
Koronikarz – poczuj Tajwan na własnej skórze
Kim jest Koronikarz
Początkowo był tylko Polakiem z Ostrowca, człowiekiem, który znał opowieści o losach swojej rodziny, a potem zaczął rozumieć, że historia potrafi się powtarzać w nieoczekiwanych miejscach. W 2020 roku, gdy cała Europa zastygła w oczekiwaniu na lockdown, on wybrał drogę odwrotną – poleciał na Tajwan, nie po raz pierwszy, ale tym razem z intencją. Miał doświadczenie z wyspą, znał jej rytm, ale teraz szedł tam nie tylko jako turysta, tylko jako obserwator, narracyjny emigrant, który chciał uciec przed przewidywalnością i poczuć, jak wygląda życie, gdy nie wygasa światło. Jego kanał, Koronikarz – poczuj Tajwan na własnej skórze, narodził się z tej decyzji: nie czekać, a działać. Nie opowiadać o pandemii, tylko pokazać, jak wygląda świat, który z nią żyje – spokojnie, codziennie, bez paniki.
Tajwan bez koloryzowania
Założył konto nie po to, by robić turystyczne przewodniki, ale by pokazywać drugą stronę medalu – nie tylko świątynie i targi, ale też deszczowe wieczory na pustych ulicach, mieszkania bez pralek, suszone owoce morza i dziwne nazwy stacji metra. Początkowo nagrywał jak ktoś, kto odkrywa nowe miejsce: cicho, z uwagą, często z muzyką brata w tle – Dominika, który zdawał się być jego nieznanym partnerem artystycznym. Pierwsze filmy to mikroskopy codzienności: kawalerka w Ximending, pranie w czasie kwarantanny, spacer pod deszczem. Były to notatki z pola, nie show. Mówił o rzeczach, o których inni nie gadają – jak brak wygody przestaje być problemem, gdy człowiek się do niego przyzwyczaił. Jego styl był z pozoru przypadkowy – telefon w ręce, bez montażu, z głosem, który nie chciał przekonywać, tylko opowiadać. Ale szybko okazało się, że w tym przypadkowym podejściu tkwiła metoda: pokazywać Tajwan tak, jakby go tuż obok nie było kamery.
Zmiana kierunku
Początkowo kanał toczył się powoli, jak rower po mokrej chodnikowej płycie. Pierwsze kilkadziesiąt filmów miało setki odsłon, czasem nawet kilkadziesiąt. Ale w 2021 roku coś się przełamało. Zaczęły pojawiać się krótkie formy – #shorts – i on, choć początkowo może nie wiedząc, że robi coś, co się nazywa „content”, potrafił trafić w sedno. Zdjęcie kawy parzącej się na dotyk, dziecinnego robota kelnera, dziwnej, pływającej lampy – to były chwile, które nie wymagały tłumaczenia. Zaczęły się robić viralowe. „Magiczna lampa”, „Gorąca płyta”, „Kosz Jedi” – tytuły wyglądające jak z bajki, a jednak pokazujące rzeczywistość. Ludzie patrzyli nie po to, by się czegoś nauczyć, ale by poczuć – ciekawość, uśmiech, zdziwienie. A on, nie próbując być kimś innym, po prostu pokazywał, co widział.
Ludzie, miejsca, rzeczy, które przestały występować
Początkowo pojawiali się różne postacie – Tim i jego tajwańscy przyjaciele, którzy zabierali go na wycieczki do mniej znanych miejsc, gdzie trzeba przebijać się przez bambusowe lasy, by dojść do źródeł termalnych. Byli to ludzie, którzy wpisywali się w narrację o innym świecie – spontanicznym, ciepłym, nie turystycznym. Jednak z czasem ich obecność zniknęła bez słowa. Nie było żadnej告别, po prostu przestali być w kadrze. Może wyjechali, może związek się rozmył – trudno powiedzieć. Ale widać, że kanał przestał być o relacjach międzyludzkich i stał się raczej o relacji człowieka z otoczeniem. Deszcz, ulice, dachy, dźwięki – to one stały się głównymi bohaterami.
Zniknęły też tematy, które były ważne na początku. Nie mówił już o wyborach w tajpejskim Biurze Polskim, nie pokazywał książek po chińsku, nie komentował stanu wojennego na tablicach parkowych. Z czasem przestało go też interesować, czy na Tajwanie są pierogi (choć raz jeszcze wrócił do tematu, wspominając, że prezydent Republiki Chińskiej też lubi). Zniknęły długie opowieści o podróżach pociągiem – jego świat skurczył się do kątów miasta, do detali, które inni przegapiają: siatki z FamilyMarta, ukryte gniazdka w ścianach, żółwie w parkowych stawach.
Sukcesy, które nikt nie przewidział
Największe sukcesy nie przyszły z wielkich projektów. „Ekstrawagancja” – film o Audi w kolorze plamy benzyny – miał ponad dwa tysiące odsłon. „Dziwny pies” – krótkie nagranie, trudno powiedzieć czego – przekroczyło tysiąc. „Kraj bez komunizmu 2”, w którym mówił o tym, że na Tajwanie nie trzeba zamykać rowerów, bo nikt ich nie kradnie, było obejrzane ponad cztery tysiące razy. Ale prawdziwym przełomem był „Kosz Jedi” – automatyczny kosz na śmieci, który otwierał się jak z Gwiezdnych Wojen. Film, który nie miał sensu, tylko miał urok – i zyskał blisko dwa tysiące odsłon. Ludzie nie patrzyli, by zrozumieć, tylko by poczuć, że jest coś, co działa jak w przyszłości.
Potknięcia i inne rzeczy, które nie trafiły
Nie wszystko trafiało. Film o metrze Chopinie, gdzie ironicznie mówił, że wielcy Polacy są cenieni daleko poza granicami ojczyzny, miał ledwo sto odsłon. „Najgorsza szkoła na Tajwanie” – o rodzicach blokujących osiedle samochodami – nie zrobiła aż takiego wrażenia, jak się mogło wydawać. „MDMAverse 0.1.948”, film promujący symulację w rzeczywistości wirtualnej, prawie nie został zauważony. Ale to nie przeszkadzało. On nadal pokazywał, jak się kraje ananasa, jak działa tajwański wideofon, jak rośnie kaktus w kubku po kawie. Były to eksperymenty, nie kampanie.
Najważniejsze osoby
Poza bratem Dominikiem – kompozytorem nieznanym, ale obecnym w tle – jedyną stałą postacią był on sam. Nigdy się nie nazywa, nie pokazuje twarzy, czasem nie ma głosu. Ale jego obecność jest niezaprzeczalna. Czasem pojawia się ręka trzymająca telefon, cień na murze, odgłos kroków. A czasem tylko dźwięk wiatru i muzyka. Jego brat, choć nie widoczny, jest tuż obecny – jego melodie brzmią jak wspomnienia, jak coś, co łączy dwa światy. Tim i jego znajomi z barów na Gutingu byli chwilowymi towarzyszami podróży, ale potem zniknęli – może zostali tylko w pamięci.
Charakter opowieści
Historia Koronikarza to historia ucieczki, która stała się przystanią. To opowieść o człowieku, który nie chciał czekać na katastrofę, więc wybrał się tam, gdzie jej nie było – i zaczął opowiadać o szczegółach, które inni pomijają. O świetle na 101, o zapachu tysiącletniego jajka, o kocie z okularami lenonkach na targu. To nie jest kanał turystyczny. To kanał o tym, jak żyć w innym kraju, gdy przestajesz się bać i zaczynasz zauważać. O tym, że najważniejsze nie są zabytki, tylko to, jak wygląda dach bloku po deszczu, albo jak działa automat, który nie wymaga dotyku.
To historia o tym, jak zwykłość może być najciekawsza.