Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Marcin Lugowski

Marcin Lugowski
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodaprzyroda

Marcin Lugowski: od hotelu przy kraterze po imperium awokado

Gdzieś wśród dżungli północno-wschodniej Kambodży, w prowincji Ratanakiri, gdzie wulkaniczne jeziora spoczywają jak emeraldy wkorzenu dawnych erupcji, a tropikalne wodospady szumią w rytm monsunu, zaczęła się historia, która miała wyglądać zupełnie inaczej, niż się potem potoczyła. Marcin Lugowski, Polak z nieustannym ruchem w żyłach, najpierw zapisał się w tej krainie jako twórca hotelu – miejsca, które miało być oazą dla tych, co szukają ciszy i natury. Ale szybko okazało się, że jego pasja nie zmieści się w czterech ścianach, nawet jeśli są to ekościany z solar panels na dachu i organicznymi warzywami z własnego ogródka.

Początkowo kamera pokazywała głównie krajobrazy – jezioro Yeak Laom, z jego krystalicznie czystą wodą, zatłumione dźwięki dżungli, ścieżki prowadzące ku wodospadom. W 2016 roku, w serii filmów nagranych tego samego dnia, przedstawił projekt hotelu Ratanakiri Paradise, który miał powstać zaledwie trzy kilometry od jeziora, w kierunku wodospadu Ou’Sean Lair. Był to czas marzeń o miejscu, gdzie turysta mógłby oddychać pełnimi plucami, nie czując dymu z miast. Hotel miał być eko, miał być lokalny, miał być… rajem. I był – choć nie tylko w sensie hotelowym.

W 2017 roku, gdy hotel już funkcjonował, Lugowski zaczął pokazywać nie tylko gościnność, ale i okolicę – jej różnorodność etniczną, krajobraz wulkanicznych wzgórz, plantacje kauczuku. Był też film o kopalni kamieni szlachetnych, jakby na chwilę zaprzątnęła go myśl o skarbach ukrytych pod ziemią. Ale szybko się przekonał, że prawdziwy skarb rośnie – i to dosłownie – na drzewach.

W styczniu 2021 roku wszystko się zmieniło. Zamiast hotelowych pokazów, kamera skierowała się na pola, na świeżo obsadzone sadzonki awokado. To był początek nowej ery. Lugowski, który jeszcze niedawno mówił o wypoczynku i turystyce, teraz mówił o glebie, odmianach Hass i Royal Hass, o ekosystemach i odradzaniu lasów. Nowa plantacja awokado na trzech hektarach, w kaldery wygasłego wulkanu, stała się nowym centrum jego świata – i kanału. Z biegiem miesięcy widać było, jak jego pasja przeradza się w system: sadzenie, mulczowanie, systemy nawadniające, pasieki, hodowla krewetek słodkowodnych. To już nie była tylko rolnia – to był projekt zrównoważonego rolnictwa, w którym każdy element miał swoje miejsce, jak w zegarku.

Z czasem kamera przemieszczała się między prowincjami – z Ratanakiri do Mondulkiri, gdzie powstawały kolejne plantacje. Tam, wśród dawnych lasów i rzadko zamieszkanych wiosek, Lugowski i jego zespół zakładali nowe sady, sadzili awokado w odstępach 3 na 5 metrów, planowali stawy z krewetkami, a wokół nich odbudowywali naturalne zadrzewienia. Pokazywał, jak sadzi się awokado, jak się je przygotowuje do okulizacji, jak mierzy się postępy po dwóch latach od posadzenia. Zdjęcia dronem pokazywały nie tylko drzewa, ale całą geometrię zrównoważonego gospodarstwa – tereny zalesione, stawy, pasieki, pola traw.

W tle tej przemiany pojawiał się też inny człowiek – Ludwik Sobolewski, były prezes giełdy w Warszawie i Bukareszcie, który w jednym z wcześniejszych filmów wypowiadał się o Kambodży i krajach ASEAN. To było jak przypadek – albo zapowiedź. Jakiś most między światem finansów a światem ziemi, między konglomeratami a sadzonkami. Ale Sobolewski nie powrócił, zniknął z narracji, jakby jego rola była tylko symboliczna – wejście, przekaz, wyjście.

To, co kiedyś było turystycznym rajem, stopniowo stało się rolnicznym laboratorium. Hotel nadal istniał – pojawiał się w filmach, zwłaszcza podczas festiwalu wody w 2021 roku czy przy zachodach słońca – ale nie był już centrum. Centrum stały się drzewa, korzenie, woda, pasieki. Zniknęły tematy związane z kopalniami, zniknęły długie opisy jezior, znikła sama idea „odpoczynku” jako celu. Teraz chodziło o pracę, o trwałość, o pierwszy plon, którego wszystko wskazuje na przyjście w 2023 roku.

W grudniu 2022 roku ogłoszono kolejny krok – wynajęcie pomieszczeń chłodniczych na obrzeżach Phnom Penh. To był sygnał: nie tylko uprawiamy, ale też przygotowujemy się do sprzedaży. To już nie była tylko pasja – to była firma, projekt, łańcuch wartości. Awokado z Kambodży miało trafić na rynki, być może nawet międzynarodowe.

Największe sukcesy? Trudno wskazać jeden moment – raczej cały proces. Przekształcenie się z hotelarza w rolnika z wizją, stworzenie sieci plantacji, wprowadzenie pasiek, stworzenie systemu zrównoważonego rolnictwa, który łączy hodowlę, rolnictwo i ochronę przyrody. A największe potknięcie? Może to, że hotel, który miał być sercem projektu, został po prostu przesunięty na margines – nie dlatego, że się nie powiódł, ale dlatego, że coś większego go pochłonęło.

Filmy, które zdobyły największą uwagę, to te pokazujące postępy – jak sadzi się awokado, jak wygląda plantacja po roku, jak pracuje zespół. To nie były widowiska, ale dokumenty zmian – spokojne, pełne cierpliwości, pełne wiary w to, że z ziemi można coś więcej niż tylko hotel.

Ludzie, którzy się pojawiali – pracownicy, ekipa, czasem żona, czasem partnerzy lokalni – byli obecni, ale bez słów. To była historia Marcin Lugowski, opowiedziana przez obiektyw, bez efektów specjalnych, bez komentarzy, tylko z dronem, ziemią i drzewami jako głównymi aktorami.

A potem, nagle, jakby po wszystkim, film z marca 2023 roku: „Avocado Cambodia Project”. Spokojne zdanie: „czekamy na pierwszy plon”. I cisza. Jakby wszystko, co było wcześniej, było tylko przygotowaniem do tego momentu.

To była historia nie o ucieczce od cywilizacji, ale o budowaniu nowej – powolnej, zielonej, upartej.