
Kinia i Tomek – szalony reporter i jego żona
Kinia i Tomek to para, która wybrała życie poza założeniami. Nie są podróżnikami w klasycznym rozumieniu – nie szukają spokoju, nie unikają niebezpieczeństw, nie filtryzują rzeczywistości. Ich historia to ciągła, pulsująca jazda po granicy między przygodą a nonsensownym szaleństwem, gdzie każdy krok może być ostatnim, a każdy kadr – nieocenzurowanym spojrzeniem w oblicze świata takiego, jaki naprawdę jest. On to Szalony Reporter, ona – jego stała towarzyszka, czasem spokojna, czasem rozbawiona, czasem po prostu zmęczona, ale zawsze obecna. Razem przemierzają świat, nie prosząc o pozwolenie i nie szukając aprobaty.
Nie wiadomo, gdzie dokładnie mieszkają, ale wydaje się, że ich domem jest raczej kamera niż mieszkanie. Ich życie to katalog miejsc, których większość ludzi unika. Zaczął się od Kostaryki – zwiastun w dżungli, leniwce, tyrolki, ekstremalne zip-line’y, nocne polowania na skorpiony. To tam, w 2017 roku, zaczęła się ich przygoda na YouTube, a już wtedy widać było, że nie będzie to typowy kanał podróżniczy. Nie chcieli prezentować rajskich plaż w idealnych kadrach, tylko pokazywać to, co się dzieje za kulisami: kłopoty, strach, zakazy i decyzje, które w każdej chwili mogą skończyć się źle. Już wtedy weszli do rezerwatu krokodyli pod mostem w Tarcoles, nie pytając o zgodę, przez trawy pełne węży, bo „to nasza specjalność – kłopoty”.
Ich droga była nieprzewidywalna, ale nie przypadkowa. Z Kostaryki ruszyli do Salwadoru, jednego z najniebezpieczniejszych krajów świata, gdzie spacerowali po nocy po San Salvadorze, opanowanym przez gangi, rozmawiali z lokalnymi, kupowali „różne maści” i zrobili to, czego „nikt nie zrobił”. Potem Kolumbia – dżungla, pięciodniowa piesza wędrówka do Ciudad Perdida, uzbrojeni żołnierze, Indianie bez kontaktu z cywilizacją, a potem impreza w Medellín, Walentynki w jacuzzi i polska disco polo na plaży. Tak, to było możliwe. Zenek Martyniuk w Cartagenie, a potem na dachu hotelu – bo dlaczego nie?
W 2017 roku ich film „W KENII WIEDZĄ, ŻE WSZYSTKO WINA TUSKA!”, nagrany podczas spaceru wzdłuż rzeki Kongo, wystrzelił do miliona wyświetleń. To był przełom – nie dlatego, że był najlepszy, ale dlatego, że był najbardziej oni sami: spontaniczny, absurdalny, niepoprawny politycznie i całkowicie pozbawiony cenzury. Kolejny przełom, tym razem negatywny, nadesłał film o śladach Pabla Escobara w Medellín. YouTube uznał go za naruszający zasady – cenzorzy wycięli scenę, w której Tomek „próbował wynalazku” bogatającego dyktatora. Wersję ocenzurowaną nazwali „nie do publikacji”, ale oni i tak ją puścili – tylko z ciemnym kadrem w kluczowym momencie. To był ich protest: „Nikt nas nie sponsoruje, dzięki temu nic nie musimy”.
Ich przygody nie były tylko o miejscach, ale o ludziach. Tomek często wchodził w rozmowy z lokalnymi, nie zawsze poważne, często prowokacyjne, ale zawsze autentyczne. Kinia pojawiała się spokojnie, czasem w bikini na Malediwach, czasem zmęczona w dżungli, czasem w świętej radości na imprezach. Była przeciwwagą – cichym centrum burzy. Razem z rodzicami byli na Malediwach, gdzie pokazali, że raj nie jest w luksusowych resortach, ale wśród tubylców, którzy niewinnie przyjmują gości. Jego brat z Szkocji pojawiał się kilkukrotnie – raz z okazji świąt, raz przy zakupach nieruchomości w Hiszpanii, a potem z okazji narodzin bratanka Kasperka, którego imieniem nazwali nawet bączka na plaży.
Ale nie wszystko szło zgodnie z planem. Na Ukrainie próbowali przewieźć towar, który okazał się przemytem – kilka wpadek, kolejki graniczne, kary, akt oskarżenia. W końcu postanowili działać „legalnie” – stali w kolejce dla TIR-ów, zapłacili horrendalne kwoty, a i tak kazano im spalić towary na własny koszt. „Najgłupszy pomysł ever” – tak to skomentował Tomek, ale to była też lekcja. Zniknęły później tematy związane z przemytem – jakby po tym wszystkim nie było już potrzeby.
Ich relacje z Tatrzańskim Parkiem Narodowym też się skończyły karami. W 2019 roku przeszli zamkniętą trasę na Orlej Perci – szlak najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy w Tatrach. Mimo ostrzeżeń i lawin, poszli. W środku burzy z gradem, na drabinkach, w dżinsach. Potem przesłuchanie u komendanta straży – „Zbrodnia i Kara” nazywa się film, w którym pokazują, jak za to zapłacili. To były ostatnie wyprawy w Tatrach – potem tylko wspomnienia i drony nad Nosy Be.
Festiwal dla nich to nie odstępstwo, ale kontynuacja. Tomorrowland, Sunrise, White Sensation – byli, tańczyli, robili afterparty. Na koncercie Metallica w Krakowie nagrali moment, gdy James Hetfield dedykował „Sad but true” trzynastolatkowi – film, który stał się nieoficjalnym symbolem wydarzenia.
W czasie pandemii nie przestali działać. Jadąc do Chorwacji na koncert Borisa Brejchy, przedarli się przez zakazy, byle tylko poczuć, jak to było wcześniej. Później – Aruba, gdzie przemierzyli wyspę quady, pływali katamaranem, karmili pelikany i złamali drona o palmę. Na Islandii stali przed lodowcem Eyjafjallajökull, przepłacili za auto, które potem zniszczyli, i płacili za złamaną kartę Revolut – wszędzie widać było, że Tomek to mistrz robienia błędów, a Kinia – mistrzyni przebaczenia.
Ale najważniejsze wydarzenie miało miejsce w grudniu 2021 roku – ich ślub. „Nasze wesele” – nazwali film, i choć był to dzień pełen uczuć, to i tak nie zabrakło żartów, głupich gadek i ich niepowtarzalnego stylu. To był punkt zwrotny – nie w stylu, ale w tonie. Było cieplej, bardziej osobowo, bardziej prawdziwie.
W 2022 roku byli w Tajlandii – spotkali się z Piotrkiem z kanału „Podróże Wojownika”, świętowali Walentynki, byli na Full Moon Party, w Bangkoku pływali statkiem i zwiedzali świątynie. Ale od marca 2025 roku – już nie nagrywali. Ostatni film to zapowiedź: „Choć już nie nagrywamy w podróży, to mam mnóstwo materiałów i od was zależy, czy je opublikuję”.
Ich najważniejsze osoby to: Tomek – główny narrator, prowokator, nieustający w ruchu; Kinia – spokojna obserwatorka, partnerka, czasem ofiara jego pomysłów; brat Tomka, mieszkający w Szkocji; ich wspólny przyjaciel Piotrek z „Podróży Wojownika”; a także lokalni przewodnicy, taksówkarze, sprzedawcy „różnych maści” – ludzie, którzy pojawiali się na chwilę, ale zostawali w pamięci.
Ich tematy zmieniały się z czasem. Zniknęły wyprawy do Tatr, przemyt, polityka graniczna. Unikali już tematów związanych z prawem, jakby po wpadkach na Ukrainie i w Tatrach postanowili iść „nieco bezpieczniejszą ścieżką”. Ale nadal byli szaleni – piętnastokilometrowy offroad w wysokich Tatrach, rejsy po Afryce z kierowcą, który spala sprzęgło, czy imprezy w Medellín – to wszystko zostało.
Najwyżej oceniane filmy to „W KENII WIEDZĄ, ŻE WSZYSTKO WINA TUSKA!” (ponad milion wyświetleń), „Kolumbia śladami Pablo Escobar’a”, „Orla Perć” i „Madagaskar – wyspa Nosy Be, polska knajpa, seks turystyka”. Największym sukcesem była popularność – miliony wyświetleń, a przede wszystkim wierność widzów, którzy wiedzieli, że to nie jest kanał do promowania, ale do przeżywania. Największym niepowodzeniem – być może wpadka na Ukrainie, a może to, że nie udało im się stać ambasadorami podróży, tylko raczej wariackimi incydentalistami.
Ich historia to historia pary, która wybrała życie w ciągłym ruchu, nie bojąc się pokazywać, kim są – z błędami, z przekleństwami, z alkoholem i bez filtra.
To nie była podróż po świecie, tylko wojna z nudą – i wygrali, dopóki mieli kamerę.