrozumiałych zasad. Ale była też – istnienie.

W 2020 roku, w sam początek pandemii, stworzyli kanał Kaszczenko FM – nie dlatego, że marzyli o sławie, ale żeby uporządkować chaos. A może właśnie dlatego, że chaos był zbyt duży. Pierwsze filmy opowiadały o granicy, o tym, jak nie wolno wozić salami ani mleka, o tym, jak się czuje człowiek, który po raz pierwszy przekracza państwową granicę z dzieckiem. Potem było o szkole, o lekach, o kolebance śpiewanej po ukraińsku dzieciom, które zaczynały znać polski lepiej niż rodziców. Kamera stała się ich dziennikiem, a YouTube – salą rodzinnej terapii.

Kiedy w 2020 roku urodziło się ich drugie dziecko, film o porodzie był koniecznością. Tak samo jak opowieść o kartach pobytu, o systemie medycznym, o tym, jak przekonać urząd do spraw cudzoziemców, że twoje dziecko ma prawo mieć dokumenty. Każdy krok w Polsce był nagrywany, wyjaśniany, odgrywany ponownie w rozmowach z innymi. Ich kanał stał się mapą dla tych, którzy myśleli o wyjeździe, ale nie wiedzieli, od czego zacząć.

Z czasem pojawiły się zmiany. Pojechali nad Bałtyk, kupili samochód, który szybko złapał feralny los i został sprzedany, a potem zarejestrowany z niemieckich tablic na polskie. To były tematy filmów, które zaczęły przyciągać tysiące oczu. Ale największe zmiany nie były techniczne – one były wewnętrzne. Jelena, która kiedyś malowała tylko dla siebie, teraz sprzedawała obrazy na Etsy, a potem – organiżowała pierwszą wystawę w Warce, w „Dworku na Długiej”. Konstantin, nauczyciel biologii i chemii, znalazł się w pracy z osobami niepełnosprawnymi – i nagle jego wykształcenie, które przez lata było bezużyteczne, stało się potrzebne.

Ich kanał rozwinął się, ale nie zmienił się w istocie. Nadal mówił o życiu. O tym, jak się czuje kobieta, która pierwszy raz prowadzi auto i boi się przeglądu technicznego jak sądu ostatecznego. Jak dziwaczne są czaszki w sklepach i dlaczego „bajki ze sklepu” to wcale nie horror, tylko zwykłe zakupy. O tym, że w Polsce są cukiernie jak muzea, a na chodnikach ludzie noszą kurtki z odblaskami jak superbohaterowie. O tym, że nie wszystko, co mówią w komentarzach, ma sens – zwłaszcza pytania typu „czy możesz mnie podszytować u siebie?” albo „daj mi kartę pobytu”.

Ale świat się zmienił. W lutym 2022 roku Ukraina została zaatakowana. Ich kanał zmienił ton. Filmy o wypiekach i przekładkach znikły. Zamiast tego – rozmowy o wojnie, o rodzinie, która została po drugiej stronie granicy, o strachu, o poczuciu bezradności. Powstały filmy o uchodźcach, o „zielonych korytarzach”, o tym, jak pomagać, kiedy sam nie masz dużo. Jelena, która kiedyś mówiła o przetworach, teraz mówiła o tym, jak trudno jest nie robić przetworów, bo nie ma już ogrodu. A ich syn Walentyn, który kiedyś był anonimowym uczniem, teraz dzielił się swoimi opowieściami o szkole w języku polskim – i zrobiło się z tego jeden z najpopularniejszych filmów kanału.

Z czasem przybywali nowi ludzie. Pani Kamila, która robiła napisy, Andrii – operator, Oksana – gość z Niemiec, z którą opowiadali o życiu uchodźców poza granicami Polski. A potem – przeniesienie do Warszawy. Zaczęło się od marzenia o Gdańsku, od zbiórki na przeprowadzkę, od nadziei na morze. Ale życie rzuciło ich w stolicę. I tam, po przerwie, wrócili do kanału. Jelena opowiedziała o depresji, o roku milczenia, o tym, jak powracać, kiedy brakuje sił. Ale wróciła. Znowu maluje, tym razem płynną akwarelą, a jej dzieła są dostępne na Etsy. Nadal mieszka w Polsce, ale jej serce, jak często mówi, dzieli się między dwoma krajami.

Największymi sukcesami kanału są nie liczby – choć i te mówią coś: 64 tysiące odsłuchań filmu o uchodźcach, ponad 40 tysięcy o tym, co Ukrainka przestaje robić w Polsce, blisko 22 tysiące o pierwszych doznaniach w warszawskich szkołach. To sukcesy, które mierzą się nie w zlotych, ale w tysiącach komentarzy, w wiadomościach od ludzi, którzy mówią: „dzięki wam nie bałem się przejść granicę”. A największe potknięcia? Były – np. kiedy planowali wyjazd do Wieliczy i nie wpuszczono ich do kopalni, albo kiedy samochód zgasł w środku kraju, a ich syn spał, nieświadomy kryzysu. Ale to też stało się treścią – bo u nich nawet kryzys ma sens.

Ich kanał zmienił się z czasem. Zmalał obecność dzieci, zwłaszcza starszego syna Walentyna, którego ostatnie pojawienie się było w filmie o pracy w Warszawie. Zniknęły też wspólne zdjęcia z Ukrainy, z domem, z ogrodem – dziś mówi się o galeriach, o papugarniach, o rowerowych spacerkach nad Wisłą. Są krótkie filmy, #shorts o garażówkach, o malowaniu, o wyciskaniu soku. Ale nadal – to jest historia rodziny, która nie przestała być rodziną, choć zmieniła język, adres i klimat.

Jelena, która kiedyś mówiła: „Nie będziesz kierowcą”, dziś jeździ samochodem. Konstantin, który fotografował tylko dla siebie, teraz trzyma kamerę, by pokazać świat ich oczami. Ich historia nie jest bajką o sukcesie – ale o tym, jak człowiek może odnaleźć się poza granicą, poza komfortem, poza tym, kim był. O tym, że emigracja to nie tylko zarobki, ale też ciągła walka o tożsamość.

A kanał Kaszczenko FM – to mapa, pamięć i list miłosny do dwóch krajów naraz, napisany w języku, który zaczyna się poza słowami.