
Mafi Malibu: opowieść o kobiecie, która wsiadła do samolotu i nie wysiadła
Marta, znana pod kryptonimem Mafi Malibu, to Polka, której życie wygląda jak zestaw wycinków z luksusowego katalogu podróżniczego, tylko że z praktycznym podejściem i zdrowym humorem. Urodzona w Gdyni, miasteczku u brzegu morza, najpierw odważyła się na skok w nieznane — do Dubaju, gdzie przez sześć lat mieszkała jako stewardessa linii Emirates. Tam zaczęła się jej przygoda z kamerą: nie tylko opowiadała o życiu w jednym z najbardziej ekstrawaganckich miast świata, ale robiła to z taką naturalnością, jakby rozmawiała z przyjaciółką przy kawie, tylko że kawa była w centrum handlowym wielkości małego miasta, a przyjaciółka miała dostęp do fontann tanecznych i pałaców z wodą posypaną złotem.
Jej filmy z tamtych czasów to mieszanka porad praktycznych i osobistych refleksji: od tego, jak wygląda rekrutacja stewardessy (i czy warto robić tatuaż, jeśli się o nią kandyduje), po ceny jedzenia w supermarkecie czy to, jak przetrwać noc w luksusowym hotelu za 300 zł. Pokazywała, jak wygląda życie za kulisy lotnictwa — z lotami do Kualy Lumpur, Ghanii czy Nowego Jorku — ale też nie bała się mówić o zmęczeniu, o wpływie latania na ciało, o biurokracji i o tym, że za pięknem Dubaju często kryje się surowa rzeczywistość prawa i kulturowych ograniczeń. Jej film o życiu kobiet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich był jednym z tych, które pokazały, że potrafi poruszać trudne tematy bez dramatyzmu, ale też bez zaniżania głosu.
Po pięciu latach pracy w linii lotniczej, która dała jej świat, doświadczenie i niezależność, Marta podjęła decyzję, która zmieniła kierunek jej życia — zrezygnowała z pracy w Emirates. Nie była to ucieczka, tylko przemyślany krok, jakby po tylu lotach nadeszła pora, by wreszcie postawić stopę na stałej ziemi. Tyle że ziemia okazała się Florydą — słoneczną, tropikalną, pełną aligatorów i dziwacznych atrakcji typu „największy sklep z ozdobami świątecznymi na świecie”. Wraz z tą zmianą przyszła też nowa narracja: z kobiety, która opowiadała o życiu w obcym kraju, stała się narratorem życia w Ameryce — nie z perspektywy turysty, ale raczej sąsiadki z osiedla, która wie, gdzie kupić tanio meble, jak przetrwać huragan i dlaczego sąsiedzi wywieszają flagi Республикane i Demokratycznej na trawnikach.
Jej przeprowadzka do Stanów nie była jednorazowym skokiem — to był etap pełen eksperymentów. Najpierw Michigan, potem Seattle, a w końcu Floryda, która stała się jej domem. W tym czasie kamera towarzyszyła jej nie tylko przy zakupach w Walmart czy na spacerach po luksusowych dzielnicach, ale też przy intymnych chwilach: gdy jej mama zdawała test na obywatelstwo, gdy oglądała huragany przez okno, gdy remontowała korytarz w domu za kilka dolarów i dumnie pokazywała efekt. Floryda stała się dla niej nie tylko miejscem zamieszkania, ale sceną do nowej opowieści — o życiu w kulturze, która świętuje Halloween z powagą armii, a Boże Narodzenie z zapałem producenta filmów świątecznych Netflix.
W jej filmach widać, jak stopniowo zmienia się tematyka: znikają już wspomnienia z pracy w samolocie, choć czasem wraca do nich w pytaniach od widzów, jak do starej skrzynki z pamiątkami. Zamiast historii o pasażerach, którzy próbują przemycić alkohol w butach, pokazuje, jak wygląda weekend z przyjaciółmi z Teksasu, poszukiwanie manatów czy wesele na amerykańskiej wsi. Jej podróż poślubna — z San Antonia po Roswell, aż po Park Narodowy Zion — to nie tylko wakacyjny vlog, ale prawdziwy roadtrip kulturowy, w którym widać, jak bardzo już czuje się częścią tego kraju, ale też zachowuje dystans i zdolność do żartowania z jego ekscesów.
Wśród powtarzających się postaci pojawia się mąż, którego nie zawsze widać, ale którego obecność jest odczuwalna — w wspólnej podróży, w wspólnej zabawie w kowbojów, w wspólnym marzeniu o widoku z Kanionu Horseshoe. Wspomina też matkę, z którą dzieli emocje związane z nowym życiem w Ameryce. A wśród tych, którzy przestali się pojawiać, są przede wszystkim postacie z życia stewardessy — koleżanki z załogi, mieszkanie w wieżowcu Millennium, nocne zmiany w centrum Dubaju. To świat, który się zamknął, ale nie został zapomniany — wraca w filmach, gdy odpowiada na pytania, jak zarabiać jako stewardessa, czy co się dzieje, gdy się spóźnia lot.
Jej największym sukcesem nie jest żaden konkretny film, choć filmy o Burj Khalifa, kawie z złotem czy Global Village mają setki tysięcy odsłon, ale to, że zbudowała zaufaną przestrzeń — miejsce, gdzie można się dowiedzieć, jak wygląda życie w Stanach, bez propagandy, bez przesady, z praktycznymi wskazówkami i sporą dawką ironii. Jej porażką — jeśli w ogóle można tak to nazwać — było to, że ktoś ukradł jej wizerunek, by oszukiwać innych, co pokazało, że nawet w świecie mikroskopijnej popularności można stać się celem. Ale ona tylko wzruszyła ramionami i powiedziała: „Myślałam, że to spotyka tylko gwiazdy”.
Obecnie jej kanał to mieszanka życia codziennego, podróży międzystanowych, remontów, zwierząt i kulturowych obserwacji. Nadal mieszka na Florydzie, nadal nosi się po świecie, ale teraz nie z dyżuru, tylko z pasji. A kiedy patrzy w kamerę, mówi z uśmiechem, jakby mówiła: „Wiem, że to wszystko wygląda jak sen, ale proszę — wejdźcie i obejrzyjcie, jak to naprawdę wygląda z bliska”.
To historia kobiety, która zaczęła od jednego dnia w Kualy Lumpur i skończyła na werandzie w Clearwater, z kubkiem kawy, aligatorem w zasięgu wzroku i kamerą w ręku — bo świat wciąż ma coś do opowiedzenia.