
Marta Sielska: z Europy do serca Azji
Marta Sielska zaczęła swoją podróż jako podróżniczka z klasycznym zestawem podręcznym – stabilnym zatrudnieniem, życiem w kraju, weekendami za miastem i planem, który przypominał szablon. Była jedną z tych, które na co dzień pracowały w korporacji, wracały do mieszkania z kotem, planowały wakacje na pół roku naprzód i szukały odrobiny odmiany w życiu, które jednak z dnia na dzień stawało się coraz bardziej szare. Czuła, że nie do końca pasuje do tego świata, w którym sukces mierzy się ilością godzin spędzonych w biurze, a spełnienie – wielkością hipoteki. Coś w niej zapaliło się, kiedy w 2018 roku zaczęła dzielić się wrażeniami z podróży do Bułgarii, Czarnogóry i Teneryfy – miejsc, które odwiedzała nie jako turystka, ale jako poszukiwaczka czegoś więcej. Już wtedy widać było, że jej kamera nie tylko nagrywa plaże czy miasta, ale i emocje, które z nimi związane.
Pierwsze kroki w świecie treści nie były jeszcze przełomowe – nagrywała porady, analizowała zasady bagażu u Ryanair i Wizz Air, bo wiedziała, że to właśnie takie praktyczne informacje otwierają drzwi do wolności. Ale szybko stało się jasne, że Marta nie potrzebuje tylko pokazywać, jak wygrać z przewoźnikiem, tylko jak wygrać z życiem. W 2019 roku, gdzieś między kadrami z Filipin, w których próbowała pływać z żółwiami i jeździć rowerem po linie w Czekoladowych Wzgórzach, coś się zmieniło. Zrobiła krok, który brzmiał jak grzmot w cichym świecie jej dotychczasowego życia – kupiła bilet w jedną stronę. Nie do Australii, jak początkowo planowała, tylko do Tajlandii, która stopniowo stała się jej nowym domem. To ona, nie plany, wygrała.
Wkrótce kamera przeniosła się z bagaży do rejsu po Mazurach, a potem na ulice Melbourne, ale to tylko przystanki. Jej prawdziwą odyseją był kierunek, którego nie dało się narysować na mapie – kierunek niezależności. W 2020 roku, gdy świat zatrzymał się w kwarantannie, Marta została na Phuket, choć wielu uciekało. Tam, w samym sercu pandemii, zamiast rezygnować, zaczęła tworzyć intensywniej niż kiedykolwiek. Nagrywała o kosztach życia, o wizach, o ubezpieczeniach, ale i o ludziach – tajskich biznesmenach, Morskich Cyganach, lokalnych kucharzach. Jej kanał stał się nie tylko przewodnikiem, ale i wspólnotą. Była tam, gdy inni byli uwięzieni. I robiła to nie sama – pojawiali się goście: Carla, która wprowadziła jazgę w jej codzienność, Paweł Gołdych, z którym dzieliła się doświadczeniami randkowania w Azji, czy Piotr z Podróży Wojownika, z którym wspólnie organizowała pomoc dla lokalnych rodzin.
Jej historia nie była linią prostą. Były momenty, gdy mówiła, że wyjeżdża z Australii, bo „coś poszło nie tak”, a potem wracała do Tajlandii, by stwierdzić, że to właśnie tam jest „na nielegalnie”, ale i szczęśliwa. Były dni, gdy dzieliła się wątpliwościami, jak to z tym chłopakiem, czy kiedy rodzina, ale też takie, gdy mówiła, że ma kota, a to znaczy już coś więcej niż tylko podróż – to znaczy stabilizacja. Jej film o utracie najlepszej przyjaciółki, choć opowiedziany z dystansem, był głośnym potwierdzeniem, że życie poza domem to nie tylko kokosy i plaże, ale i straty, które trzeba przerabiać bez rodziny w pobliżu. Ale była też Maya Bay, otwierająca się po trzech latach zamknięcia, gdzie mówiła, że to może być „sielski raj”, i choć pytająco, to z nadzieją w głosie.
W latach 2021–2023 Marta przeobraziła się z podróżniczki w eksperta. Tworzyła treści o pracy w szkołach, o zarobkach nauczycieli, o wymaganiach wizowych, o kosztach życia. Porównywała ceny w Warszawie i Bangkoku, organizowała quizy o randkach, analizowała, czy Pattaya to naprawdę stolica rozpusty, a Khao Sok – kontrowersyjny park. W 2022 roku pojawia się w Nepalu, gdzie skacze z paralotni, wjeżdża do Chitwan, by spotkać nosorożca, świętuje Holi, a potem odkrywa, że do Polski wraca nie jako turystka, ale jako ktoś, kto zrozumiał, że szara rzeczywistość też ma swoje piękno. Jej film o powrocie do Warszawy po dwóch latach to nie żart, ale emocjonalne miejsce – pełne porównań, szoków kulturowych, ale i tęsknoty za goframi za trzydzieści złotych.
Gdy w 2025 roku mówi, że wyjeżdża z Phuket po pięciu latach, robi to nie z żalem, ale z pokorą. To nie koniec, tylko kolejny początek. Wraca do pracy, ale nie do biura – do tworzenia treści, doradztwa, sprzedaży nieruchomości, organizowania współpracy z hotelami. Jej największe sukcesy to nie miliony odsłon – choć były, jak „Poradnik dla kobiet w Tajlandii” z ponad 780 tysiącami – ale to, że pomogła setkom ludzi zacząć nowe życie. Jej największe potknięcia? Być może czas, gdy mówiła, że może wrócić do Polski, ale nie było to potknięcie – to była szczerość.
Po drodze zniknęły filmy o bagażach, zastąpione analizami wiz, luksusowych zakwaterowań, życia digital nomadów. Zniknęli niektórzy goście – Carla, Giulia – ale pojawił się nowy świat: Now z Khao Lak, Aga z mentoringiem duchowym, Paweł Gołdych w roli stałego kompana wyjazdów. A potem Bali, Singapur, Izrael, Dubaj – kraje, które były już nie tylko celami, ale nowymi scenami jej życia. Kiedy mówi, że została ambasadorką Polski w Tajlandii, robi to z lekkim uśmiechem, ale i świadomością odpowiedzialności.
Jej filmy z najwyższą oglądalnością – „Poradnik dla kobiet w Tajlandii”, „Jak mieszkają Polacy na Phuket”, „Moje mieszkanie za 999 zł” – nie były tylko klikalne, ale potrzebne. Były mapą dla tych, którzy chcieli rzucić pracę, sprzedawać mieszkanie i zacząć nowe życie. A ona zawsze odpowiadała: to nie raj dla każdego, ale warto spróbować.
I w końcu, gdy po raz kolejny mówi, że wraca do „normalnej pracy”, nie ma w tym żadnej rezygnacji – tylko świadomość, że życie to nie musi być tylko jedno albo drugie. Była i tą, co mieszka na wyspie, i tą, co analizuje ceny w centrum Bangkok. Była twórcą, doradcą, przyjaciółką, kobieta, która nie bała się powiedzieć, że przestała pić, że ma kota, że jest samotna, ale nie samotna.
Marta Sielska to historia o tym, jak człowiek może wyprowadzić się z własnego życia, by je w końcu znaleźć.