
Marcin Matejko: między Szwecją, poglądami a kuchnią
Marcin Matejko, razem z żoną Aleksandrą, to para, która zdecydowała się opowiadać o swoim życiu nie tylko w formie prywatnych wspomnień, ale też w regularnych porcjach dziennikarskiego humoru i obserwacji z drugiej ręki – przez kamerę. Ich wspólna przygoda z YouTube zaczęła się we wrześniu 2016 roku, gdy zaczęli publikować krótkie, nieco chaotyczne, ale autentyczne vlogi z życia w Sztokholmie, które stopniowo nabierały konturów stałej narracji o nowym domu, nowych wyzwaniach i nowych codziennych dziwactwach. Ich kanał, początkowo nazywany What about being happy, był jak intymny list do znajomych – troche na poważnie, troche na wesoło, z nutą czarnego humoru i wątkiem przewodnim: co to znaczy być szczęśliwym, gdy się mieszkając daleko od domu, a jednocześnie nie przestaje być sobą.
Wybór Szwecji nie był przypadkowy – był efektem decyzji życiowej, którą trudno nazwać impulsem. Marcin, zanim wyruszył w świat, pracował w kuchni, zdobywając doświadczenie w prestiżowych restauracjach Sztokholmu, co w przyszłości stanie się ważnym elementem jego narracji, choć w początkach kanału nie wydawało się to tematem zbyt ciekawym. Wtedy raczej opowiadał o tym, dlaczego wolą szwedzką kuchnię, dlaczego ma mieć kochankę (w tonie przekładu humorystycznej ironii), albo dlaczego internet kłamie. Początkowe filmy były eksperymentem – z nieśmiałym montażem, niewielką produkcją, ale z silnym poczuciem tożsamości. Codzienność rodzinna wcielała się w obecność małej Emilki, która z czasem stała się stałym elementem tła, a raz nawet – bohaterką odcinka, kiedy po raz pierwszy w życiu przejechała się na sankach. Była też Ola, żona Marcina, która z biegiem czasu stopniowo wkraczała do kadru, choć jej obecność była najpierw raczej nieobecnością – wspomnianą, ale nie pokazywaną.
To, co początkowo wyglądało na luzacki eksperyment z obrazem i dźwiękiem, szybko zmieniło się w coś znacznie poważniejszego. W lutym 2017 roku, po filmie o oglądaniu filmu XXX – który zdobył ponad trzy tysiące wyświetleń i był dowcipem z gatunku „to nie o tym, co myślisz” – liczby zaczęły rosnąć. Ale prawdziwym przełomem był film z marca 2017 roku, CZY WARTO ZAMIESZKAĆ W SZWECJI?, który zebrał ponad sto tysięcy wyświetleń i stał się ich hitem numer jeden. W tym momencie kanał się zmienił – z dziennika osobistego przemienił się w przewodnik, źródło informacji, miejsce, gdzie emigranci szukali odpowiedzi. Temat muzułmanów, który pojawił się w tytule, był kontrowersyjny, ale Marcin i Aleksandra podejmowali go przez pryzmat własnych doświadczeń, nie tylko jako obserwatorzy, ale jako mieszkańcy wielokulturowego miasta. To ono zapoczątkowało serię filmów, w których przemawiali coraz wyraźniej o swoich poglądach – niekoniecznie popularnych, ale wyrażanych z przekonaniem.
W czerwcu 2017 roku doszło do dwóch ważnych zmian. Po pierwsze, kanał zmienił nazwę – z What about being happy na Marcin Matejko, co oznaczało przejęcie kontroli nad narracją przez Marcina jako główną twarz projektu. Po drugie, Marcin zaczął otwarcie mówić o zmianach w ich życiu – o błędach po przyjeździe do Szwecji, o najważniejszych lekcjach, a także o tym, że ich relacja z krajem, choć pełna szacunku, nie jest już taka, jak na początku. Jego film o nawiązaniu kontaktu z Michałem Szafrańskim, autorem książki Finansowy Ninja, był nie tylko pokazem zadowolenia z własnych osiągnięć, ale też sygnałem, że coraz bardziej identyfikował się z rolą twórcy treści, a nie tylko emigranta opowiadającego o życiu za granicą.
Ale największą zmianę zapowiedział film z sierpnia 2017 roku: Wracamy do Polski. Na stałe!. W jednym zdaniu, z charakterystyczną dla siebie prostotą, Marcin ogłosił koniec szwedzkiego rozdziału. Powody były skomplikowane – część z nich wiązała się z kwestiami społecznymi, z którymi się zmagali, a część po prostu z nostalgią, zmęczeniem, potrzebą przynależności. Przygotowali się do tego etapu nie po raz pierwszy – w jednym z wcześniejszych filmów pytali, czy planują powrót, a odpowiedź brzmiała: „nie wiemy”. Teraz odpowiedź była inna.
Powrót do Polski nie oznaczał końca kanału, ale jego redefinicji. Drugi sezon rozpoczął się od relacji z meczu reprezentacji z Kazachstanem – normalnego, rodzinno-rodzimego wydarzenia, po którym następował dłuższy przerwa, typowa dla par, które próbują uporać się z chaosem nowego początku. Kiedy wrócili, mówili o nowym życiu – znowu, bo to już nie był pierwszy raz, gdy wszystko się od nowa układali. Ale tym razem ton się zmienił. Z każdym rokiem coraz więcej mówiło się o książkach, o rozwoju osobistym, o sportowej pasji Marcina, który w jednym z filmów poświęcił mu krótki, pełen przekonania manifest. Zniknęły z kadru niektóre postacie – Emilka przestała pojawiać się regularnie, a Ola, choć wciąż wspominana, zaczęła tracić na widoczności. Z czasem jej imię zniknęło z opisów, a konta Instagrama, które wcześniej dzieliły ich wspólne życie, stały się raczej prywatne.
W styczniu 2018 roku Marcin poinformował, że rzucił pracę na kuchni – po latach, po doświadczeniu, po wykształceniu. Był to nie tylko zawodowy, ale i emocjonalny przełom. Mówił o tym spokojnie, bez dramy, ale z emocją – jak ktoś, kto wreszcie odważył się powiedzieć, że coś, co było źródłem chleba, przestało być źródłem sensu. Ten film stał się jednym z bardziej popularnych – nie tylko dlatego, że dotyczył decyzji, ale dlatego, że był szczery. I dowodził, że kanał, choć zaczął się od zabawnych vlogów o szwedzkich zimach i dronach rozbijanych przy lądowaniu, stał się czymś głębszym: miejscem, gdzie można mówić o zmianach, o wyborach, o tym, co się traci i co się znajduje w drodze.
W ostatnich filmach widać, że powrót do Polski nie oznaczał spokoju, ale kolejnej fazy poszukiwania. Marcin pojawia się w Kudowie-Zdrój, wspina się po skałach, rozmawia o trybie życia, ale kamera nie trafia już do wnętrza tak często jak wcześniej. Jest więcej krajobrazu, mniej codzienności. I choć liczby wyświetleń nie osiągają już poziomu filmu o T-Mobile – który zebrał ponad 180 tysięcy odsłon i stał się ich drugim hitem, pełnym gniewu, ale też satysfakcji z opowiedzianej historii – wiadomo, że nadal mają coś do powiedzenia.
Ich największe sukcesy to nie tylko liczby – to fakt, że zdołali stworzyć narrację, która była spójna, mimo że ich życie było pełne zakrętów. Ich największe potknięcia? Może te chwile, gdy kamera milkła na dłużej, gdy nie było vloga, bo „niektórych rzeczy nie potrafimy jeszcze przeskoczyć”. Albo gdy dron upadał – nie jeden raz, ale dwukrotnie, z coraz większym dramatem. Ale to właśnie te chwile, z ich nieperfekcją, nadawały kanałowi autentyczność.
Tematy, które kiedyś dominowały – życie w Szwecji, kulturowe różnice, muzułmanie – stopniowo zniknęły bez komentarza. Nie ma już filmów o personnumerze, nie ma porad o przeprowadzce. Zamiast tego – książki, sport, refleksje. Cisza na temat tych dawnych tematów jest głośniejsza niż jakiekolwiek wyjaśnienia.
Najważniejszymi osobami w ich historii byli: Emilka, która była częścią świata szwedzkiego; Ola, współtwórczyni początku i współbohaterka wielu filmów; i Marcin, który stopniowo przejął narrację i uczynił z niej swoją. Osoby, które przestały się pojawiać – to nie tylko członkowie rodziny, ale także dawny kanał, dawne podejście, dawny ton. Kanał, który zaczynał jako lekki, humorystyczny dziennik, stał się cichym, osobistym monologiem.
I choć ostatni film z czerwca 2018 roku pokazuje ich jeszcze raz w ruchu – wspominają skalne wycieczki, życie w górach, chwilę wspólnego odpoczynku – widać, że ten rozdział też się zamyka. Ale nie jako porażka. Raczej jako coś, co po prostu się skończyło – nie z braku sił, ale z naturalnością.
To historia o tym, jak życie może się zmieniać – nie raz, ale kilkakrotnie – i jak narracja o nim, choć pozornie stała, w rzeczywistości płynie razem z tymi zmianami, bez konieczności tłumaczenia się za każdy zakręt.