Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

KotPerski

KotPerski
1K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturapolitykaprzygoda

KotPerski – Irańczyk, który pokochał Polskę

Był sobie Irańczyk, który zamiast mówić po farsi o dżinach, poezji i tradycyjnych piekarniach, zaczął rozmawiać po polsku – najpierw nieśmiało, potem z rosnącą pewnością – o Chopinie, Nergalu i cmentarzu Polaków w Teheranie. Tak zaczęła się historia kanału KotPerski, czyli Aeina, tłumacza, muzyka i niezmordowanego opowiadacza dwóch światów: jednego, w którym się wychował, i drugiego, który wybrał sercem. Jego głos, ciepły, lekko ironiczny, z nutą podziwu dla rzeczy małych i wielkich, z czasem stał się mostem między kulturami, które zdawałyby się oddalone jak półkule – a które on łączył opowieścią o chlebie, świętach i ulubionych przysłowiach z kotami.

Z początków kanału, jeszcze z listopada 2020 roku, widać wyraźnie, że KotPerski nie wiedział jeszcze, kim będzie, ale wiedział, kim nie chce być – kimś, kto mówi tylko o sobie. Choć zaczął od siebie: od pytania „Kim jestem?” – odpowiedział nie nazwiskiem ani datą urodzenia, ale pasją: tłumaczem, muzykiem, Irańczykiem kochającym Polskę. I to właśnie ta miłość, trudna do ujęcia w słowa, ale wyraźna w tonie, stała się jego narracyjnym rdzeniem. Jego pierwsze filmy to nie tylko lekcje kultury irańskiej, ale także próba zrozumienia, co w ogóle sprawia, że ktoś z Teheranu może poczuć się jak w domu w Gliwicach. Odpowiedź szukał w Chopinie, Kieślowskim, a nawet w Nergalu – bo metalowy ryk Behemotha okazał się dla niego równie ważnym wejściem do Polski jak „Traktat o łuskaniu fasoli”.

Jego podróż kulturalna była systematyczna, niemal akademicka – ale nigdy sucha. Opowiadał o języku perskim jak o cukrze, o taarofie jak o tajemnej gramatyce irańskiej grzeczności, o Nowruz jako o święcie, które trwa całą wiosnę. Pokazywał piekarnie, księgarnie, metra, ulice Warszawską w Teheranie – miejsca, gdzie kultury się spotykają, nawet jeśli nikt tego nie planował. Z czasem zaczął zapraszać gości: dzieci, przyjaciół, tłumaczy, a nawet Polaków, którzy po raz pierwszy odwiedzili Iran – by pokazać, że dialog nie musi być jednostronny. Jego kamera była ciekawa, ale nigdy wścibska; pokazywała nie tylko Iran, ale sposób, w jaki Irańczycy patrzą na siebie, na świat, a nawet na Polskę – czasem z niespodziewaną znajomością twórczości Brunona Schulza, a czasem z autentycznym zdziwieniem, że Polacy nie żyją pod śnieżnym kloszem przez 365 dni w roku.

Przełomem w jego historii był moment, gdy sam przekroczył granicę. W kwietniu 2022 roku KotPerski przyjechał do Polski – nie jako turysta, ale jako mieszkaniec. To zmieniło wszystko. Jego narracja przestała być tylko opowieścią o jednym kraju skierowaną do drugiego – zaczęła się pisać w obu językach, w obu kulturach, w obu rzeczywistościach. Jego filmy o Polsce stały się bardziej osobiste: o Śląsku, który – ku jego zdziwieniu – przypomina mu Iran, o warszawskim tempie, które go przytłacza, o rzeczach, które go drażnią, jak zimne spojrzenia i brak spontaniczności. Nie idealizował, ale też nie oceniał – raczej obserwował, z humorem i delikatnym sceptycyzmem. Pytał, czy poleca życie w Polsce, i odpowiadał szczerze: to zależy, co kto szuka. Dla kogoś jak on – może tak. Dla innych? Trudno powiedzieć.

W Polsce jego rola się rozszerzyła. Nie był już tylko tłumaczem kultury, ale także tłumaczem literatury – i to nie byle jakiej. Przetłumaczył dzieła Tadeusza Różewicza, Henryka Sienkiewicza, a potem nawet sztuki teatralne Magdy Fertacz i powieść Wita Szostaka „Cudze słowa”. To były nie tylko projekty językowe, ale wyzwanie – bo tłumaczenie Szostaka to nie tyle przekładanie słów, co przenoszenie emocji, które nie mają odpowiedników w farsi. KotPerski przyznaje, że siedzi nad nimi nocami, że wybiera między „mroczny” a „ciemny”, że czuje odpowiedzialność. I że właśnie dlatego to robi – bo chce, by Irańczycy czytali polską literaturę nie jako egzotykę, ale jako coś, co mówi o ludzkich emocjach, które są wszędzie takie same.

Z czasem jego tematy się pogłębiały. Z przysłów o kotach przeszedł do historii islamu w Iranie, z opowieści o Nowruz – do pytań o demokrację, cenzurę i przyszłość jego ojczyzny. Nie unikał trudnych tematów: hidżabu, homoseksualizmu, śmierci prezydenta Ebrahima Raisiego. W filmie o „irańskim Smoleńsku” nie porównywał tragedii – ale wyjaśniał, dlaczego nie można jej porównywać, i mówił o ciemnej stronie politycznej kariery zmarłego. W filmie o alkoholu w Iranie nie zachęcał do łamania prawa – ale opowiadał, jak ludzie żyją z zakazem, jak kombinują, jak przetrwają. Był szczery, ale nie agresywny; krytykował, ale nie osądzał.

Jego sukces nie był głośny, ale trwały. Setki filmów, tysiąc subskrybentów – liczba, która brzmi skromnie, ale mówi o lojalnej, zaangażowanej publiczności. Jego najpopularniejsze filmy to te, które łączą ciekawość z empatią: o taarofie, o Nowurze, o tym, co Irańczycy wiedzą o Polsce. To właśnie te filmy pokazują, że KotPerski nie robi kultury „na sprzedaż” – robi ją dla ludzi, którzy chcą zrozumieć.

Zniknęły z jego świata pewne postacie: dzieci Yona i Yekta, które pojawiły się tylko raz, a potem przestały być wspominane; Soodabeh i Amirali, rozmówcy o psach, którzy nie wrócili. Może to tylko goście. A może to oznaka, że jego narracja staje się bardziej osobista, bardziej samotna – bo tłumacz to zawsze ktoś, kto stoi między, kto przekłada, ale rzadko bywa przekładany.

Nigdy nie mówił o swoim życiu prywatnym – ale widać po nim, że to ktoś, kto wybrał drogę trudniejszą: życia na granicy, między językami, między krajami, między tradycjami. Kto nie uciekał przed trudnościami – nauczył się polskiego w Iranie, mimo że brzmiał jak „mroczny” zamiast „ciemny”, i mimo że nikt wokół niego tego nie rozumiał. Kto nie bał się być śmieszny – jak w filmie o „Vai! Och! Ach!”, gdzie tłumaczył dźwięki, które w perskim znaczą więcej niż słowa.

Aein KotPerski to nie tylko twórca kanału – to człowiek, który wierzy, że kultura to nie muzeum, ale rozmowa. I że najważniejsze w tej rozmowie nie jest to, co się mówi, ale to, że się mówi. W dwóch językach. Z uśmiechem. I z kotem w tle.