Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Krzysztof Salomon

Krzysztof Salomon
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekultura

Krzysztof Salomon – podróżnik z bańkami

Krzysztof Salomon to mężczyzna, który w styczniu 2018 roku wyruszył w podróż do Gambii z bagażem nie tylko walizki, ale i kamery, którą trzymał pewnie, choć nie zawsze pewnie się czuł. Jego kanał YouTube nie kryje się pod chwytliwym pseudonimem ani marką – pojawia się po prostu pod imieniem i nazwiskiem, jak zaproszenie do prywatnego dziennika, do którego trafiają tylko ci, którzy przypadkiem kliknęli w film o afrykańskich szczurach.

Początkowo wydawało się, że Krzysztof zamierza opowiedzieć o swoim pobycie w Gambii z perspektywy białego turysty, który pierwszy raz trafia na afrykański rynek rybny w Tanje i natychmiast staje się atrakcją – jedynym białym człowiekiem w promieniu kilkunastu metrów, otoczonym ciekawskimi spojrzeniami i pytaniami, których nie zawsze rozumie. Filmowanie nie szło mu łatwo – samej obecności kamery towarzyszyły problemy, a jego opisy sugerują, że nie był przygotowany na to, jak bardzo jego obecność może być intruzem czy nawet prowokacją. Ale i tak naciskał przycisk record, jakby chciał uchwycić coś prawdziwego, choćby przez mgłę niezręczności.

Z czasem widać, jak jego spojrzenie zmienia się z ciekawości turystycznej na ciekawość antropologiczną. Z rynek przechodzi do ulicznych lekarzy, pokazując butelki z nieznanymi substancjami, które mają leczyć wszystko, o ile tylko wierzysz. Jego ironiczny komentarz – „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania!” – pada jak suchy żart, ale też jak delikatna ironia wobec systemu, który oferuje uzdrowienie za dolara i uśmiech. W tych chwilach Krzysztof staje się nieświadomym satyrykiem, obserwatorem, który nie ocenia, ale pokazuje – z dystansem, ale bez wyższości.

Jego podróż wzdłuż rzeki Gambia to już niemal medytacja. Kamera sunie wzdłuż brzegu, pojawia się tancerz lokalnej młodzieży – „Tubab dance” – i nagle widać, że Krzysztof, choć outsider, nie jest całkiem wykluczony. Jego obecność zaczyna być akceptowana, a może nawet oczekiwana. „Kamikaze PL” – tytuł filmu o rzekę – brzmi jak żart, ale też jak przyznanie, że każda kolejna scena to ryzyko: ryzyko nieporozumienia, niebezpieczeństwa, albo po prostu zawstydzenia.

Wszystkie jego filmy pochodzą z pierwszego kwartału 2018 roku, a ostatni – z maja – to już niemal pożegnanie: „The Gambia Lamin Los”, ujęcia nad rzeką, spokojne, bez komentarza, jakby zamykające rozdział. Po tym czasie kanał milknie. Żadnych nowych filmów, żadnych komunikatów. Wygląda na to, że Krzysztof Salomon wrócił do Polski, z bańkami, wspomnieniami i tą jedną podróżą, którą postanowił zapisać.

Nie ma śladu po innych osobach – żadnych towarzyszy podróży, rodzinie, przyjaciołach. Nikt się nie pojawia ponad dwukrotnie, nikt nie komentuje, nie trzyma kamery. To historia opowiedziana wyłącznie przez jedno oko kamery, jedno spojrzenie, jedną parę butów idących po piasku i błocie.

Tematy, które początkowo wydawały się centralne – życie codzienne, lokalne zwyczaje, rynki – z czasem ustępują miejsca obrazom natury i ciszy. Znikają też próbki kultury, które mogłyby być kontrowersyjne – żadnych rytuałów, religii, polityki. Krzysztof unika tego, co mogłoby być źle odebrane, albo po prostu nie ma do czego wrócić.

Największym sukcesem jego kanału było to, że powstał – że ktoś zdecydował się podzielić swoją wersją Gambii, nie idealizując, nie turystyzując zbyt mocno, ale też nie upraszczając. Największym niepowodzeniem – być może – było to, że nie został kontynuowany. Jeden wyjazd, osiem filmów, i cisza. Jakby podróż się skończyła, a z nią – potrzeba opowiadania.

Filmy z największą naturalną siłą przyciągania to te najbardziej kontrowersyjne – „Wielkoszczur Afrykanski” i „Lokalne leki Gambia” – bo to właśnie one wywołują najmniej obojętność. Jedno z nich pokazuje, co jedzą inni, drugie – co piją, i oba działają jak lustro: patrzysz, ale nie wiesz, czy się śmiech czy odruchy.

Po latach kanał Krzysztofa Salomona wygląda jak archiwum jednorazowej podróży, zapisanej nie dla publiczności, ale dla siebie. Jakby chciał powiedzieć: byłem tu, widziałem to, nie wiedziałem, co z tym zrobić, więc nagrałem.

To historia jednej podróży, która trwała kilka miesięcy, ale została zapamiętana tylko przez osiem ujęć.