Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

ludziepodrozuja

ludziepodrozuja
1K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżevanlife

Ludzie Podróżują: Opowieść o dwóch, które wyrwały się z mapy

Gdzieś między asfaltem a bezdrożami, pomiędzy planem a przypadkiem, toczy się historia dwóch ludzi, których życie zmieniło się w ciągły projekt wyjazdowy. Ich droga nie zaczynała się od Land Rovera Defendera ani od amerykańskich kamperów, ale od chęci zobaczenia świata — najpierw z plecakiem, potem z motocyklami, a w końcu z całym domem na kółkach. Ich kanał, ludziepodrozuja, to nie tyle dokumentacja podróży, ile chronologia stopniowego odpuszczania norm, w których żyli dotychczas, zastępowanych nową logiką: jeśli coś nie działa — naprawisz; jeśli nie wiesz — sprawdzisz; jeśli się boisz — jedziesz mimo to.

Początkowo ich sposób poznawania świata był prosty: szybki, intensywny, pełen adrenaliny. Jeszcze w 2012 roku mieli za sobą dziewięć i pół tygodnia Azji Południowo-Wschodniej — pościg między Tajlandią, Wietnamiem, Kambodżą i Laosem, filmowany na telefon i kamerkę, z zachwytem nad skuterem w Saigonie i ceremonią karmienia mnichów w Luang Prabang. To była podróż typu „zobaczyć wszystko i uciekać dalej”, ale już wtedy widać było, że ich zainteresowania sięgają dalej niż tylko widokówki: interesowało ich, jak działa świat, jak się porusza, co trzyma rzeczy razem — i co je niszczy. Stąd nagły zwrot ku szczegółom technicznym, doświadczeniom naprawczymszy, jakby chcieli zrozumieć nie tylko kraje, ale i maszyny, które tam jeżdżą. Już w 2013 roku publikowali filmy o sprawdzaniu szczelności chłodnicy BMW F650 — temat, który dziś byłby traktowany jako skrajnie niszowy, a wtedy zdobył ponad dwadzieścia tysięcy odsłon, stając się jednym z ich najpopularniejszych filmów.

Z czasem pojawił się motocyklowy projekt MS Chrobry, który miał być hołdem dla polskiego transatlantyku, ale szybko zmienił się w coś innego — w amerykanską wyprawę. W grudniu 2013 roku przekroczyli Atlantyk statkiem, razem z motocyklami, docierając do Montevideo, by rozpocząć ośmiomiesięczną podróż przez Amerykę Południową. To był ich pierwszy prawdziwy test wytrzymałości: 20 tysięcy kilometrów po Argentynie, Chile, Paragwaju i Urugwaju, kamping na dziko, spotkania z dziwnymi ludźmi, przypadkami, upałami i zimnem Patagonii. Ich film Ameryka Południowa na motocyklach stał się nie tylko podsumowaniem, ale i punktem zwrotnym — zaczęli pisać książkę Pod niebem Patagonii, zainspirowaną, jak wspomnieli, spotkaniem z osobą o imieniu Gala, której nie zobaczymy więcej w ich filmach, ale której obecność odcisnęła się na ich narracji.

Po powrocie do Polski nie usiedli. Wrócili do pracy przy technice, do napraw, do pomysłu budowy własnego pojazdu wyprawowego — tym razem na bazie legendarnego Land Rovera Defendera 110 z 1996 roku. To była nie tylko inwestycja, ale egzamin — blacharka, silnik, instalacje, akumulator hotelowy, webasto, panel solarny. Cały ten proces zaobserwowali ich widzowie: od obudowy skrzynek w nadkolach po montaż oświetlenia ledowego. W 2018 roku wypłynęli z Hamburga na statku Ro-Ro, razem z autem, by ponownie ruszyć przez Atlantyk — tym razem nie do Uruguayu, ale w nową, większą wyprawę po Ameryce.

Ich podróż przez kontynent była pełna nie tylko pięknych krajobrazów, ale i niebezpieczeństw. W Argentynie Izabela została pogryziona przez psa, co zakończyło się szyciem ran w szpitalu. W Boliwii przeszli przez drogę śmierci, zmagali się z chorobą wysokościową na ponad 4600 metrach, wjeżdżali do Amazonii po trzygodzinnej drodze przez błoto i dżunglę, by dotrzeć do wioski Chumpianz, którą można zobaczyć tylko piechotą. W Peru najechał na nich motocyklista, a jego rodzina oskarżyła ich o wypadek, co zamieniło pobyt w Limie w stresujące dwa tygodnie, zakończone interwencją ambasady. Wszystko to trafiło do kanału — bez retuszu, bez heroizacji. Ich narracja z czasem zmieniła się z opowieści o miejscach na relację o ludziach, granicach i ograniczeniach własnego ciała.

W 2020 roku pandemia sparaliżowała ich plany. Została im karaibska plaża w Kolumbii, a z chwilowego postoju zrobiło się jedenaście miesięcy zamieszkania w Santa Marta. Zaczęli nazywać te odcinki „specjalnymi”, bo to już nie była podróż, ale przetrwanie — kwarantanna, polityka granic, brak lotów, wysyłka nowego panelu solarnego z Polski. W tym czasie wypuścili książkę, dali się we wzywać do radiowych audycji, mówili o Patagonii jak o miejscu, które ich zmieniło. A potem — jakby nic się nie stało — ruszyli dalej.

Ich wyprawa zmieniła się w cykl: przyjechać, zobaczyć, naprawić, pójść dalej. Z Boliwii do Chile, z Peru do Ekwadoru, gdzie znowu mieli problemy z Defenderem — „kaprysy gwiazdy”, jak to określili. W 2022 roku wjechali do Kolumbii, pojechali na Kubę, spotkali przyjaciela z Polski, Michała, którego nie zobaczymy już więcej w kolejnych filmach. Potem wyjazd do Meksyku, loty, zmieniające się plany. I nagle, w 2023 roku, od nowa: wyprawa na Alaskę, projekt „Cztery Krańce Ameryki” — tym razem z Defendere

m, który po raz kolejny zawodzi. Na Alasce ukruszył się wałek zdawczy w skrzyni biegów. To była jedna z największych awarii ich dotychczasowej podróży: tydzień poszukiwania warsztatu, zamówienie nowej skrzyni z Vermontu, koszty, stres. Ale film Wymiana skrzyni w Defenderze na Alasce zdobył ponad trzy tysiące odsłon — bo ludzie chcieli zobaczyć, jak się to robi, jak się to znieść.

Po Alasce i Kanadzie wrócili do Meksyku, ale coś się zmieniło. W 2025 roku — po ponad sześciu miesiącach w Tijuana — zaczęli mówić o sprzedaży Defendera. A potem, zupełnie niespodziewanie, ogłosili, że kupili amerykański kamper klasy A — duży, biały, amerykański, nie do porównania z ich kultowym Defenderem. To był przełom: nie tylko pojazdu, ale stylu życia. Kamper to nie pojazd wyprawowy, to już prawie dom. Zaczęli poznawać życie w stylu amerykańskiego vanlife, kempingi, przyczepy do holowania samochodu, termalne źródła dla nago kąpiących się — i zaczęli poruszać się inaczej: wolniej, z większą komfortem, ale też z większą odległością od własnej skórki.

Ich najważniejszymi tematami — oprócz techniki, napraw, i geografii — były zawsze ludzie: ich gościnność, przypadki, niepojęte sytuacje. Ale z czasem zniknęli z kanału motocykle, zniknęły Azja i Afryka, zniknęło pisanie książek w trakcie podróży, zniknęła intensywność „zobaczyć wszystko, zanim się skończy”. Zostali eksploratorami Ameryki, ale też technikami, narratorem losu i ludzką wersją „przetrwania z sensacją”. Ich największym sukcesem nie był żaden film — choć Projekt Bieszczady zebrał ponad 60 tysięcy odsłon — ale fakt, że przez ponad piętnaście lat potrafili być konsekwentni, nawet kiedy świat się za nimi zawalał.

Największym potknięciem? Może to, że czasem wydawało się, że ich pasją jest nie tyle miejsce, ile jego opis — że im więcej rzeczy mogli zarejestrować, tym bardziej czuli się realni. A jednak — mimo awarii, kwarantanny, sprzedaży samochodu i zmieniających się klimatów — kontynuowali. I choć dziś ich kamper ma akumulator LiFePo4, a oni jadą rowerami po Nowym Jorku, wciąż wydają się tymi samymi ludźmi, co na początku: ciekawymi, upartymi, czasem zmęczonymi, ale nigdy nie zatrzymanymi.

To opowieść o tym, jak marzenie o ucieczce do Bieszczad stało się podróżą bez końca — i jak najdłuższa trasa zawsze biegnie przez wnętrze.