
Majka Zawadzak: między Mumbajem a marzeniami
Gdzieś tam, daleko od zimnych polskich chodników i zapachu pierogów z rodzinnego kuchennego piekarnika, Majka Zawadzak odkrywała nowy świat — ten, gdzie ulice są zatłoczone, klimat wilgotny, a życie pulsuje jak nieustanny rytm dholu. Mieszka w Bombaju, choć nie sposób powiedzieć, by kiedykolwiek całkowicie przestała być Polką z charakterem, która czasem zamiast mówić, śpiewa. Jej historia nie zaczyna się od wielkiego przełomu, ale raczej od cichego, niemal przypadkowego kroku — pierwszego filmu, „Egzotycznie”, który w 2019 roku trafił na YouTube’a, nie wzbudzając większego zainteresowania, ale zapalając iskrę.
Przed wyjazdem do Indii Majka, choć jej przeszłość pozostaje nieco w cieniu, najprawdopodobniej miała do czynienia z muzyką — już w drugim filmie, „Lipka”, odśpiewała nowoczesną wersję polskiej pieśni ludowej, a producentem był wtedy Pragmental, z którym od tamtej pory nawiązała trwałą współpracę. Nie był to jeszcze początek kariery podróżniczki, ale raczej próba połączenia kultury rodzinnej z czymś nowym, egzotycznym, jeszcze nie do końca zdefiniowanym. Dopiero kilka lat później, w 2022 roku, kamera zaczęła śledzić jej codzienność w Mumbaju, a z nią — powoli — rodził się nowy kanał.
Pierwsze filmy z Indii to eksploracje smaków, dziwaczeństw i lokalnych zwyczajów. Majka testuje jedzenie uliczne, wchodzi do supermarkeci z pytaniem, czy można tu kupić alkohol, a potem z niedowierzaniem opowiada o zatłoczonych pociągach miejskich, które przypominają raczej ludzkie konservy niż środek transportu. W tych filmach widać kobietę ciekawą, ale jeszcze nie do końca pewną siebie — mówi szybko, czasem nie wie, gdzie ustawić telefon, a dźwięk często walczy z hałasem miasta. Ale za to ma autentyczność, którą trudno nauczyć się poza kamerą.
W październiku 2022 roku wydarzyło się coś, co zmieniło kierunek jej narracji. Nagranie zatytułowane „Przeprowadzka do Indii! 3 rzeczy które zszokowały mnie najbardziej” zdobyło ponad cztery tysiące wyświetleń — więcej niż wszystkie poprzednie razem wzięte. To był przełom. Od tej pory jej kanał przestał być tylko muzykalnym eksperymentem i stał się dziennikiem życia za granicą. Zaczęła oprowadzać po swojej dzielnicy, mówiła o braku prywatności w indyjskich blokach, a potem — zupełnie przypadkiem — trafiła na święto Navratri, gdzie spotkała Ranveera Singha. Była podekscytowana, jak fan, który nagle znalazł się w centrum wydarzenia. Ale to dopiero był początek.
W listopadzie 2022 roku Majka opowiedziała o spotkaniu z Shahrukhem Khanem — największą gwiazdą Bollywoodu. Film zatytułowany „SPOTKAŁAM NAJWIĘKSZĄ GWIAZDE BOLLYWOOD! I zaliczyłam największą wtope w życiu...” zdobył ponad dwa i pół tysiąca wyświetleń i stał się jednym z jej najbardziej znanych filmów. Była szczera, zawstydzona, opowiadała o tym, jak się potknęła, jak mówiła coś głupiego, jak jej serce waliło jak młot. To nie była sensacyjna wywiadówka, to była opowieść o człowieku, który nagle znalazł się naprzeciwko ikony. I właśnie ta szczerość — nieprzerysowana, nie wyreżyserowana — zaczęła przyciągać ludzi.
Od tamtej pory Bollywood stał się jej stałym tematem. Odwiedzała Film City, rozmawiała z aktorem Karimem Hajee, który grał w filmach od ponad trzydziestu lat, a potem — w 2023 roku — nagrała film „MOJA KARIERA W BOLLYWOOD”, w którym żartobliwie, ale z nutą powagi, opowiedziała o swoich marzeniach. Nie była aktorką, nie była tancerką, ale była kimś, kto śpiewał, filmował, próbował. I to wystarczyło.
W 2023 roku jej kanał zaczął się rozwijać w dwóch kierunkach: jednym był dziennik życia w Indiach — z wizami, pociągami, slumsami i jedzeniem na wynos, drugim — muzyka. W grudniu 2022 roku nagrała cover piosenki „Meri Jaan” z filmu Gangubai Kathiawadi, którą przygotowała praktycznie sama — od scenariusza, przez make-up, po montaż. Śpiewała, reżyserowała, kładła się na podłodze, by uchwycić odpowiedni kadr. To był jej pierwszy pełnoprawny teledysk — skromny, ale pełen pasji. Później pojawiły się kolejne: „Babuji Dheere Chalna”, „Dil Pe Chalai Churiya”, a nawet cover klasycznej ballady „Dil ka bhanwar kare pukar” — wszystko w języku hindi, z polskim akcentem, który nie przeszkadza, a raczej czyni ją wyjątkową.
Jej największe sukcesy nie mierzy się tylko liczbami, choć film „Przeprowadzka do Indii” czy „McDonald w którym nie sprzedają BigMaca” przyciągnęły blisko pięciu tysięcy wyświetleń — sporo jak na kanał o niszowym charakterze. Większą miarą sukcesu jest to, że Majka stworzyła przestrzeń, w której może być sobą: Polką w Indiach, śpiewaczką bez kontraktu, podróżniczką bez luksusów, kobietą, która śmieje się z własnych wpadek.
Były też chwile, gdy kamera milczała. Pojawienie się jej rodziców w Indiach w styczniu 2023 roku, ich wspólna podróż po Kerali, wizyty w wioskach, backwaterach, teatrze Kathakali — to były chwile pełne ciepła, ale też powagi. Film o Kathakali, choć mało popularny, był najbardziej artystyczny z całej kolekcji. A potem — cicha przerwa. Żadnych nowych filmów przez kilka miesięcy. Kanał nie zginął, ale jakby przetrawiał.
W drugiej połowie 2023 roku Majka wróciła z nowym podejściem. Zaczęła robić filmy o wizach, o Film City, ale też — po raz pierwszy — krytykować. Film „MINUSY ŻYCIA W INDIACH” był rzadkim momentem szczerości: mówiła o hałasie, o brudzie, o frustracjach, które nie zmieniały faktu, że kocha to miejsce. A potem — niespodzianka: udział w misji #misjazero, gdzie badała, co Hindusi myślą o płaskiej Ziemi. To było lekkie, ironiczne, ale i nieco bezpieczne — jakby testowała granice swojej roli: czy może być nie tylko obserwatorem, ale także uczestnikiem absurdów internetu.
W 2024 roku kanał powoli przesunął się w stronę krótkich form — shortsów z jedzeniem ulicznym, coverami piosenek, ale też powrotem do dłuższych narracji. Film „31 GODZIN W INDYJSKIM POCIĄGU” pojawił się dwa razy — raz w grudniu, raz na początku stycznia — jakby Majka chciała, by nikt tego nie przegapił. To była historia o zmęczeniu, o ludziach, o nieprzewidywalności podróży. I o tym, że czasem warto pozwolić życiu płynąć, nawet jeśli pociąg dojeżdża z siedmiogodzinnym opóźnieniem.
Na kanałach pojawiały się różne osoby — Ruda, z którą śpiewała, choć nie wiadomo, kim jest; Pragmental, muzyk, który towarzyszy jej od początku; Asia, Łodzianka tańcząca klasyczny taniec indyjski, której film był jednym z najpopularniejszych. Ale najważniejszą postacią pozostaje sama Majka — z kamerą w ręku, z mikrofonem, który nie zawsze działa, z uśmiechem, który nie znika nawet wtedy, gdy wszystko idzie nie tak.
Jej filmy o największej oglądalności — „Przeprowadzka do Indii”, „McDonald w którym nie sprzedają BigMaca”, „SPOTKAŁAM NAJWIĘKSZĄ GWIAZDE BOLLYWOOD” — mają coś wspólnego: są o szoku, o zaskoczeniu, o momencie, gdy rzeczywistość wyrywa się z ram. A te najmniej popularne — o Kathakali, o wizach, o Nepalu — to te, w których widać jej pasję do szczegółu, do kultury, do rzeczy, które trwają dłużej niż jedno kliknięcie.
Nie ma na jej kanale tematów, których unika — raczej przeciwnie. Mówi o religii, o kulturze, o seksie (pośrednio, przez rozmowę z aktorem Bollywood), o polityce (przez komentarz o brytyjskich youtuberach w Polsce). Ale nie ma już tych pierwszych piosenek, które brzmiały jak eksperyment. Teraz muzyka to część narracji, nie samodzielny projekt.
Osoby, które przestały się pojawiać — rodzice, Asia, goście z Polski — jakby odchodzą na dalszy plan. Kanał stał się bardziej intymny, bardziej osobisty. To już nie tylko dziennik podróży, ale próba zrozumienia, kim jest Majka Zawadzak w tym nowym świecie.
Jej największe potknięcie? Może to, że wciąż nie ma profesjonalnego studia, o którym marzyła w teledysku do „Meri Jaan”. Że wciąż robi wszystko sama. Że czasem filmuje się z telefonu, że dźwięk szumi, że zapomina o mikrofonie. Ale to też jej siła.
Historia Majki Zawadzak to historia kobiety, która nie wiedziała, dokąd zmierza, ale postanowiła iść — z kamerą, z głosem i z odwagą, by śpiewać w języku, którego nie zna dobrze, w kraju, który nie zna jej imienia.