Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Łukasz Tulej

Łukasz Tulej
1K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodaprzyroda

Łukasz Tulej: człowiek z drzewa, który mówił z przyrodą

Był taki czas, gdy jego świat mieścił się wśród korzeni, konarów i hałasów puszczy, gdzie najważniejsze decyzje podejmowano nie w biurze, ale na mchu, pod gołym niebem, z łukiem w ręku i śladem zwierzęcia pod stopą. Łukasz Tulej — znany w sieci jako Tooley — to nie tylko twarz polskiego bushcraftu, ale i narrator nowoczesnej przygody, której scenografią jest dzika przyroda, a bohaterami zarówno ludzie, jak i te najmniej zauważane ślady życia w lesie. Jego historia to powolne, ale pewne przemieszczanie się z przestrzeni edukacyjnych szkoleń survivalowych w krainę osobistego przekazu, gdzie każda rzecz — nawet koza — może stać się symbolem więzi między ludźmi.

Zanim kamera zaczęła śledzić jego wędrówki, Tulej był twórcą szkoły przetrwania TooleySurvival.pl, inicjującą siłą za projektami takimi jak „Wioska na drzewach” — inicjatywą, która już w 2012 roku miała w sobie iskrę czegoś więcej niż tylko szkolenia. Te pierwsze filmy, pełne nieśmiałości technicznej i entuzjazmu, pokazywały ludzi wspinających się po drzewach, nocujących w hamakach trzydzieści metrów nad ziemią, uczących się od natury w sposób, jaki przypominał raczej ceremonię niż kurs. Wtedy jeszcze nie mówił wiele. Reżyserował Adam Gołębiewski, który stał za kamerą, a Łukasz był raczej twarzą, niż głosem. Był obecny, ale nie dominował — uczestniczył, a nie narrował.

Jednak z czasem jego rola się zmieniała. Z organizatora wydarzeń stał się osobą, która zaczęła mówić bezpośrednio do widza. Pierwsze śladowe oznaki zmiany pojawiły się w 2015 roku, gdy opublikował film o strzelaniu z łuku — prosty, nieco nieporadny, ale pełen pasji. To był przełom: ten film zdobył ponad 60 tysięcy odsłon, więcej niż wszystkie poprzednie razem. Ludzie chcieli nie tylko wiedzieć, jak przetrwać, ale i jak poczuć się częścią przygody. A Łukasz zaczął im to oferować — z rosnącą swobodą, z humorem, z lekkim dystansem do siebie, choć z absolutnym szacunkiem dla tematu.

Jego kanał stopniowo zmieniał się z archiwum szkoleń na osobistą logbookę przyrodnika, który nie tylko uczy, ale i się uczy. Z czasem zaczęły zanikać wspólne wydarzenia z organizacjami survivalowymi, wspólne szkolenia, wspólne logotypy. Zniknęły wspomnienia o Dolnośląskim Centrum Survival Trappers, CSU Medaid czy 4FIX. Z czasem zniknął też Gołębiewski — nie nagle, ale powoli, jakby odchodząc z kadrów, by zrobić miejsce. Łukasz został sam — nie w sensie samotności, ale w sensie autentyczności wyrazu. Teraz to on trzymał kamerę, on mówił, on pokazywał, jak spać bez śpiwora, jak zapałować ogień pustą zapalniczką, jak rozpoznać ślady borsuka po buchtowisku.

W międzyczasie świat się przewrócił — a on znalazł się w środku burzy. W 2020 roku, gdy pandemia zamknęła granice, opublikował poradnik dla uwięzionych za granicą — film o ewakuacji z Peru, pełen spokoju, rozsądku i empatii. To był nie tylko survival, ale także moralna mapa, jak zachować zdrowy rozsądek w chaosie. I to właśnie wtedy widać było, że jego ekspertyza przekracza umiejętność rozpalania ognia — chodziło o przygotowanie psychiczne, o logistykę emocji, o to, jak nie dać się ponieść panice.

To był też czas, gdy zaczął podróżować nie tylko geograficznie, ale i tematycznie. Wyprawy do Jordanii, do Mongolii, a wreszcie do Brazylii — nie były już tylko dokumentacją aventur, ale stały się pretekstem do opowieści o ludziach. W Jordanii spotkał Aymana, Beduina, któremu pomógł zdobyć kozy — akcja społeczna, która zaczęła się od żartu, a skończyła na realnym wsparciu. Gdy kozy dotarły do właściciela, film zakończył się dźwiękiem radości mężczyzny, który nie mógł znaleźć słów. To był jeden z najcieplejszych momentów jego twórczości — moment, gdy survival przestał być sztuką przetrwania, a stał się sztuką współczucia.

Z czasem jego kanał przybrał charakter bardziej osobisty, bardziej literacki. Zamiast prezentacji sprzętu, zaczął opowiadać o tym, jak przytulać się do drzew, jak spacerować patrząc pod nogi, jak rozpoznać zwierzę po kupie. W filmie „Tropienie Ale KUPA” zacytował dowcip o menedżerze i odchodach — i uczynił z niego lekcję pokory przed naturą. Humor nie był tu przyosłoną, ale narzędziem. Pokazywał, że by zrozumieć świat, trzeba czasem schylić się do poziomu ziemi — dosłownie.

Obecnie, choć nadal mieszka w Polsce, jego horyzonty się poszerzyły. Filmuje w Puszczy Kampinoskiej, ale też w Brazylii. Pojawia się w programach TVP3, gdzie prezentuje nie tylko survival, ale rodzinne obozy, integracyjne spotkania w lesie. Z czasem zaczęły znikać tematy związane z wspinaczką drzewną, z „Wioską na drzewach”, z turystyką masową. Zamiast tego — głębsze tematy: identyfikacja roślin, tropienie, rozmowy z ludźmi, którzy wiedzą więcej. Najważniejszą postacią stał się on sam — nie jako guru, ale jako przewodnik, który czasem się myli, czasem się śmieje, ale zawsze szanuje przyrodę.

Jego najpopularniejsze filmy — o spaniu w hamaku, o tropieniu dzika, o rozpalaniu ognia pustą zapalniczką — to nie przypadkowe sukcesy. To są lekcje, które łączą prostotę z głębią. Pokazują, że survival to nie tylko sprzęt, ale sposób bycia. Jego największym osiągnięciem nie jest liczba subskrypcji, ale fakt, że ludzie zaczęli patrzeć na las inaczej — nie jako na dekorację, ale jako na nauczyciela.

Były też potknięcia. Niektóre filmy przeszły bez echa, jak te z wczesnych lat — o turystyce w Mongolii czy testach sprzętu. Niektóre tematy, jak łucznictwo czy ługowanie żołędzi, nie odniosły spodziewanego rezonansu. Ale to nie miało znaczenia — kontynuował. Bo to nie chodziło o oglądalność, tylko o to, by mówić to, co ważne.

Obecnie, gdy publicznie pakował się do Brazylii, robił to z prostotą, bez efektów specjalnych. Nie był to dramat wyjazdu, ale naturalne przemieszczenie się w przestrzeni, jakby drzewa przestały być cel, a stały się tylko kolejnym etapem. Jego historia to nie historia sukcesu, ale historia konsekwencji — człowieka, który wybrał las nie jako ucieczkę, ale jako dom.

I tak, między rozpalaniem ognia a przytulaniem się do drzew, między tropieniem łosia a wybieraniem imion dla kóz, Łukasz Tulej napisał opowieść o tym, jak żyć z głową pod chmurami, stopą na mchu, a sercem otwartym na świat.