
Martyna Członka: od matfizang do matury i dalej
Martyna Członka to dziewczyna, której życie od początku trzyma się rytmu, w którym szkoła, podróże i chwilowe eksperymenty z formą filmów na YouTube splatają się w ciekawą, choć nie zawsze gładką opowieść o dorastaniu. Zaczynała jak wiele nastolatek — z telefonem w dłoni i marzeniem o tym, by dzielić się swoim światem. Jej pierwsze kroki w mediach były nieśmiałe: filmik o kocie, potem cover na gitarze, a zaraz po tym — piosenka 5 Seconds of Summer, którą wykonywała nie słuchawkach, tylko w głowie. Była wtedy siedemnastolatką uczącą się w I Liceum Ogólnokształcącym w Lubinie, gdzie wybrała kierunek matfizang — matematyka-fizyka-angielski — i choć czasem żartobliwie pisała, że „fiz to możliwe, że przez pomyłkę”, to jednak trzymała się swojego toru z niewzruszonym optymizmem.
Początki jej kanału były jak listy do przyjaciół, które nikt nie odbierał. Filmiki z lat 2018–2019 cieszyły się setkami wyświetleń, a ich tematy — od noworocznych życzeń po teksty piosenek — wydawały się raczej eksperymentem niż strategią. Wtedy jeszcze nie było vlogów, nie było podróżowania w kadrze, tylko chwile, które chciała zapamiętać. Dopiero w listopadzie 2021 roku coś się zmieniło. Martyna wróciła z serii dziennych vlogów, w których pokazywała szkolne dni, poranne rutyny i randki z przyjaciółmi — wśród nich Julia Kulczycka, dziewczyna, której profil wspomniany był w opisie jednego z filmów, a więc najwyraźniej ważna w tamtym okresie. Były to jeszcze proste materiały, ale już widoczne było pragnienie narracji — chęć opowiedzenia nie tylko „co”, ale i „jak”.
Punkt zwrotny nadszedł w 2022 roku, kiedy Martyna po raz pierwszy wsiadła do samolotu i wylądowała w Tunezji. Tam, w Afryce, odkryła nie tylko kulturę, plaże i walki baranów, ale także nową formę swojego kanału. „Tunezja okiem turysty” stała się serialem, który odmienił wszystko. Pierwszy film z tej serii, opowiadający o początkowych wrażeniach, zdobył ponad 6,5 tysiąca wyświetleń — więcej niż wszystkie wcześniejsze filmy razem wzięte. Martyna nagle nie była już tylko uczennicą z Lubina, ale podróżniczką z kamerą, która pokazuje, jak wygląda wschód słońca nad pustynią albo jak się czuje na grzbiecie wielbłąda. Były to chwile pełne entuzjazmu, a czasem lekkiego niedowierzania — „Mój pierwszy raz!” — krzyknęła w jednym z tytułów, choć nie wiadomo, czy miała na myśli wielbłąda, czy sam akt narracji obcości.
Zwiedzanie nie kończyło się na Tunezji. Pojawiały się Włochy — najpierw zimowy obóz narciarski w Val di Sole, potem letni wypad do Mediolanu i Cremony, gdzie szukała ulic z filmów, budki Vogue i miejsc przypominających Hogwart. Było też Dania — szkolna wycieczka, którą opisała z charakterystyczną dla siebie lekkością, choć film pojawił się na kanale aż po roku, jakby odkopany z archiwum. Widać było, że jej życie nabiera tempa: imprezy na stokach, kolczyki przebijane kilka naraz u ZYGA PIERCING, a potem — powrót do Warszawy, gdzie przez chwilę mieszkała sama, próbując życia w wielkim mieście. To było coś nowego: nie szkoła, nie rodzice, tylko własny kąt, własne decyzje, własne odbicie w oknie tramwaju.
Ale najważniejsza zmiana była wewnętrzna. Z czasem Martyna przestała tylko opowiadać o tym, co robi, i zaczęła dzielić się tym, co czuje. Przygotowanie do matury stało się tematem filmów, które były już nie tylko vlogami, ale rodzajem wspólnej nauki. „Learn with me” — zapraszała, siadając z kartkami przy stoliku, a muzyka w tle działała jak kojący sygnał, że wszystko będzie dobrze. Kiedy przyszły wyniki matury, reagowała przed kamerą z mieszaniną strachu i euforii — moment, który zdobył ponad tysiąc wyświetleń, bo był autentyczny. Nie udawała sukcesu, tylko go przeżywała.
To, co kiedyś było pasją przypadkową, stało się dokumentem zmian. Projekt społeczny „TAMprzebadani”, który realizowała w szkole, pokazywał, że potrafi mówić o poważnych sprawach — choć ten wątek zniknął z kanału tak samo nagle, jak się pojawił. Nie było już wspomnień o grupie, o kampanii, ani o Instagramie projektu. Jakby ta część została zamknięta razem ze szkołą.
Podobnie zniknęli ludzie, którzy kiedyś byli obecni. Julia Kulczycka — raz wspomniana, potem zapomniana. Nie ma też śladu po koleżankach z „TAMprzebadani”. Nawet jej przejażdżki po Gran Canarii w 2023 roku, opowiedziane z rodziną, nie zawierają już ich twarzy — tylko ogólne „rodzina”, „imprezy”, „morze”. Być może to nie jest celowy wymaz, tylko naturalna ewolucja: w dorosłości mniej dzieli się bliskością, więcej — przejrzystością.
Największym sukcesem był oczywiście podróżny przerys — Tunezja, Włochy, Dania, Hiszpania — ale również to, że przetrwała momenty, gdy filmik miał 79 wyświetleń, a ona nadal naciskała „opublikuj”. Potknięcia? Były — jak późne publikowanie materiałów z wyjazdów, czy tytuł filmu z Danii, który przypadkiem zawierał tagi od Włoch. Ale to były błędy drobne, ludzkie, nie zdradzające braku pasji, tylko presji czasu.
Jej najbardziej popularne filmy to te z serii tunezyjskiej, zwłaszcza „SKOKI Z KLIFU!”, który pokazał, że śmiałość w życiu może stać się treścią. A ostatnie materiały — tatuaż, projekt językowy po angielsku, ciche chwile nauki — sugerują, że kanał przekształca się z dziennika doświadczeń w spokojniejszy, bardziej refleksyjny dziennik dorastania.
Martyna Członka nie szuka sensacji, ale chce, by każdy dzień był wykorzystany w 100%. I choć nie zawsze jej się to udaje, to nadal wierzy, że warto żyć, jakby nikt nie patrzył — nawet jeśli cały czas trzyma telefon przed sobą.